Serce jebaki
30 minut | hardcore, siłownia, anal, orgia, miłość
Gejowskie opowiadanie erotyczne, w którym analna obsesja miesza się z dziką, męską miłością. Czy jebaka ostatecznie posłucha serca czy fiuta?
Zawsze myślałem, że mój pierwszy raz będzie jak na filmach. Wielkie łoże, płatki róż, świece i seksowny jazz w tle. Sądziłem, że trzeba się szanować.
Ale życie napisało inny scenariusz.
Mam na imię Szymon. W wieku 18 lat zacząłem chodzić na siłkę wraz z takim znajomym gejem – Zbyszkiem. Uznaliśmy, że jeśli mamy mieć szansę na poznanie fajnego faceta, to trzeba popracować nad sylwetką.
I tak zaczęła się nasza przygoda z hantlami i zażywaniem kreatyny. Przesiąknęliśmy smrodem męskiego potu i używek, męskim rechotem i kumplowskimi gadkami o dupach, autach i piłce nożnej. Obserwowaliśmy, jak nasze mięśnie podnoszą się z niebytu i powoli nabierają wymarzonych kształtów. Wdarła się rutyna.
Pewnego dnia byliśmy w szatni po treningu. Zbyszek pokazał mi video, które znalazł na YouTubie.
“Też chcesz takiego ciała?” – głosiło hasło.
Pytanie było retoryczne.
“Zrobimy z Ciebie BOGA.”
Te gigantyczne piersi, te monstrualne suty, te ramiona… Kutas mi bryknął i poczułem uderzenie gorącego podniecenia. Gdyby miał takie ciało… oszalałbym ze szczęścia.
– To video z reklamy naszej siłki – powiedział Zbyszek.
Zdębiałem.
– Tej? Tutaj? – nie mogłem uwierzyć.
– Tak – uśmiechnął się i podjarał jednocześnie. – Ten koleś podobno tutaj czasem jeszcze chodzi. Te mięśnie – spojrzał raz jeszcze na ekran – zostały wypracowane na tym sprzęcie, na którym ćwiczymy. Problem w tym, że nie pokazali jego twarzy…
Spojrzeliśmy na siebie i od razu wiedzieliśmy, że trzeba go odnaleźć.
I tak zaczęły się intensywne poszukiwania.
Do tej pory postanowiliśmy nie łapać za dużo kontaktów z tymi przypakowanymi facetami – bo gdyby odkryli nasze gejostwo, to mogliby nas powiesić za jaja. Ale tym razem skanowaliśmy otoczenie jak kosmiczna sonda.
Pierwszy tydzień – nic.
Drugi też nic.
Trzeci – marnie.
Były dni, że moją jedyną motywacją do chodzenia na tę siłkę była szansa, że może spotkam tego kolesia.
Zaczynaliśmy wątpić w to, że ten koleś wciąż tu przychodzi.
***
Tamtego słonecznego dnia Zbyszek opuścił trening, więc byłem sam. Ćwiczyłem na ławeczce I wtedy zjawił się tam pewien bydlak w czarnej koszulce na ramiączkach. Obcisłej i skąpej, by było widać, jak zajebistą ma klatę i ramiona. Jakbym ją skądś znał…
Nie mogłem mieć 100% pewności. Ale tak 99%.
I nie tylko klatę miał genialną.
Był skandalicznie przystojny. Brunet, krótki zarost, zadbany, męska szczęka. Zawsze tacy mi się podobali. Aż się spociłem w kroczu.
Znacie te momenty, gdy człowieka napada tak gwałtowne podniecenie, że ma wrażenie, że wystarczy podmuch wiatru lub jeden nieodpowiedni ruch – i nagle się spuści? To właśnie miałem w tamtym momencie. Gość mnie oczarował.
Oczywiście nie widziałem, czy jest gejem. Ale to nie zmieniało faktu, że nie mogłem oderwać od niego wzroku. Każda sekunda patrzenia na niego pobudzała mi w mózgu układ nagrody i ładowała mi chuja.
Zaczął szarpać hantle i głośno sapać – co doprowadzało mnie do orgazmu.
Obserwowałem go – jak mi się wydawało – z ukrycia. Ale chyba nie do końca.
Bo nagle odłożył z hukiem 30-kilowe hantle i spojrzał na mnie jak myśliwy na zwierzynę łowną. Sapał i lśnił się od potu. Przeszły mnie ciary. Podniecenie zmieszało się z adrenaliną. Z zawstydzenia spuściłem wzrok na podłogę, ale wiedziałem już, że coś z tego wyniknie.
