3 min. (audio) Mam na imię Jacek i nie uwierzycie, co mi się przytrafiło pewnego razu po treningu...
56 minut | totalny hardcore, seks grupowy, mięśnie, siłownia, pakerzy
Jak co roku – 31. października w słynnym 117 apartamencie Fabius Tower odbywa się Orgia Samców. Zwana też „Orgią Potworów”.
Do tej pory mało kto miał pojęcie, co się tam naprawdę dzieje. W tym roku w końcu dotarliśmy do uczestników – i mamy ich pikantne relacje.
Szczegóły tej Orgii wprawiają w zdumienie…
– Pindar, grecki twórca
Od zawsze byłem fanem tego dzika Fareza. No i jego kultowej pały.
Nie sądziłem jednak, że przejdę do historii przez pojebany rekord, który się odwalił się na tamtej orgii.
Aż sam sobie zazdroszczę tego zeszmacenia.
Farez był fenomenem w Sintroy. Był jednym z tych idealnych samców – masywnym, subtelnie owłosionym, wytatuowanym w smoki skurwysynem – z obłędnie silną, kobylastą mega pałą. Pałą, którą chętnie pierdolił swoich wybrańców podczas każdej orgii.
Pamiętam, że zachwycałem się jego męską urodą, gdy siedział w loży VIP wraz z innymi Samcami. Emanował tą męską dumą i pewnością siebie, która jest charakterystyczna wyłącznie dla najprzystojniejszych facetów z ogromną samooceną i wysoką samoświadomością tego, jak cholernie są atrakcyjni.
Nigdy nie zapomnę tego widoku podczas orgii.
U jego wielkich, bosych stóp wiły się jakieś młode, słodkie chłopaczki i błagalnie patrzyły na jego masywny, fascynujący wzwód – który przysłaniał im świat jak księżyc słońce w czasie zaćmienia. Patrzył na nich litościwie, a jego fiut wtedy dodatkowo pęczniał i twardniał, jakby ładował się własną dumą oraz zachwytem i zazdrością otoczenia.
Wielka gała z grubym zygzakiem pulsującej żyły. Chuj idealny, który robił nam wszystkim ostry głód analny.
Wybranek wiedział, co oznacza ta szansa, więc dawał z siebie wszystko – polerował na błysk wielką głowicę Fareza, lizał ją i całował z nabożnym oddaniem – a reszta mogła tylko obejść się smakiem i patrzeć z zazdrością na ten pokaz czystego kurwienia się.
Jeśli chłopak był dobry w swoim oralnym fachu, dostępował jeszcze większego zaszczytu – był brany na ostre, publiczne wyjebanie. I to takie konkretne, dogłębne, życiowe pierdolenie w anal, o jakim marzy każdy dojrzewający gejek w tym mieście.
Legendy miejskie głoszą, że niejeden z nich płakał z bólu, rozkoszy i szczęścia. Szczęścia, że oto dane mu było poznać, jak to jest mieścić w swojej gorącej dupie coś tak spektakularnego, jak podniecająco wielka, lśniąca armata Fareza.
A gdy Samiec ten zaspokajał się i zalewał młodziaka pożywnym nasieniem, zasiadał znów w loży i regenerował się. W trakcie każdej orgii musiał zaliczyć minimum trzy wytryski – takie miał zasady. I wszyscy o tym wiedzieli. Nie po to organizował tak wielką orgię, by teraz spuścić się raz i koniec. Orgazm wielokrotny u Faraza to była norma.
– Marzę, by zaliczył wszystkie trzy orgazmy we mnie – zwierzyłem się jakiemuś kolesiowi, podziwiając Fareza i popijając piwo z na kanapie.
Koleś prychnął śmiechem:
– Za wysokie progi… – odparł.
Wkurzyłem się. To zabrzmiało jak wyzwanie. Czy miałem coś do stracenia?
Obserwowałem go bacznie.
Spoczywał na kanapie w pozycji półleżącej i gadał z innymi Samcami w loży VIP. Wahałem się, co zrobić. Czy iść poprosić go o to wprost? A może kusić go z pewnej odległości, by sam podszedł? Ale wiedziałem, że kolejna szansa na takie jebanie z Farazem nie nastąpi szybko. Więc zdecydowałem się postawić wszystko na jedną kartę
Podszedłem, stanąłem okrakiem nad nim, kucnąłem i nadziałem się na tego kapitalnego kutasa bez ostrzeżenia, bez zaproszenia. I zacząłem go po prostu ujeżdżać.
Z oddali wyglądał imponująco, ale dopiero, gdy miałem go w sobie, w pełni poczułem jego majestat.
Pomyślałem, że nawet, gdyby miał mnie teraz zrzucić z siebie i obić mi mordę, to nie żałowałbym, że miałem tak cudownego fiuta w sobie choć przez moment.
Ale Farez odczytał to jako interesującą bezczelność z mojej strony. Początkowo wkurwił się, że jebię sam siebie jego wielkim fiutem, ale potem rozkosz przyćmiła mu mózg i opór ustąpił. Dał się ujeżdżać i czerpał z tego rozkosz. Rozluźnił się i patrzył na mnie z pewnym uznaniem.
I dalej gadał o czymś z kumplami, śmiali się.
