14 min. Przystojny nieznajomy z ulicy sprawia, że jeden z braci bliźniaków dokonuje wstrząsającego odkrycia. Nic już nie będzie takie...
ok. 11 minut | mundury, hardcore, anal, seks grupowy
Bartka zwinęli podczas protestów.
Na komendę trafił już z paroma guzami na ciele. A trzeba dodać, że był szczupłym, delikatnym dziewiętnastolatkiem. W konfrontacji z trzema rosłymi policjantami w radiowozie nie miał więc szans. Nawet nie próbował się wyrywać. Po prostu zbierał ciosy i próbował wytrzymać ból.
Do pokoju przesłuchań prowadziło go korytarzem trzech funkcjonariuszy.
Dwóch aspirantów – jeden łysy prymityw z ewidentnie stadionowym rodowodem, drugi krótko ścięty rudzielec z wypisaną świętojebliwością na ryju – obaj pod przewodnictwem komisarza Marka S., lat 43, lekko podsuszonego bruneta w średnim wieku, prywatnie męża i ojca trzech córek.
Rzucili chłopaka na podłogę i skuli kajdankami, po czym zamknęli pokój do środka.
Aspiranci stanęli grzecznie pod ścianą, czekając na rozkazy.
Komisarz Marek jednym sprawnym ruchem zamachnął się – rozwinęła się teleskopowa pała. Drugim sprawnym ruchem uderzył nią chłopaka w brzuch. Ten zwinął się.
– Wiecie, jak rozmnażają się pedały? – zapytał funkcjonariusz.
Aspiranci w niewiedzy wzruszyli tylko ramionami.
– Przez indoktrynację – odparł ponurym tonem, a aspiranci prychnęli śmiechem.
Marek kucnął przy chłopaku i przyjrzał się jego obitej twarzy.
– A ostatnio trochę za dużo tej indoktrynacji na ulicach mojego miasta – dodał.
Bartek splunął krwią na podłogę:
– Czemu 40% policjantów bije żony?
Komisarz Marek zmrużył oczy w złości, spodziewając się uszczypliwej puenty.
– Bo komendant w czasie pandemii kazał im popracować w domu – odpowiedział chłopak.
Komisarz obszedł go, odpiął mu kajdanki, po czym przyłożył pałę do gardła i zaczął go nią podduszać.
– Powiem ci coś. To nie kawał. Lubimy bić. Może niekoniecznie żony. Ale cioty już tak – komisarz zbliżył usta do jego ucha, by wygłosić złowrogą tyradę: – Zabierzemy cię do piwnicy na dołek. Niejeden pedałek tam już zmiękł po protestach. Jak tak lubisz pały, to ci się spodoba.
– Komisarzu – wtrącił się łysol. – On chyba ma coś w spodniach.
Spojrzeli na spodnie Bartka. Coś dużego i twardego próbowało się ułożyć w jego kieszeni.
– Jak go kurwa przeszukaliście? – warknął Marek.
Łysy schylił się i wsadził chłopakowi rękę do kieszeni:
– Nie, on ma to… w gaciach…
– Zostaw go, matole… – odezwał się rudy. – Nie widzisz, że…
– To chuj! – łysy ścisnął dłoń na podejrzanie twardym obiekcie.
– Pierdolisz? Taki duży? – spytał rudy.
Komisarz Marek przewrócił oczami i westchnął w nerwach:
– Idioci. Żaden chuj nie jest taki duży. Przemycił tu pałę. Ściągać mu gacie.
Aspiranci niepewnie spojrzeli sobie w oczy, po czym łysy rozpiął Bartkowi rozporek i zdecydowanym ruchem ściągnął spodnie chłopaka wraz z bokserkami.
– Ja pierdole… – rudego zatkało.
– Tak cię zjarało moje gadanie? – spytał Marek.
Wtedy łysy rzucił się do ssania.
– Odjebało ci? – komisarz doznał szoku. Patrzył na to z niedowierzaniem.
Rudy ruszył z interwencją – klęknął obok ogłupiałego kolegi, chwycił go za łeb, odciągnął go i odepchnął w kąt.