Ruszył w moim kierunku cholernie męskim, pewnym siebie krokiem. Nie wiedziałem, czego mam się spodziewać. Ale przygotowywałem się do ostrego opierdolu za stalkowanie.
– Czemu się tak gapisz? – zapytał.
Bałem się podnieść wzrok.
– Ale że co? Na ciebie? – spytałem.
– Na mnie.
Rozejrzałem się, czy nikt nas nie obserwuje i nie podsłuchuje. A potem zebrałem się na odwagę i spojrzałem mu w oczy.
– To ty jesteś tym kolesiem z reklamy Parysa? – spytałem.
Jego mina rozpogodziła się.
– Tak, to ja! – klepnął mnie po przyjacielsku w ramię i zaśmiał się. – Się bałem, że mam jakąś plamę na dupie.
I poszedł.
Serce waliło mi jak dzwon.
Zająłem się swoimi ćwiczeniami, wciąż czując jego gorące klepnięcie na swoim ramieniu. A po chwili spojrzałem w jego kierunku. Patrzył na mnie. Obaj spuściliśmy wzrok. Zrobiło mi się gorąco i dziwnie.
Albo mam urojenia, albo on też mnie oblukuje – pomyślałem.
Zostałem dłużej i czekałem, aż wyjdzie do szatni. Poczekałem chwilę i poszedłem za nim.
Nie wiedziałem, czy specjalnie celował w to, aby nikogo nie było – bo wiedział, że zaraz za nim polezę. Czy może to był zbieg okoliczności.
Właśnie zdejmował koszulkę…
– Spodobała ci się ta reklama? – spytał, grzebiąc w szafce.
– Bardzo…
– A chcesz zobaczyć ujęcia, których nie YouTube nie przepuścił?
Kiwnąłem głową. Wyciągnął komórkę. Im dłużej coś tam klikał, tym bardziej robiło mi się ciepło.
Koleś właśnie pokazał mi prawie swojego nudesa…
Byłem w stanie wydobyć z siebie tylko ciche “wow” pod nosem. Nie dlatego, że mi się nie podobało. Byłem oszołomiony jego ciałem. Było dla mnie wręcz nierealnie idealne. Bałem się tylko, że mój nadmierny zachwyt sprowadzi na mnie groźne podejrzenie.
– 15 lat pracy na siłce… – powiedział. – Wszystko podporządkowałem właśnie temu.
Były tylko dwie możliwości, dlaczego pokazuje mi to nagranie. Albo szuka podziwu wśród młodych kolesi. Albo… próbuje ich uwieść…
– Nie masz problemów z nagością – powiedziałem.
– A ty? – zapytał.
Zakrztusiłem się aż z wrażenia.
– Nie mam takiego ciała – odparłem.
On zmierzył mnie wzrokiem i marketingowym tonem zacytował hasło siłowni:
– “Też chcesz takiego ciała?”
To było zabawne. Wydawał się naprawdę spoko facetem.
Otworzył napój izotoniczny i poczęstował mnie. Smakował obrzydliwie.
– Wierz mi. Nikt nigdy nie zapomniał seksu ze mną – powiedział nagle. – Do końca życia.
Przez moment nie wiedziałem, jak mam zareagować.
– Bo?
– Jest szansa, że kiedyś się dowiesz – zaśmiał się i zrobił łyk piwa.
Zrobił mi w głowie mieszankę ciekawości, ekscytacji i niepokoju, która dosłownie zakneblowała mi usta.
– Lubisz się ruchać? – zapytał nagle bez ogródek.
Jak jeszcze przed chwilą była szansa, że coś powiem – tak teraz miałem już kompletnie zaciśnięte usta. Zburaczyłem się i zacząłem dukać.
– Nie mam doświadczenia w seksie – odparłem jakimś cudem.
Popatrzył na mnie zdziwiony.
– Serio tego nigdy nie robiłeś?
– Serio…
– Taki chłopak i nigdy…? – nie mógł wyjść ze zdumienia.
Nie wiedzieć czemu – zrobił się nieco czerwony na twarzy. Zaczął się nieco wiercić, odłożył piwo.
A potem… przeprosił mnie, wstał i wyszedł do łazienki.
Nie było go może z kilka minut.
Gdy wrócił, był już uspokojony, ale też nieco zmieszany. Zmienił temat, mówił, że trzeba dalej pakować i wrócił na siłkę.
Trochę mnie to wszystko zdziwiło. Czy powiedziałem coś nie tak? – pomyślałem.
Też chciałem wrócić na salę, ale piwo jednak zaczęło przeze mnie przechodzić. Poszedłem do toalety.
Na desce błysnęła wielka kropla spermy.
Przyjrzałem jej się dobrze. Była świeża. Aż można było gołym okiem zobaczyć całe ławice plemników, które się w niej wiły.