A ja jeździłem po nim tak mocno, że skurwiel mnie zaszczał spermą. Co za ulga! Czułem w sobie powódź jego pieniącego się rozkoszą nasienia. Jego monstrum pulsowało intensywnie w mojej dupie i pompowało czystą rozkosz w moje wnętrze. Widziałem po jego twarzy, jak bardzo mu się podobało.
Pierwszy orgazm zaliczony! To było prostsze, niż podejrzewałem.
Potem potrzebował przerwy, więc kazał mi wypierdalać – ale też trzymać się nieopodal. Najwyraźniej coś mu się we mnie spodobało.
Ledwo usiadłem na kanapie obok, a on podszedł i powiedział, że to, co zrobiłem, było maksymalnie bezczelne. Że to on wybiera sobie pasywków, a ja chamsko się narzuciłem. I że to się musi skończyć grubo, bo jeśli mnie nie ukarze, to zaraz każdy będzie chciał na nim siadać bez pytania.
Kazał mi się wypiąć na środku loży VIP. Kazał wszystkim Samcom przygotować fujary i mnie jebać – po kolei. Zabrali się do tego bez szemrania.
Wszedł pierwszy i jebał mnie bez pytania. Nawet nie widziałem jego twarzy. Czułem tylko ten ogrom, tę twardą armatę jebiącą mnie w dupsko. A potem jęk rozkoszy i ciepły spust w środku. A potem momentalnie zastąpił go kolejny i kolejny. Dochodzili bardzo szybko. Byli w chuj wytrenowani. Zaliczanie kolejnych orgazmów nie było dla nich problemem. Ćwiczyli to wspólnie od lat. Moja dupa była rozerwana.
A potem Farez spytał, czy mam dość. A ja zaśmiałem mu się prosto w twarz – że ledwo poczułem.
Wtedy wkurwił się już nie na żarty.
Nie tak to miało wyglądać. Miałem mieć dość ostrego analu do końca życia. Miało mnie boleć. I bolało jak chuj. Ale nie przypuszczali, że w tym bólu i upodleniu znajdę tak głęboką ekstazę.
Zasiadłem na Farezie jak na pierdolonym tronie! Tak – byłem królem pasywów, na którego wszyscy wtedy patrzyli z zazdrością. Poczułem na plecach jego umięśnioną klatę, na karku jego wilgotne, ciepłe sapanie, szorstkość jego brody, a między pośladami – znów tę jego kolosalną, przepiękną armatę.
Zaczął mnie dojeżdżać i jednocześnie chwycił moje uda i rozszerzył nogi na oścież – zapraszając do mojej grubo pieprzonej dziury kolejnych jebaków.
Ustawili się w kolejce by dołączyć do tego głębokiego, wyuzdanego analu. Każdy chciał mnie jebać do spółki z królem orgii – poczuć, jak jego drąg ociera się o drąga mistrza w trakcie jebania chętnej dziury.
Pamiętam, gdy wszedł pierwszy gnat około 20 centymetrów i poczułem w sobie te dwa monstra jednocześnie – jak tarły się o siebie w mojej dupie, jak twardniały i syciły sobą nawazjem – aż mnie rozerwało z bólu i dumy. Gdy ten koleś trysnął, moja duma była tak wielka, że wstrząsnęło to mną do szpiku kości. Z mojej dupy wylewały się pasma parujacego nasienia. Koleś wyszedł, Farez jebał mnie dalej i zapraszał do mojej dziury kolejnych jebaków. I wszedł kolejny, chyba grubszy od poprzedniego.
Mój otwór tak się poszerzył, że przyjmował już wszystkich jak leci. Maczuga Fareza była we mnie cały czas, zmieniała się tylko druga pyta. Nie wiem, ile razy mnie zalali – przestałem liczyć przy piętnastym. Ale wiem, że Farez doszedł, gdy jebał mnie bodaj piąty.
Ten moment, gdy tryskali we mnie obaj… Gdy jęczeli, syczeli i strzelali, wypełniając moją dupę litrami świeżych, męskich soków. Tego nie da się do niczego porównać. Byliśmy razem jedną rodziną – spoceni, umęczeni własnymi rozkoszami. Doszedłem analnie i trysnąłem sobie na klatę.
Farez pieprzył mnie dalej. I kilku kolesi później doszedł raz jeszcze. Znów miałem w sobie dwa tryskające fiuty. I znów trysnąłem z dumy i radości.
I tak oto przeszedłem do historii największej orgii w Sintroy. Jako jedyny, który został trzy razy przyjął nasienie Fareza.
Poszedłem na tę orgię, bo marzyłem, by poczuć się jak super samiec. Dopiero zaczynałem karierę w Sintroy jako aktyw i potrzebowałem pozytywnych rekomendacji i doświadczeń, które by mnie budowały jako jebakę.
Zawsze brakowało mi pewności siebie. Ale miałem dobre warunki, by wyjść z cienia. Mam fiuta 24 centymetry, grubego i silnego. Ćwiczę nim orgazmy po kilkanaście razy dziennie – więc mam doświadczenie w spuszczaniu się. Ciało też mam wypracowanie, wysportowane, zdrowe. Niczego mi nie brakowało.
Więc poszedłem.