– Wypierdalaj – krzyknął. – Nie możesz ssać tego wielkiego… cudownego… – zapatrzył się na pulsujący organ Bartka – … zajebistego kutasa… sam – po czym też rzucił się do ssania.
Łysy przetarł usta i śmiał się. Był w amoku, a w jego rozszerzonych źrenicach tlił się niekontrolowany, gejowski obłęd – tak jak u rudego, który także stracił poczucie rzeczywistości.
Komisarz Marek odskoczył od nich w furii, rzucając ciężkimi wiąchami wyzwisk.
– To się skończy wyjebaniem was stąd – chwycił za kieszeń, by znaleźć klucz i wyjść z pokoju, ale aspiranci obezwładnili go w szale i przykuli jego własnymi kajdankami do stołu.
A następnie padli przed Bartkiem i ssali mu jednocześnie – otaczając jego spektakularną pałę kultem śliny i rozpalonymi, głodnymi ustami, które gwałciły chłopaka oraz intensywnie go stymulowały.
Bartek jęczał z rozkoszy – sycąc swoje oczy widokiem dwóch policjantów, którzy bili się językami o jego wyrośniętego, frywolnego drągala.
Komisarz płonął z wściekłości, próbował wyrywać się i nieustannie obrzucał ich kolejnymi wyzwiskami oraz groźbami. Ale oni zdawali się kompletnie nie robić sobie z tego nic – oddawali się nadal tej tęgiej, spoconej rozpuście.
Bartek tymczasem uśmiechał się złowieszczo:
– Grzeczne pieski, grzeczne – szeptał, upojony tym słodkim zwrotem akcji. Po czym spojrzał komisarzowi głęboko w oczy, z pełnym spokojem: – Już widzisz, co z głodnymi kundlami robi dobra kiełbasa.
Jego zgrabna, soczyście polerowana dzida dostarczała mu porażającej ilości rozkoszy – która niczym pioruny raz po raz uderzała go w najczulszy nerw penisa.
– Nie wiesz, z kim zadarłeś – warknął Marek.
– Wiem – odparł Bartek. – Z kimś, komu geje wyjątkowo się podobają.
– Co ty pierdolisz?
Bartek kazał rozebrać się aspirantom – co uczynili bez wahania. A następnie kazał rudemu przygotować tyłek łysego – napluć na jego dziurę oraz łapczywie ją wylizać i wycałować. Rudy posłuchał z ochotą. Po czym dostał rozkaz, by dobrze naoliwić pałę Bartka.
Gdy sprzęt był już odpowiednio nawilżony, a dziura łysola ociekała gotowością do zerżnięcia, chłopak bez wahania wszedł w niego i zaczął ostro go posuwać. W powietrzy rozległ się rytm soczystych plaśnięć wielkich jaj o rozwartą pupę. Funkcjonariusz jękami i stękami oznajmiał światu swoją dogłębną rozkosz analną. Chłopak ubijał w tym psie świeżą ślinę i śluz, które bryzgały między jego umięśnionymi pośladami.
– Pierdolę o tym – kontynuował – że miesiąc temu brutalnie pobiłeś Antka, jednego z moich kolegów, którzy pokojowo protestowali w centrum.
– Wiele ciot trzeba było ostatnio nauczyć szacunku – odparł funkcjonariusz.
Łysol wił się z bólu i rozkoszy.
Chłopak nagle wyciągnął pytę z dupy łysego i kazał znów ją wylizać rudemu, co też funkcjonariusz uczynił bez zastanowienia i z wielkim, wręcz animalnym oddaniem.
Komisarz Marek patrzył na to z obrzydzeniem, ale jednak patrzył. Ciekawość w nim zwyciężała.
– Smakuje mu – odparł Bartek. – Tobie też powinno.
Komisarz szarpnął się, aż stół się przesunął.
– Waruj – odpadł Bartek. – Mamy jeszcze parę rzeczy do omówienia.
Chwycił łeb psa i nabił go na swój pal aż po jaja, po czym zaczął pompować w niego spermę. Rudy czerep zaczął się dusić, a nasienie zaczęło wyciekać mu kącikami ust.