– To jego? Czyżby sobie tutaj przed chwilą zwalił? – dociekałem w myślach. – Tylko czemu? Czyżby… zjarało go to, że jestem prawiczkiem?
Moje własne przemyślenia wprawiły mnie w zdumienie.
***
Dwa dni później trenowałem na siłce i znów pojawił się on. Od razu złapaliśmy z odległości kontakt wzrokowy. Uśmiechnął się i poszedł do kumpli się przywitać. Zrobiło mi się błogo. Tak bardzo chciałem, żeby podszedł też do mnie.
Wciąż na siebie zerkaliśmy. Trwało to z pół godziny. W tym czasie siłownia opustoszała, bo była już późna godzina.
A potem… zniknął mi z oczu. Posmutniałem. Pomyślałem, że wyszedł i nawet się nie pożegnał. I wtedy poczułem, jak ktoś łapie mnie za ramię.
Odwróciłem się. To był on. Spocony, piękny, idealny. Z bliska znów onieśmielający.
– Bokserki mnie cisną – powiedział.
Zacząłem się głupio rechotać na pół siłowni. Wstyd mi teraz, gdy o tym pomyślę.
– Skurczyły się w praniu? – zadałem najgłupsze pytanie, jakie mój spanikowany umysł mógł mi podsunąć.
Rozejrzał się powoli, czy inni nas nie dostrzegli.
– Raczej ich zawartość… – powiedział szeptem, zawiesił głos i upewnił się, że go słucham – … urosła.
Oszalałem.
Spojrzałem w dół. W nogawce miał coś grubego, długiego i pulsującego. Praktycznie ślina pociekła mi na podłogę. Chciałem zobaczyć to zwierze na własne oczy.
– Robiłeś to już kiedyś? – spytał.
Nie musiał tłumaczyć, co znaczy “to”. Obaj wiedzieliśmy, że ktoś musi zająć się jego drągiem.
Nie odpowiedziałem nic. Ale chyba zrozumiał.
– Mogę cię nauczyć – wyszeptał mi do ucha – jak się zadowala prawdziwego faceta.
I poszedł w kierunku szatni, odwracając się do mnie i patrząc mi w oczy.
Tam zdjął koszulkę. I to był moment, w którym dostałem migotania przedsionków. Takich klat się nie zapomina. Jakby rzeźbił ją sam Michał Anioł. Przypakowana, gładka, pracująca mięśniami, pokryta perłami potu.
I te wielkie, piękne suty.
Usiadł, oparł się nonszalancko o ścianę, rozstawił nogi i zaczął masować sobie krocze.
Siedziałem naprzeciwko i podziwiałem go. Patrzył mi w oczy, ale ja wstydziłem się odwzajemnić spojrzenie. Patrzyłem, jak maca swojego opasłego drąga przez materiał spodenek.
Powiedział, żebym usiadł obok niego, jeśli chcę.
Po sekundzie klęczałem obok niego i lizałem jego spoconą klatę. Była słona, a momentami aż słodka. Ssałem jego suta.
– Dziękuję – powiedziałem cicho.
– Za co? – zdziwił się.
– Że mi pozwalasz…
Zaśmiał się. A potem spojrzał na swoje krocze.
– Jest za duży… – powiedział. – Aż boli.
I dodał, że musi uwolnić się z tych męczarni i zdjąć spodenki.
Masywny, naprężony fiut strzelił głośno o idealnie umięśniony brzuch, a on poczuł wyraźną ulgę.
Kutas był wolny i mógł napompować się do pełna. Nabrać pełni swojego majestatu.
Nie widziałem czegoś takiego nawet w pornolach. Był królem. Aż musiałem spytać, czy jest prawdziwy. A on tylko zaśmiał się i kazał go złapać.
Nie kontrolowałem się już. Cała moja nieśmiałość zniknęła w ułamku sekundy, gdy tylko zacisnąłem dłoń wokół tego totemu i poczułem jego aksamitną twardość oraz samcze ciepło.
Tętnił rytmem jego serca, pachniał samcem.
Masowałem tego fiuta dłonią i przyglądałem mu się. Dotarło do mnie, że właśnie tak powinien wyglądać penis. Odrobinę wygięty do góry, dumny, z ekscytująco zsuniętym napletem, kształtny, lśniący śluzem symbol męskiej, niepohamowanej płodności. Gotowy do orgazmów. Naładowany do pełna męską rozkoszą, którą trzeba było uwolnić.
– Tylko się w nim nie zakochaj – powiedział z zawadiackim uśmiechem.