Pamiętam tamtych młodych, pięknych chłopaczków. Koledzy pasywki wybrali się na orgię, by sprawdzić, kto i jak ich wydyma. Cała trójka – słodcy do obłędu blondyni z uroczymi, śmiejącymi się oczami – niczym aniołki – leżeli na plecach z zadartymi do góry nogami. Świecili swoimi ciaśniutkimi różowymi otworkami, które wręcz błagały się o dobre wyjebanie. Ich obkurczenie, ich brak doświadczenia w analu był podniecającą obietnicą przytulności w dupie.
Trochę się bałem ruszyć w ich stronę. Mam konkretnego chuja i jestem zdolny zapładniać całą noc, ale… trzy dupy z rzędu? Nie wiedziałem, czy dałbym radę.
Różni kolesie się wokół nich kręcili. Paru poruchało jednego, drugiego, trzeciego – bez większej akcji. Ale im dłużej to obserwowałem, tym bardziej chciałem tam podejść i przegonić konkurencję w pizdu.
Aż w końcu nie wytrzymałem i ruszyłem w ich stronę tak pewnym krokiem, że inni aktywi odsunęli się i ustąpili mi miejsca przy dziurach.
Z bliska byli jeszcze bardziej słodcy. Nie mogłem zdecydować się, którego jebać, więc zacząłem od lewej. Ta szmata dobrze mnie przyjęła. Bolało ją dokowanie bolca – ale szybko przywykła i wpuściła mnie w głąb swojej duszy. Chłopaczek pocił się, sapał, czerwienił – i umierał z rozkoszy. Pozostali patrzyli z zazdrością i pytali, kiedy ich kolej. Mówili, że też mają ochotę na mojego bata, ale jeśli nie dam rady, to zaproszą inne kutasy.
Stanowczo im zabroniłem.
Powiedziałem im, że teraz są moimi dupami. I ja je zapłodnię. Podjarało ich to.
Posmakowałem jednego i poczułem, że szybko mogę dojść. Ale przecież byłem tam po to, by ćwiczyć bolca na różnych dupach, więc wyszedłem z niego i wsadziłem chuja w tego po prawej.
Aż zakwiczał z bólu i rozkoszy.
A gdy go pierdoliłem, przyznał, że tak wielkiego bolca jeszcze w sobie nie miał. Cieszył się tym pierdoleniem, chłonął je i afirmował.
Chwilę go pieprzyłem, aż w końcu wszedłem w środkowego chłopaka – a pozostałych, tych po bokach, zacząłem mocno palcować.
Wili się się w najczystszej ekstazie.
Całowali się, przytulali i cieszyli pyszną stymulacją analną oraz jej absurdalną intensywnością.
W pewnym momencie wszyscy trzej zaczęli przeze mnie dochodzić do finału jednocześnie i tryskać strugami nasienia na siebie nawzajem i swoje klaty. Wtedy praktycznie zdziczałem z podniety i do razu kilka razy zdetonowałem bombę nasienia w dupie tego środkowego.
Sperma dosłownie chlusnęła bokami.
Mój fiut tak się rozszalał, że nie mógł przestać dawać mi rozkoszy i tryskać. Więc wyciągnąłem go i zacząłem na chłopaków szczać nasieniem jak do urynału. A oni… sapali, jęczeli, tulili się i przesuwali dłońmi po mojej klacie – błagając mnie o więcej spermy.
Zalałem tych gówniarzy po czupryny.
To był piękny widok – trzech słodkich chłopaków lubieżnie upierdolonych moim perłowym smarem, czystą ekstazą wprost z moich wielkich, rozgrzanych jaj. Spływali moim nasieniem, zlizywali je z siebie nawzajem i uśmiechali się. Ten widok dosłownie zmiażdżył mi jaja i dostarczył chorej wręcz satysfakcji.
Moje ego urosło bardziej niż mój chuj.
Szybko nabrałem ochoty na powtórkę. Wyjebałem kolejnego na oczach kumpli, a potem ostatniego z całej trójki. Wszystkie dupy nakarmiłem nasieniem po równo – aż ich gniazda ociekały lśniącym lukrem.
Tamtego wieczoru stałem się Samcem.
Aż poszedł do mnie Farez, poklepał po ramieniu i powiedział, że skoro stać mnie na tak spektakularne wyczyny, to jestem od dziś członkiem loży VIP.
Wszyscy mówią, że mam śliczną, pasywną dupę. I duszę. I przyznam, że zawsze chciałem wziąć udział w tej Orgii, bo liczyłem, że nabiję expa, heh.
A tak naprawdę – że w końcu poczuję, jak to jest być posiadanym przez Samca.
Przeleciało mnie już kilkunastu kolesi – ale to były małe, cienkie kutaski. Szkoda gadać. Daleko im było do prawdziwych Samców z Orgii.
Ale… jak zobaczyłem, co się tam odpierdala, chciałem uciec. Wszyscy się jebali, ssali i całowali, jakby połączeni w jedno ciało.
Początkowo byłem mega zmieszany. Nie wiedziałem, co mam robić w tej gęstwinie nagich, męskich ciał skupionych na dawaniu sobie rozkoszy. Więc po prostu znalazłem wolną kanapę, położyłem się na plecach i… zadarłem nogi do góry i czekałem.
Oba fiuty były idealnymi cudami natury – kształtne, twarde, duże i soczyste do omdlenia.