– Spijaj ładnie, wszystko dla ciebie – nakazał chłopak. – Do ostatniej kropelki.
I gdy nafaszerował już rudego spermą po uszy, odepchnął go jak zużytą kurtyzanę. Upadł na podłogę. Był czerwony na ryju, ledwo dyszał, kaszlał. Z jego ust bryzgały wachlarze nasienia.
Wtedy łysol doskoczył do gnata i oddał się jego zajadłemu polerowaniu.
– Jeszcze mógłbym ci chuju wybaczyć zaczepki skierowane do mojego kolegi ze stowarzyszenia – mówił dalej Bartek. – Trochę gorzej szłoby mi to wybaczanie, jeśli chodzi o to, jak metalową pałą lałeś nas na Marszu Równości. Ale na pewno nie wybaczę ci, kurwo, jednego.
Komisarz Marek zagryzał zęby i patrzył w kąt pomieszczenia. Czerwień wściekłości pulsowała na jego twarzy. Nie mówił nic.
– Pamiętasz tamtego chłopaka, którego schwytałeś na placu w parku po protestach? Tego, którego wraz z obecnymi tutaj kumplami pobiliście w suce, a potem wywieźliście do lasu pod miastem. Chłopak ledwo przeżył mroźną noc. Wrócił bez butów do domu.
Marek nie mówił nic. Leżał i dyszał. Rudy wciąż pluł spermą, a łysy chyba w ogóle był głuchy na to, co się działo – pogrążył się całkowicie w szale ssania.
– To był mój chłopak, skurwysynu – dodał Bartek. – A to… – zaczął ładować olbrzymią porcję spermy na twarz uradowanego łysola – … jest moja zemsta.
Łysol ochoczo spijał wszystko, czym strzelał ten potężny pręt. A miał co spijać. Rzeka nabiału zalała mu klatę i podłogę dookoła.
Komisarz Marek nie krył zaskoczenia.
– Tak duże kalibry potrafią strzelać wiele razy – dodał Bartek. – Mam tego w jajach jeszcze kilka basenów. I utopię was dziś w nich. Chcę, byście poczuli dziś prawdziwe, pedalskie upodlenie.
Tak też zbliżyli się do gwoździa programu przedstawienia.
Rozpustna atmosfera ostrego zcwelenia wisiała w gęstym powietrzu ciasnego pokoju – pokrywając ciała mężczyzn skroplonym pożądaniem.
Bartek kazał aspirantom położyć komisarza Marka na stole, rozebrać go i skrępować. Szarpał się, wił, ale to nic nie dawało. Aspiranci wykazali się większą siłą i zwinnością.
Ciało ten funkcjonariusz miał całkiem dobrze zbudowane, ale bardzo mały kutas psuł efekt.
– Lubisz używać pały, choć własnej praktycznie nie masz – stwierdził chłopak. – Czas zobaczyć, jak sam radzisz sobie z większymi rozmiarami.
Na rozkaz Bartka aspiranci zaczęli tłuc komisarza swoimi twardymi, prężnymi fiutami po pysku. Ten darł się, przeklinał – ale oni z uśmiechem na ustach kontynuowali ostry łomot i czerpali z niego niepojęte dawki rozkoszy.
Wtedy Bartek wszedł między nogi komisarza i bez pytania czy ostrzeżenia wsunął między jego poślady swojego majestatycznego donga. Marek wył z bólu, wrzeszczał, czerwienił się i wygrażał – jednak chłopak bez najmniejszego oporu pierdolił go jak darmową dziwkę.
– Piękny, słodki otworek – pochwalił młody. – Im bardziej się wkurwiasz, tym przyjemniej się zaciska.
Przyspieszył chędożenie, zapuszczając się coraz głębiej w komendanta – i coraz szerzej rozjebując jego wąską dziurę.
Komendant czuł w dupie ciepłe, pulsujące bryzgi gejowskiego nasienia.