Nie było łatwo, bo był perfekcyjny jak mortadela premium. Estetyczny, jakby ulany z cielistego wosku. Czysty jak łza. Swą boskością aż prosił się o lizanie.
Wtedy miałem odwagę spojrzeć temu facetowi w oczy. Widziałem w nich, że jest gotowy, bym go skosztował.
Czubkiem języka dotknąłem koniuszka tego kutasa i zrozumiałem, że właśnie przestałem być niewinny – i sprawiło mi to rozkosz. Końcem języka pieściłem intensywnie tę małą, uroczą dziurkę na końcu pały, by wypłynęło z niej jeszcze więcej krystalicznego, słonawego śluzu.
A potem polizałem go jak gałkę loda. Facet drgnął.
– Za mocno? – spytałem wystraszony, że coś źle robię.
– Nie… Po prostu jestem tak napalony, że wszystko odczuwam pięć razy mocniej… – odparł. – Rób swoje. A ja postaram się nie stryskać od razu – subtelnie się uśmiechnął.
Gdy znalazł się w moich ustach, podniecenie dosłownie mnie odcięło od rzeczywistości. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje – mam w ustach idealnego, gignatycznego fiuta, do którego przyczepiony jest idealny, gigantyczny facet. I to kompletnie nagi. Który na dodatek czerpie z tego rozkosz, że aż drży i sapie.
Musiał mi totalnie zaufać. Musiałem mu się cholernie spodobać, że to wszystko się działo.
Sama świadomość tego dosłownie mnie masturbowała mentalnie.
Masowałem wilgotnymi wargami jego czułą głowicę i obserwowałem, jakie wywołuje to reakcje. Choć mój fiut był o wiele mniejszy i mniej uroczy niż jego, to miał podobną topografię wrażliwych sfer i punktów. Wiedziałem więc, że gdy mijam wargami krawędź żołędzia, należy lekko je napiąć, by zwiększyć tarcie i dostarczyć mu więcej przyjemności. Językiem łechtałem żołądź od spodu i patrzyłem, jak wije się z rozkoszy. Miałem wrażenie, że lada moment tryśnie mi w ustach – a na samą myśl o tym prawie mdlałem z emocji.
Głęboko i szybko oddychał. Jego potężna klata unosiła się i opadała, a mięśnie delikatnie napinały się falami i rozluźniały na jego rozległym jak kontynent torsie.
Położyłem na nim dłoń i masowałem jego piersi. Napiął je, by pokazać mi, jak wielkie są i sprawić mi dodatkową przyjemność. Widok dosłownie wypalił mi się z mózgu. Był rozpalony i wilgotny. Dotyk aż parzył mnie podnieceniem.
– Chodźmy tam, gdzie nikt nas nie zobaczy – powiedział.
Pod prysznicem klęczałem przed nim. Chciałem zapytać go jeszcze, jak ma na imię. Ale usta miałem znów zajęte. Tym razem jego jajami. Połknąłem je w całości. Wypełniały szczelnie moją gębę i jednocześnie waliłem mu konia. Podziwiałem, jak wielką przyjemność mu to sprawia – i napawało mnie to dumą.
A potem znów wróciłem do ssania pały.
Głaskał mnie delikatnie jak swojego psa. I instruował. Trochę mocniej, trochę głębiej, trochę szybciej. Powiedział, że mnie będzie uczył – i dotrzymywał słowa. Z każdą minutą coraz lepiej rozumiałem, jak grać na tym sprzęcie, by generować czyste szaleństwo tego faceta.
Powiedział, że się zbliża do finału. I że czuje, że będzie naprawdę grubo. Spytał, czy zdołam to wszystko przełknąć. Nie odpowiedziałem nic. Po prostu zintensyfikowałem działania. To było jasne, że chcę go mieć w sobie.
Zaczął sapać i spinać się w rozkoszach. Było już za późno – było jasne dla nas obu, że musiał się już stryskać.
Przeżywał we mnie długi, wręcz konwulsyjny orgazm – ekscytująco rozbryzgany. Czułem, jak sperma dosłownie eksploduje mi w gębie. Przełykałem, ile się dało, ale było jej za dużo. Wypływała mi bokami, lejąc się ciurem po brodzie i szyi. Ale nie przerywałem – wciąż pracowałem ustami i językiem, by doprowadzić go do ostatecznego szału.
Miałem tego faceta w gardle. Na szyi. Na klacie. I w sercu.
Te jego gigantyczne mięśnie kurczyły się i masowały go, potęgowały jego rozkosze, gdy karmił mnie sobą do oporu. Był pyszny. Kremowy i spieniony. Miał tam w jajach całą fabrykę smacznego nabiału i nie wahał się nim lać pełną rurą.