Ich właściciele patrzyli na siebie, coś gadali. Kapnąłem się, że to byli dobrzy kumple, świetnie zsynchronizowani w pokazowym jebaniu. Nie tylko nie wstydzili się pierdolić mnie publicznie, ale byli z tego dumni – pragnęli być podziwiani jak bogowie gejowskiego seksu.
Masywność tych fiutów sprawiała, że ból i rozkosz walczyły w moim ciele. Ale w końcu rozluźniłem się i cierpienie ustąpiło miejsca czystej przyjemności i dumie z bycia jebanym przez tak dorodnych samców.
Podziwiałem ich od spodu – ich umięśnione klaty, pracowite ramiona, te bary wychodzące poza normy i oszałamiające męskością. Odkryłem, jak dobrze jest być branym przez takich zdrożnych mistrzów chędożenia.
Nagle ten, którego miałem w ustach, zaczął napierdalać litrami spermy. Dosłownie zalał mi nią gardło, tłoczył ją głębiej – do przełyku, do żołądka – i jebał mnie ostro dalej, jakby nic sobie nie robiąc z tego, że właśnie przeżywa astronomicznie silny orgazm. Prawie mnie udusił, ale przełknąłem wszystko i napiłem się zdrowo tego samca.
Zrozumiałem, ile poświęcenia trzeba, żeby służyć takim samcom. Ale przetrwałem tę próbę.
Wtedy ten, który mnie pierdolił w anal, przyznał, że ma zły dzień i coś nie może dojść. Że czuje, że się zbliża, jest podniecony – ale wciąż balansuje na krawędzi wytrysku.
Wtedy ten master, który jebał mnie w mordę, wyciągnął ze mnie kutasa, zaszedł swojego kumpla od tyłu i… wsadził mu chuja w dupę bez pytania, bez ostrzeżenia.
Jak w masło.
Kurwa, jak mnie to zjarało – koleś, który jebał mnie przed sekundą w ryj, teraz posuwał faceta, który pierdolił mnie w dupsko.
Tankował mnie kurwa jak cysternę na promocji – jebiąc mnie i będąc jebanym przez swojego najlepszego kumpla.
To się nazywa współpraca!
To prawdziwie braterstwo orgazmów, ciał i rozkoszy – gdy każdy każdemu czyta w myślach i wie, co zrobić, by bracia mieli maksimum rozkoszy.
Oczywiście tak akcja tak mnie podnieciła, że momentalnie doszedłem. I choć mój orgazm był tak silny, że prawie rozerwało moje ciałko, to wiedziałem, że moja rozkosz była niczym w porównaniu z potęgą ekstazy, którą przeżywały tamte wielkochujne samce. Orgazmy takimi pałami, jak ich, muszą być wielokrotnie silniejsze i głębsze, niż moje – marne, krótkie, słabe orgazmiki.
Ale ja prawdziwą satysfakcję przeżywałem na innym, duchowym poziomie – na którym cieszyłem się, że zostałem ich publiczną szmatą do jebania. Że mnie wybrali, moje ciało, moją dupę i ryja.
Musiałem mieć to coś w sobie, że moja osóbka została wybrana do zaspokajania takich samców. To była najpiękniejsza noc w moim życiu.
Mam 26 lat i co roku wpadam na Orgię, bo lubię kurwić się dla beki.
Zawsze jestem ciekaw, ile chujów będę miał w mordzie. I nigdy nie jestem rozczarowany statystykami. Zawsze przyjmowałem w ryj minimum 10-15 obfitych strzałów – ale wtedy zdarzyło się coś, co mnie zdziwiło.
Jak zwykle klęczałem, a moją głowę otaczała bateria gotowych do wystrzału dział. Obsługa tylu kutasów naraz nie jest prosta – bo nigdy nie wiadomo, która pała wystrzeli. Z zasady dba się o każdą, więc ciągnę raz jedną, raz drugą i tak dalej – ale każdy facet, gdy tylko wypuszczam z ust jego pałę, natychmiast zaczyna sobie walić.
I wiecie, jak to kurwa jest – zaraz się zapomni i mi dojdzie – tyle że nie w moich ustach, ale na przykład mi na plecy czy na ramię.
I się wkurwiam, bo bywało nawet tak, że miałem w ustach jednego czy dwa tryskające kutasy, a któryś skurwiel, zamiast chwilę się wstrzymać aż koledzy sobie dojdą spokojnie i skończą lać, tryska nagle jak niedoświadczony gówniarz, który pierwszy raz sobie wali.
I są zaskoczeni nagle, że im fiut tryska, a ja, zamiast się posilić, muszę potem ściągać sobie ich nasienie z ciała albo nawet z twarzy.
Tak, był gość, co miał czelność zalać mi mordę, gdy obciągałem dwa tryskające fiuty.
Mam szerokiego ryja, wyćwiczonego w dojeniu dobrych drągów, nie powiem, ale trzech to nawet pelikan nie połknie.
Gość chciał być jak najbliżej miejsca zdarzeń, więc walił sobie nad moim czołem, aż w końcu puścił soki i chuj – wytrysk zmarnowany. Zawsze mówię, że żadna kropla spermy nie powinna się marnować. I powinna trafiać jeśli nie do młodej dupy, to przynajmniej do głodnej mordy – jak moja. Ale już chuj z tym.