– O tak… Teraz moje plemniki wnikną głęboko w twoje ciało… w twoją krew, z ten ciasny, głupi móżdżek. I zapłodnią każdą twoją komórkę. Za moment będziesz miał mnie już wszędzie. Staniemy się jednością.
Aspiranci tak mocno lali go po ryju, że był czerwony i obity. Słabł.
Komisarz wyprężył ciało, zaczął jęczeć – ni to z bólu, ni to z rozkoszy. Zachodziły w nim dziwne reakcje biochemiczne – buzowały skrajne emocje, pieniły się zakazane pożądania.
I nagle nabrał nowej witalności, otworzył gębę i zaczął ssać aspirantom. Dławił się raz jednym kutasem, raz drugim – by za moment dać się wyrżnąć w mordę dwoma naraz. Bartek nadal posuwał go – brodząc penisem we własnym nasieniu, mieszając w nim i pieniąc je. Wbijał swoje wytryski jeszcze głębiej i zatykał mu dupsko – żeby mieć pewność, że nic nie wycieknie. I wchłonie się jak najwięcej.
– Jesteś zaskakująco dobrą ciotą – powiedział Bartek. – Dałeś się tak pięknie scwelić, że aż mnie wzruszyłeś. Co na to twoja żona? Co rodzina? Znajomi?
Marek ssał. Był pogrążony w szaleństwie tej orgii. Przyjmował wytryski aspirantów głęboko do gardła, a gdy już nie mieściły mu się w paszczy – brał je dzielnie na twarz i szyję, oblizując się łapczywie.
Bartek wiedział, że ma już nad nim kontrolę. Że skaził go pięknym, homoseksualnym pożądaniem. Kazał go uwolnić, po czym chwycił go za włosy, wsadził mu w pysk pulsującego jeszcze drapieżnika, a następnie zaczął masturbować się prędko jego głową.
Marek ssał w pozycji na pieska, wypinając ochoczo dupę – więc aspiranci skorzystali z okazji, zaszli go od tyłu i zaczęli znakomicie zapinać na spółkę. Podobała im się ta męska współpraca – w pewnym momencie nawet przybili sobie piątkę i ruchali dalej.
Chłopak czuł, że zbliża się kolejny wielki raz – i wtedy odciągnął łeb komisarza od łona, wyciągnął walenia i spuścił się obficie na podłogę.
Następnie przycisnął głowę policjanta do kałuży spermy i nakazał zlizywać. Komisarz chłeptał chętnie, miotał językiem po jeziorze nabiału, siorbał go i pasł się nim – jednocześnie będąc przepięknie jebanym przez swoich aspirantów.
Gdy zapełnili jego dupę ładunkami nasienia, w końcu sam komendant z wrażenia trysnął grubo pod siebie – uwalniając ogromne ilości policyjnego nasienia na podłogę. Połączyło się ono z jeziorem nasienia Bartka. Komendant spijał je, jęczał i płakał. Jego łzy kapały do nasiennego stawu.
Orgazm ten zniszczył jego ego. W krótkiej chwili skundlił go i zdegradował do najniższego poziomu.
Bartek kopnął sukinsyna, aż ten upadł w to bezkresne bajoro śmietany – nagi, drżący, zmęczony, zbity pies. Poniżony w najbardziej dotkliwy sposób, sprowadzony do parteru, spedalony i zbezczeszczony.
– Nie zadziera się z pedałami – dorzucił na koniec Bartek.
***
Bartek wyszedł przed komendę. Słońce wyszło zza chmur i oślepiło go. Założył ciemne okulary, po czym przetarł usta. Na rękawie została jeszcze plamka krwi.
Chwycił za komórkę:
– Już po, kochanie. Zgrałeś monitoring?
– Tak, nagrało się wszystko bardzo dokładnie. W HD. Piękna akcja, Słonko. Aż byłem zazdrosny.
– Spokojnie, zaraz będę w domu i ci to wynagrodzę. Póki co najważniejsze, że nam się udało. Udało się! W końcu dostali za swoje. I mamy to na taśmie.
– Co teraz z tym zrobimy?
– Hm… Co tylko zechcemy… – uśmiechnął się i ruszył w stronę domu.