Wypinał biodra, odchylał tors lekko do tyłu, patrzył mi w oczy i tryskał w usta. I była w nim ta bezczelna samcza duma. Duma z tego, jak płodny jest. Wiedział o tym, jak seksowny jest, gdy ma orgazm i tryska spermą z tego wielkiego chuja. Wiedział, że go podziwiam – i sprawiało mu to bonusową przyjemność.
– Dawid jestem – przedstawił się.
A potem – gdy już opróżnił we mnie swoje wielkie jaja – spytał, czy mnie doprowadzić.
Nie wiedział, że już to zrobił.
Miałem orgazm razem z nim.
– Rozprawiczyłeś mnie – powiedziałem, wstając z kolan i wycierając usta z jego nasienia.
A on nagle pocałował mnie. Długo i namiętnie. To był kosmos. Najlepsze “dziękuję”, jakie dostałem w życiu.
– Ale tylko oralnie – dodał z uśmiechem.
***
– Dużo było takich chłopaków? – zapytałem, leżąc na jego kanapie i popijając piwo.
Spojrzał z niezrozumieniem, gdy otwierał kolejną butelkę złotego napoju.
Była wakacyjna sobota, słońce zachodziło, upały odpuszczały. Robiło się przyjemnie chłodno, gdy wiatr powiewał przez uchylony balkon. Ale wciąż podkoszulki się do nas lepiły.
– Takich, których rozprawiczyłeś – dodałem.
Zamyślił się przez chwilę, zrobił łyk, a potem dyplomatycznie odparł, że nie jestem pierwszy.
Niby wiedziałem, ale i tak poczułem ukłucie zazdrości. To było jasne, że taki facet musiał robić możliwie najlepszy użytek ze swojego cudownego ciała.
– To taki dodatkowy sport – odparłem. – Zaliczanie rekordów.
Uśmiechnął się, choć wyczułem, że trochę nerwowo.
– Będę szczery – powiedział. – Tak, rozprawiczanie młodych chłopaków to… moja pasja. Można tak powiedzieć. Kocham to. Jara mnie to totalnie – zrobił głęboki wdech. – Czy jestem złym facetem przez to?
Byłem zmieszany. Westchnąłem. Zalała mnie zazdrość i podniecenie. Więc nie byłem taki wyjątkowy, jak myślałem.
– Jeśli oni także mają z tego przyjemność… To w zasadzie dobry uczynek.
– Wprowadzam ich w świat męskiego seksu najlepiej, jak się da – dodał, po czym westchnął, położył bose stopy na stoliku i rozciągnął swoje piękne ciało, żeby się zrelaksować.
Spojrzałem na niego i nabrałem apetytu.
– Jak to zazwyczaj robicie? – spytałem.
– Siadają na mnie. Tak jest najbezpieczniej przy moim rozmiarze – złapał się za krocze i pomasował. Jego fiut już się budził.
– A więc na kowboja – odparłem.
– Ale… muszę cię przed czymś ostrzec – powiedział.
Zabrzmiało to groźnie.
– Jest pewien skutek uboczny pierwszego analu ze mną.
– Rozwalona dupa?
Uśmiechnął się.
– Nie… Tylko… Ciężko im potem znaleźć kogoś lepszego.
Zamarłem na moment, próbując zrozumieć wszystko.
– Aha… Czyli jesteś tak dobry w te sprawy.
– Jestem genialny w te sprawy – odparł pewny siebie i odstawił piwo.
Gdy to powiedział, nie szukał kontaktu wzrokowego ze mną. Nie patrzył, czy tym wyznaniem wzbudził we mnie uznanie. Powiedział to tak, jakby to było oczywiste.
A potem zdjął koszulkę.
Zakładał, że od tego momentu nie będę mógł się oprzeć.
Ale zdziwił się.
– Poczekaj – powiedziałem, a on nie krył zaskoczenia. – Nie odpowiedziałeś na pytanie.
Spojrzał gdzieś w górę, zamyślił się i odparł, że było ich mnóstwo.
– Dziesiątki? – spytałem.
Pokiwał głową na boki, mówić niewerbanie, że jednak nieco więcej.
– To ilu?
Westchnął i odpowiedział: stu osiemdziesięciu czterech.
– Ja pierdole – odstawiłem piwo, wstałem i skierowałem się w stronę wyjścia.
– Gdzie idziesz? – spytał.
– Ssałem fiuta, który był w dupach połowy miasta – odparłem w złości. – Szanujmy się.
Zacząłem ubierać buty i już chciałem wyjść, ale on złapał mnie za ramię. Delikatnie.