Ważne, że w tamtym momencie byłem już mocno najedzony kumplami i ich wytryskami – bekało mi się ich słodkim nasieniem i czułem jego ciepło w żołądku.
Jarało mnie do nieprzytomności, ile konkretnych chujów jebało mój pysk, ile orgazmów gościłem w swoich ustach.
Tak, to mój fetysz i jestem z niego dumny.
Chodziłem po apartamencie i prosiłem każdego, by po prostu zalał mi mordę – jeśli ma ochotę. Zawsze reklamuję się, że mam 60-sekundowe usta. Tak dobrze obciągam, że każdy dochodzi w maksymalnie minutę. Że setki facetów już się przekonało, że to nie przechwałki.
Praktycznie każdy potem chce powtórki.
Ja także kocham robić sobie selfie, gdy obciągam. Mam już kilka tysięcy takich. Jestem smakoszem kutasów.
Miałem w gębie już wszystkie wielkości, kolory i kształty. Smakowałem spermy z kutasów tak masywnych, że szczęka wypadała mi zawiasów. Że gdy miałem ich jaja przy brodzie, to czubkiem kutasa wtryskiwali mi spermę do dwunastnicy.
Wtedy na tamtej orgii ktoś puścił plotkę, że skoro wydoiłem tylu facetów, to moja sperma musi mieć… magiczne właściwości.
Wiecie, jak to jest na męskich orgiach – każdy pretekst jest dobry, by odpierdolić jakąś akcję. I tak było wtedy.
Kilku położyło mnie na kanapie na plecach i walili sobie nad moją twarzą. Chuje szybko dochodziły, praktycznie jeden po drugim – ja tylko otwierałem japę i łapałem kolejne białe komety.
Kremowe pasma wytrysków krzyżowały się na moim języku – choć nieudolność niektórych sprawiła, że i na całej twarzy, czole, klacie, szyi.
Nie lubię takiego marnotrawstwa, ale cóż. Zawsze sobie wtedy tłumaczę, że nie moja sperma i nie mogę sobie do niej rościć praw, póki nie znajdzie się w moich ustach.
I gdy te konie podochodziły już – zabrali się za obciąganie mi. Usadzili się tak, że ich twarze otoczyły mojego fiuta – i lizali go z każdej strony.
360 stopni słodkiego lizania kutasa jak wielkiego loda na patyku.
Nigdy w życiu nie czułem tylu języków na fiucie. Widok był pojebanie podniecający – więc szybko poczułem, jak pała wypełnia się buzującym nasieniem. I tak lizali mi berło, tak całowali je czule, muskali i masowali je mokrymi, ciepłymi ustami – że eksplodowałem fontannami białego kisielu.
Rozbryzg był mocarny.
Serpentyny nasienia wyjebywało pod sufit, a potem spiralami osiadały na ich twarzach. Rozdziawili usta i wystawili jęzory, by je łapać – trochę nerwowo, ale uspokoiłem ich – spermy było tyle w jajach, że każdego z nich mogłem nakarmić na miesiąc.
Orgazm był długi i prawie mnie zabił.
Tak jak oni zabijali się, by spić mojego nektaru.
Co za widok! Co za rozkosz!
Nie macie pojęcia, co ja wtedy czułem. Dumę, rozkosz, ale też totalne zaskoczenie tym, że i ja mogę mieć tak hojne orgazmy. Czułem się wielbiony i chciany przez wielu.
A wisienką na torcie było to, że gdy skończyłem tryskać, oni wszyscy zaczęli zlizywać sobie nawzajem z twarzy moje efektowne wytryski. Byli autentycznie głodni moich wydzielin.
Czcili je kurwa jak boski nektar, który miałby im zapewnić nieśmiertelność.
Nigdy nie szczędziłem swoim facetom mojej spermy – jeśli ktoś chciał, niech pije do woli, kurwa! Tym bardziej, że miałem wtedy rurę dobrze nabitą kremem i jakoś trzeba było to gówno uwolnić.
Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób.
Co ciekawe – potem paru z tych kolesi do mnie dzwoniło i mówiło mi, że czuli się po mojej spermie jak po ostrym ćpaniu. Mieli haj, urosły im mięśnie, jaja, kutasy. Byli zdolni do wielu orgazmów z rzędu. Gotowi byli zapłacić mi, żeby tylko spić więcej mojego nasienia.
Tak zakiełkował z mojej głowie pomysł, by zrobić z tego dobry biznes…
– Oskar Wilde, pisarz i poeta (do lorda Alfreda Douglasa)
Hej, mam 29 lat, mam ładne ciało i fajnego chuja – ale nie umiałem powiedzieć, czy jestem pasywny czy aktywny.
Poszedłem na Orgię, bo uznałem, że chcę po prostu czerpać rozkosz na wszystkie możliwe sposoby. Byłem otwarty na wszystko – na wszelkie typy orgazmów, pozycji i roli.
Byle tylko dostąpić najwyższej Rozkoszy.
Pamiętam lata temu pewien starszy gej – bardzo doświadczony w orgiach – powiedział mi coś takiego. Że w takich imprezach nie chodzi o spusty. To płytkie pojmowanie gejowskich orgii. Na głębszym poziomie chodzi o to, by stać się Jednością. Jednością z innymi facetami.