– Pogadajmy, proszę…
W oczach miał to coś, czego nigdy nie zapomnę. Jakąś taką… tęsknotę. Jego samcza duma stopniała. Został tylko on. Ten prawdziwy.
Zostałem.
Usiedliśmy znów w salonie i opowiedział mi, jak to się zaczęło.
To były jego dwudzieste urodziny. Na siłce miał trzech kumpli. W jednym z nich niechcący zakochał się w po uszy. Miał na imię Tomek.
Jego koledzy wiedzieli już, że ma największego chuja w mieście – bo tego bydlaka nie dało się długo ukrywać. I że nigdy nim nie ruchał.
Więc załatwili mu piękną, cycatą dziwkę.
Gdy pojawiła się na imprezie, usiadła mu na kolanach i zaczęła się do niego dobierać, Dawid z niesmakiem i oburzeniem zrzucił ją z siebie. Kumple byli zdziwieni, że odrzuca taki towar, ale nie zrobili z tego afery. Impreza szła dalej. Goście przerzedzili się. A potem został sam na sam tylko ze swoimi kumplami. Gdy popili, wyznał im prawdę.
Że kręcą go faceci. Tylko faceci.
Z jakiegoś powodu nie skończyło się dramatem.
Pili, śmiali się z tego, żartowali, masowali się, rozbierali, aż w końcu… rozprawiczył ich wszystkich po kolei. W tym Tomka. Wszyscy tego chcieli. Alkohol pozbawił ich hamulców. Ale oszczędził im pamięć.
Po tym incydencie – unikali go na siłce. Wstyd i zażenowanie zachwiał tym kumplowskim układem. A serce Dawida krwawiło.
Aż do czasu, gdy znów przez przypadek znaleźli się z nim pod prysznicami po treningu. Najpierw Tomek zaczął błagać go o ponownie zerżnięcie. Ale gdy inni to usłyszeli, zrobili się zazdrośni i też prosili.
Nie chciał. Brzydził się myślą, że miałby raz jeszcze ich przeruchać i znów tak się rozczarować.
Chyba wtedy urodziła się w jego głowie myśl, że piękny może być tylko pierwszy raz. A każdy kolejny będzie tylko dramatem i rozczarowaniem.
Docierało do mnie, co to może oznaczać. Całym sobą chciałem przejechać się na tym koniu – ale cena za to będzie wysoka.
– Rozumiem stary – poklepałem go po ramieniu. – Dzięki, że mi to wszystko powiedziałeś. Jesteś świetnym facetem, ale… Nie wiem, czy jestem na to gotowy – powiedziałem szczerze.
I wróciłem do domu.
Czułem się dziwnie. Czy naprawdę tego chciałem? – pytałem sam siebie.
***
Następnego dnia rano mój tefefon bzyknął.
“Nie mogę przestać o tobie myśleć.” – odpisał.
“Czemu?”
“Tak mnie wkurzyłeś!!!”
Zdębiałem.
“Niby czym?” – spytałem.
“Takim gościom jak ja się nie odmawia”
Co za narcyz! – pomyślałem i rzuciłem komórkę na łóżko.
Dobrze zrobiłem, że się nie dałem mu rozdziewiczyć. Ktoś utarł mu nosa.
***
To był chyba wtorek. Ćwiczyłem na siłce jak zawsze. Zobaczyłem go. Przyszedł i udawał, że mnie nie widzi. Ale widział. I widział, że go olewam.
Wtedy podszedł.
– Możemy pogadać? – spytał.
Odłożyłem hantle.
– Słuchaj… – zacząłem. – Nie jestem jednym z twoich chłopaków… Okej, odbiło mi, zrobiłem ci loda. Dzięki, stary. Ale…
– Przepraszam – przerwał mi.
Posmutniał i usiadł na ławeczce.
– Przepraszam, że byłem takim prostakiem – dodał. – Chodzi o to, że ja… – spojrzał mi w oczy – … serio nie mogę przestać o tobie myśleć.
Nie mogłem w to uwierzyć. Pewnie każdemu tak mówi – pomyślałem. Ale w jego oczach drżały łzy. Serce mi miękło. Zacząłem troszeczkę wierzyć, że może jednak… jestem dla niego kimś wyjątkowym.
– Taki chłopak jak ty zasługuje na genialny pierwszy raz… z kimś wyjątkowym – powiedział. – A nie na tępego jebakę z siłki.
Moje serce zaczęło się łamać. Usiadłem obok niego i położyłem mu rękę na jego szerokich plecach.
– Nie mów tak o sobie. Jesteś wyjątkowy – powiedziałem szczerze.
– Skoczymy na pizzę? – spytał. – Chrzanić liczenie kalorii.
Spojrzałem na zegarek, godzina wciąż była młoda. Mieliśmy mnóstwo czasu.
***
– Ta z gruszką na białym sosie jest genialna – powiedział, przeglądając kartę. – A wiesz, że początkowo pizza nie miała pomidorów? Europejczycy bali się jeść pomidory, ponieważ należą do tej samej rodziny roślin co trujące psiankowate i uważano je za niebezpieczne.
Patrzyłem na niego. Serce mi waliło.
– Chcę ci dać dupy – powiedziałem, a on nagle skończył wykład. – Naprawdę chcę ci się oddać. Marzę o tym, Dawid.
Patrzył na mnie, nie dopuszczając do siebie tego, co usłyszał.
– Ale…? – wyczuł, że mam wątpliwość.
– Ale potem byłyby same problemy.
Odłożył menu i wbił smutny wzrok w stolik.
– W momencie, gdy trysnąłbyś w mojej dupie, automatycznie bym ci się znudził. Rozprawiczyłbyś mnie i zaraz rozlgadałbyś się za kolejnym. Sam to powiedziałeś, Dawid. Może teraz ci się jakoś podobam, ale po tym…
Dawid patrzył w milczeniu w dal i zamyślił się.
– Jest na to sposób – powiedział i wyraźnie się ożywł. – Po prostu nie mogę w tobie dojść. Ale to nie oznacza, że nie możemy…
***
Wynajął pokój w hotelu pięciogwiazdkowym. Wszystko inne też było jak ze snu.
Gdy przyszedłem, leżał już nago w wielkim łóżku obsypanym płatkami róż. Jakby czytał w moich myślach. Tak mi stanął, że myślałem, że rozerwie mi spodnie.
Zrzuciłem ubrania, choć wciąż byłem skrępowany. Moje ciało przy nim było mizerne, śmieszne wręcz. Ale chyba jemu to nie przeszkadzało – bo fiut stał mu na baczność i ani nawet nie myślał, by opaść.
Przywitałem się z jego kutasem. Ssałem go, pieściłem, lizałem.
Kazał mi się wypiąć na pieska i zaczął lizać mi otwór. Rozchylił pośladki i wsunął tam twarz. Czułem między pośladkami wilgotne, ciepłe sapanie i szorstkość jego zarostu. Jego szalony język drążył moją czułą dziurę aż do szaleństwa. Spojrzałem za siebie i złapaliśmy kontakt wzrokowy. Choć jego usta zasłonięte były moją wypiętą pupą – wiedziałem, że się uśmiecha. Jego oczy to zdradzały. Przyspieszył pracę językiem, a ja odleciałem w kosmos przyjemności. Nigdy nie czułem się tak oddany komuś.
A potem chciałem na niego usiąść na kowboja, ale Dawid mnie powstrzymał.
– Będzie lepiej, jak zrobimy to na pagony. Będę miał większą kontrolę nad wytryskiem – powiedział.
Położyłem się na plecach, a rozłożone nogi oparłem na jego byczych ramionach. Byłem cholernie zestresowany, ale on – zamiast mnie od razu penetrować – przytulił się do mnie. Poczułem ciepło i masywność jego wielkiego cielska. Tarł się o mnie całą swoją nagą, aksamitną muskulaturą. Nasze suty ocierały się o siebie. To było tak intymne i słodkie, że myślałem, że umrę ze szczęścia. Zaczął całować moją szyję, pieścić mnie. Łaskotało – aż zaczęliśmy się śmiać.
Wtedy oblał kutasa ogromną ilością lubrykantu – bo na takiego bata trzeba było zużyć pół butelki. Następnie wilgotnym palcem znalazł dziurkę między moimi pośladkami. Najpierw poczułem zimno, które szybko zmieniło się w ciepło. Smyrał mnie tam delikatnie, a ja czułem, jakby ktoś grał na mojej duszy. Po chwili poczułem jego twardego jak beton chuja, który ślizgał się po moim rowie w jedną i w drugą stronę, zataczał rozkoszne koła wokół czułego otworu.
– Jakim cudem on się zmieści? – spytałem.
– O nic się nie martw – powiedział, po czym zaczął dociskać fiuta do dziury.
Czułem opór zwieraczy. A potem nagle skapitulowały i wpuściły ogiera do środka – nagle, bez ostrzeżenia. Ból był okropny – aż pociemniało mi w oczach. Ale on przytulił mnie i kazał głęboko oddychać pupą. Mówił, że zaraz przejdzie. I przeszło.