By otworzyć w sobie głębszą czakrę – czarkę rozkoszy – i podnieść empatię tak bardzo, że będziemy przeżywać kumplowskie orgazmy jak własne. Wtedy właśnie dzieje się magia.
Wtedy brzmiało to dla mnie dziwnie i nieco śmiesznie. Ale dziś już nie. Tego, co przeżyłem, nie da się wytłumaczyć.
Pamiętam też, jak powiedział mi, że aby osiągnąć Jedność i dostąpić zbiorowej Rozkoszy – trzeba uzyskać Wyzwolenie, Bezpieczeństwo, Równość i Serdeczność.
Nie rozumiałem. Aż tamtej nocy – miałem zrozumieć.
Przestrzegał mnie przed tym towarzystwem z loży VIP i klękającymi przed nią pasywkami. Że to nie tędy droga. Że tam chodzi o dominację i uległość. Ale prawdziwa Rozkosz bierze się z Jedności. Jedność wymaga Równości.
Spytałem, jak to możliwe. O co tutaj chodzi.
Opowiedział mi, że to tajemna zdolność mężczyzn. Że w pradawnych czasach, gdy najpotężniejsi mężczyźni w stadzie szli polować, musieli stawać się Jednością.
Wspólne orgie były normą, albo wręcz koniecznością – by utrzymać tę Jedność i przetrwać, poradzić sobie z wyzwaniami dzikiego świata.
Potrzebowali komunikować się niemal telepatycznie i być gotowym, by oddać życie jeden za drugiego. Te orgie były tajnym rytuałem, który to umożliwiał.
Dziś już nie polujemy, więc zapomnieliśmy, jak to się robi. Ale jeśli będę słuchał serca, to trafię na mężczyzn, który wciąż to potrafią.
Wciąż są zdolni do tego.
Więc szukałem towarzystwa, z którym będę bardziej komunikował się sercem. To serce miało mi podpowiedzieć, z kim będzie mi dobrze. I tak się stało.
Wystarczyło kilka słów, bym złapał kontakt z paroma uśmiechniętymi facetami.
Nazywali siebie nawzajem Braćmi. Szanowali się nawzajem, każdy był równy w tym towarzystwie. Mieli piękne ciała i czuło się, że mają też piękną duszę. Dlatego też szybko pozwoliłem im się objąć i całować po klacie.
Nie zmuszali mnie do niczego, to była czysta zabawa. Pełna spokoju i poczucia bezpieczeństwa. Czułem, że mogę im zaufać i dopuścić ich do swoich najbardziej wrażliwych miejsc.
Gdy i ja zacząłem pieścić innych – byli mi wdzięczni, że coś im daję. I chętnie odwzajemniali każdy gest, każde smyrnięcie i lizanie. Było w tym coś pięknego – jakbyśmy… tworzyli Jedność.
Powiedzieli mi, że wszyscy mamy różne ciała, ale wszystkie są piękne. I wszystkie można nauczyć się doceniać, smakować, odkrywać na nowo. I że każdy powinien dostawać rozkosz i uwagę po równo. Że nikogo nie wolno w tym męskim kręgu ignorować i wypychać poza niego.
Pamiętam, gdy jeden z nich zaczął dochodzić na oczach innych – na kanapie na środku salonu. Bracia obejmowali go, pieścili, tulili. Byli z nim w tym orgazmie i cieszyli się z niego razem z nim.
Wiedziałem, że mogę być nago przy nich. Że mogę się przed nimi wypinać, dawać poznawać, wąchać, lizać. Nie czułem już wstydu, bo wiedziałem, że nikt tam nie ocenia. Że jesteśmy blisko, serdeczni i kochający się wzajemnie.
Dali mi swoje pały do posmakowania. Cieszyłem się, widząc na ich twarzach rozkosz. A oni cieszyli się moją dumą z cudownego obciągania. Wchodzili we mnie, raz jeden, raz drugi, przez usta i przez tyłek. Byłem rozwarty jak nigdy.
Poczucie serdeczności jest jak ciepły blask słońca, w lumenach których człowiek chce się rozebrać do naga i wygrzewać. A poczucie bezpieczeństwa rozluźnia ciało, mięśnie, ścięgna, zwieracze.
Gdy doszedł drugi z nich – trzeci, który go masował, także upuścił spermę, a paru dookoła zaliczyło przeciek nasienia. Pogratulowali sobie nawzajem, dali sobie po buziaku.
Atmosfera gęstniała.
Każdy walił każdemu, ssał, delikatnie posuwał kogoś lub dawał się posuwać.
Zrezygnowałem z kontroli i dałem się prowadzić tej Orgii do finału. Bracia zajmowali się sobą i mną, a ja zajmowałem się nimi. Pracowaliśmy wspólnie na to, by dostąpić wielkiej Rozkoszy. Zjednoczenia ciał i umysłów.
I wtedy trysnąłem. Nie byłem w stanie już wytrzymać nagromadzonej rozkoszy – i ją wypuściłem. Bałem się, że przedwcześnie. Ale zobaczyłem, że dwóch kolejnych Braci także zaczęło tryskać ogromnymi ilościami spermy na swoich kompanów. Oni – jakby nie byli w ogóle zaskoczeni – także zaczęli szczytować.
A potem kolejni.