Stało się. Zostałem rozprawiczony analnie. Był we mnie. Rozgaszczał się w mojej przerażonej pupie, którą starałem się zrelaksować. Delikatnie wsuwał się głębiej, cały czas patrząc na moje reakcje. To było poza skalą doznań. Każdy jego milimetr był jak kilometr w mojej dupie. Brałem go tak głęboko, jak tylko mogłem. Potęga tego ciepłego, dobrze naoliwionego pala rozpychała mnie od środka. Ból mieszał się z rozkoszą. Miałem wrażenie, że za moment oszaleję.
– I jak? – spytał.
– Bosko, bosko… – powtarzałem. – Dziękuję. To przekracza moje pojęcie.
– Wiem… A to dopiero początek – odparł i zaczął delikatnie ruszać fiuciskiem.
Masował mnie nim bardziej, niż jebał. Wiedział, jak się nim posługiwać. Wsuwał go nieco i wyciągał, a ja czerpałem czystą przyjemność z tego ocierania. Był nagi we mnie. Wszystko było tak organiczne, żywe, autentyczne. Tuliliśmy się, a on powoli przyspieszał ruchy.
– Jest ogromny – powiedziałem mu. – Jest boski.
Zaśmiał się.
– Wsunąłem dopiero połowę – powiedział i docisnął chuja aż do jaj.
Zacząłem tryskać sobie na klatę bez uprzedzenia. Jeszcze przed chwilą nie wiedziałem, czy dojdę do finału z powodu bólu. A teraz byłem nagle w środku potężnego orgazmu, który patroszył mnie z długich wstęg nasienia. Malowniczo osiadały na mojej klacie.
Był w mojej duszy. Jebał moje jestestwo. Ciało dosłownie wygięło mi się w łuk, napięło, a potem rozluźniło – gdy wytrysnąłem z siebie już wszystko.
– Spuszczałeś się kilka minut – powiedział.
– Myślałem, że miałem już w życiu orgazmy… – powiedziałem. – Ale czegoś takiego nie przeżyłem.
Zaczął zlizywać mi z klaty moją spermę, łaskocząc mnie swoim szorstkim językiem.
A potem działał dalej.
Powolny, sensualny masaż kutasem od środka przeistaczał się momentami w coraz śmielsze pierdolenie dupy. Moje ciało pulsowało. Było lekko obolałe, ale każdy jego ruch we mnie jakby ładował mnie od nowa.
– Co ty ze mną robisz? – spytałem już ledwo przytomny.
– Robię ci jazdę życia, chłopaku – pocałował mnie.
I jebał już bez bawienia się w romanse – całą długością tego drąga.
To był szok dla mojego ciała. Czułem, jak nowa rozkosz gromadzi się we mnie – w mojej dupie, kroczu, kutasie. Momentami aż bolało.
A gdy widział, że nie daję rady – gdy ból i rozkosz osiągają granice fizjologiczne – zwalniał i wysuwał się delikatnie – subtelnie tylko masując moje zwieracze obrębem swojego żołędzia. A potem znów nurkował aż po jaja, robiąc to, co kochał najbardziej – rozprawiczał mnie spektakularnie.
Tonąłem w jego samczej czułości. W cieple jego mięśni. W objęciach czystego bezpieczeństwa, jakie mi dawał.
Wiedzieliśmy tylko jedno, że nie może się zlać w mnie. Musieliśmy być ostrożni.
Ja natomiast mogłem tryskać, ile chciałem. Więc tryskałem. Doszedłem drugi raz, a potem trzeci. Nie wiem, jakim cudem została we mnie jeszcze jakaś sperma, ale tryskałem daleko tak, że zalałem sobie twarz. Całował mnie po niej, zlizywał spermę i jebał dalej.
I nagle zobaczyłem, że on też już nie wytrzymuje.
– Starałem się to zatrzymać tak długo, jak mogłem – mówił. – Ale już nie dam rady… Jest zbyt przyjemnie…
W ostatniej chwili wyciągnął ze mnie fiuta i zaczął masywnie lać na mnie grubymi strumieniami wzburzonego nasienia. Zalał mi twarz, szyję, klatę, brzuch i tryskającego fiuta. Bo nie mogłem nie zaliczać kolejnego orgazmu, widząc to, co widziałem.
Ryczał mi w ramionach i sapał jak zwierz – cały mokry od rozkoszy i śliski. Jego drąg plusował mi jeszcze na brzuchu. Czułem, jak wylewa się z niego potok ciepłego kisielu, który spływał mi bokiem.
Zasnęliśmy w objęciach.
***
Rankiem obudził mnie blask słońca, który wdrał się do sypialni szczeliną rolet. Obróciłem się i zobaczyłem go. Spał. Był kurwa przepiękny. Wciąż tak samo idealnie męski, przystojny do obłędu. Ale nie miałem pewności, czy j