Patrzyłem na swojego chuja z niedowierzaniem – akurat był obciągany przez dwóch Braci, którzy także szczytowali, lejąc nasieniem po swoich nogach i moich stopach.
I poczułem, jak niepojęta Rozkosz rozsadza mnie od środka. Nie taka, jak wcześniej – spotęgowana.
Przemnożona przez liczbę towarzyszy rozkoszy.
Aż musiałem ryknąć, bo myślałem, że wybuchnę.
Strzeliłem spermą w dal – jeszcze mocniej, jeszcze większą dawką – aż osiadła na kolejnych, którzy także zaczęli szczytować – kolejny raz, tylko mocniej. Nie rozumiałem, co tam się dzieje. Jakieś feromony męskie, ostateczne zdziczenie, oddanie się pradawnym instynktom, chuj wie.
To był jeden długi, wspólny orgazm, który kompletnie zmienił mnie od środka. Dopiero wtedy poczułem, czym jest Jedność. Czułem to, co każdy z Braci osobno – a oni czuli mnie i siebie nawzajem.
Po tym wszystkim obiecaliśmy sobie, że znów się spotkamy. Że to nie był przypadek, że trafiliśmy na siebie. I nie wiem, jak to możliwe, ale naprawdę czuję, że z tymi facetami – Braćmi – do tej pory łączy mnie coś niezwykłego…
Nie wiedziałem, jaką robię minę, gdy obciąga mi tylu chłopaków naraz, a ja mam tak silne orgazmy. Aż do tamtej Orgii, gdy ktoś zrobił mi to słynne zdjęcie.
Ale od początku.
Może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś byłem wstydliwym facetem. A potem… zacząłem oglądać gejowskie porno. I zauważyłem, że wszystkie fiuty tam – choć piękne, duże – nie miały podjazdu do mojego.
Mój pokonuje inne rozmiarami i pięknem na łeb, na jaja.
Do tego stopnia, że gdy waliłem do porno – mój fiut ciągle rozpraszał mnie swoją doskonałością i rozmiarami. Przesłaniał mi ekran i wciąż prosił się, by go podziwiać.
I serio – oglądanie go, sycenie się jego urodą, sprawiało mi większą frajdę, niż oglądanie tamtych jebiących się facetów.
Mój fiut od zawsze miał w sobie coś magnetycznego. Jarała mnie masywność mojego chuja. I dzika satysfakcja z jego posiadania. Serio, trzeba mieć takiego drągala jak ja, by zrozumieć, co czuję.
Kochałem go masować i sprawdzać, jak wielką przyjemność mi to sprawia. Kochałem patrzeć, jak pięknie tryska i ile nasienia jest w stanie wyprodukować.
I myślałem o nim całymi dniami – nie mogąc się już doczekać momentu, gdy z szacunkiem i czcią wyciągnę go i zacznę się nim zajmować.
Dlatego też zdecydowałem się iść na tamtą Orgię. Zastanawiałem się, czy również innym spodoba się moja pała.
Z oddali podziwiałem stosy pieprzących się mężczyzn. Lubieżność tego widowiska podnieciła mnie, ale mój fiut wciąż jeszcze tylko lekko brykał. Byłem jeszcze w ubraniu, bo krępowałem się mocno.
I spotkałem takiego zblazowanego acz przystojnego gościa – też był ubrany. Mówił, że się nudzi, bo pedalskie orgie już dawno mu się znudziły. Robił z facetami już wszystko, co tylko możliwe. Ruchał dosłownie wszystkie możliwe typy mężczyzn na wszystkie możliwie konfiguracje. Obciągał najróżniejsze fiuty – i że to wszystko mu już spowszedniało.
A potem spytał, czemu ja tu jestem.
Powiedziałem, że chcę sprawdzić, czy inni tak samo zakochają się w moim drągu jak ja.
Zaśmiał się, a potem zamarł. Bo zrozumiał, że ja nie żartuję.
Popatrzył na mnie sceptycznie – jakby nie dowierzał mi, że mogę coś jeszcze dodać nowego do bogatej bazy jego doświadczeń.
Sekundę później klęczał przede mną nago na środku salonu i dławił się moją pałą, dziękując mi, że mu ją dałem do possania. Łzy szczęścia spływały mu po policzkach.
Wywołał powszechne zaciekawienie. Część z facetów przerwała ruchanie i zbliżyli się do mnie. I wstąpił w nich jakiś szatan.
Przewrócili mnie. Upadłem na kanapę na plecy. Zostałem otoczony i było już za późno na wycofanie się.
Zaczęli czcić ustami mojego fiuta – idealne kształty i podniecającą monstrualność tego drąga, jego smak i użyloną twardość.
Ciepłymi, wilgotnymi językami, które wiły się jak gniazdo głodnych węży, uprawiali zażarty kult mojego kutasa – co tak mnie zjarało, że bałem się, że za chwilę stracę kontrolę i wytrysnę.
A przecież wciąż chciałem cieszyć się tym boskim widokiem.
Mój fiut – tak genetycznie doskonały, tak szokująco piękny – stał się ich grupowym fetyszem, przez który osunęli się w kompletne, pedalskie zdziczenie.
Nigdy nie byłem z niego tak kurewsko dumny ze swojego bata jak wtedy.
Eksponowałem go całego, bez wstydu. Zasuwałem napleta, obnażałem całą jego wrażliwą głowicę i wypinałem go, by każdy mógł się nim zachwycić, wylizać go, wypieścić.
A chętnych nie brakowało.
Niektórzy kiwali głowami z niedowierzaniem, że obcują z tak bezkonkurencyjną męskością. Inni mieli łzy w oczach i dziękowali mi, że daję im go do wylizania. Inni – pluli na niego z oczywistej zazdrości, by potem jednak paść przed nim na kolana.
Byłem ich bogiem.
Wzięli moje bycze jaja do ust. I grupowo polerowali fiuta tak intensywnie, że poczułem, jak gęsta ekstaza kumuluje mi się w drągu. Pęczniał on, czerwieniał i twardniał, wprawiając nas wszystkich w zachwyt. Aż sam byłem ciekaw, jak mocno i obficie tryśnie. Czekaliśmy jak na fajerwerki.
Ten moment, między maksymalnym stwardnieniem fiuta i pierwszym tryśnięciem trwał dla mnie wieki.
Wszystko we mnie napięło się do granic fizjologicznych możliwości, by przygotować mnie do erupcji życia. Czułem, jak sperma podchodzi mi pod sam szczyt fiuta – jak przesuwa się niczym rtęć w termometrze, gdy temperatura osiąga szczyt – by być gotowa do wyjebania w kosmos.
I nagle zaczęło się.
Pierwsza wstęga spermy wyrwała mi się z sykiem z kutasa.
Była gruba i gęsta, jakbym nakurwiał jogurtem. Wystrzeliła pod sufit, by zwinąć się w spiralę, która z chlustem opadła im na uśmiechnięte twarze. Drugi wystrzał przybrał formę chimerycznego rozbryzgu we wszystkich kierunkach.
Mój fiut postanowił otryskać wszystkich dookoła, co wzbudziło powszechny entuzjazm.
Ja nie miałem orgazmu – to on miał mnie.
Przejął nade mną pełną kontrolę i rozkosznie drążył moje jaja z nasienia. Czułem, jak potężne gule spermy przesuwają się wzdłuż chuja. A że był on bardzo długi i potężny – trzeba było kilku naprawdę mocnych skurczów, by pojedyncza dawka nabiału została wyssana z jaj i zdążyła krok po kroku opuścić kutasa.
Czułem się rozerwany na strzępy przez ogrom ekstazy i dumy, która we mnie eksplodowała.
Nie da się już być bardziej męskim.
Byłem podziwiany za swoją płodność. Za szczodrość swoich wytrysków. A moja sperma stała się relikwią.
Biała, gęsta, słodka pajęczyna spienionego nasienia połączyła piękne buzie tamtych chłopaków – chłopaków pogrążonych w tak wielkiej ekstazie, że już prawie nic do nich nie docierało. Całowali się moim męskim kisielem, a gdy rozłączali usta – mnożyli jego nici i sznury, jakby nie mogli się odkleić od siebie i od mojego tryskającego gnata. Łapczywymi językami łapali białe perły spływające po twardym, tętniącym drągu – dostarczając mi jeszcze więcej ekstazy.
Nie sądziłem, że mój fiut jest zdolny do takich wytrysków. A ja – do tak potężnych rozkoszy.
A potem ujeżdżali mnie po kolei. Byłem już półprzytomny, więc było mi wszystko jedno, co ze mną robią. Ważne, że chuj stał jak dąb. A on rozkraczali się, zasiadali na nim z bólem oraz podnietą, i doprowadzali się nim do głębokich analnych orgazmów na moich oczach. Zupełnie jakby mój fiut był publicznym dildosem.
Po Orgii okazało się, że mnóstwo osób zrobiło mi zdjęcie, gdy tryskam. Cudowne kadry – gdy leżę, przeżywam tamten głęboki, mistyczny orgazm, a mnóstwo chłopaków klęczy przed moim batem i czci go – i każdy jego gromki strzał.
To był najlepszy pornol, jakiego widziałem.
I momentalnie stał się wiralem. W jedną noc mój fiut stał się hitem. A moje skrzynki zalały błagalne maile. Prosili mnie o możliwość chociaż dotknięcia go. Inni byli bardziej bezpośredni – wręcz domagali się obciągania czy jebania. Tak bardzo chcieli mieć go w sobie.
Jako jebaka dostąpiłem ostatecznego spełnienia.
Nie powiem, jak mam na imię, chcę zachować pełną anonimowość.
Na Orgię wybrałem się tylko jako bierny obserwator – z ramienia Kościoła Synów Chrystusowych. Moim zadaniem było opisanie skali deprawacji, do którego dopuszczają się podczas takich schadzek ci tak zwani “mężczyźni” – choć w oczach Boga z pewnością nie zasługują na takie określenie.
Krajobraz tej zakazanej orgii poraził mnie ogromem nagości i bezwstydu.
Ci mężczyźni nie znali pojęcia moralności – oddawali się na moich oczach najbardziej lubieżnym praktykom homoseksualnym, jakie tylko można sobie wyobrazić. Był tam oczywiście nie tylko seks oralny, analny, ale także rimming i to wszystko w ramach nieograniczonego seksu grupowego – w możliwie najdzikszych konfiguracjach, rolach i pozycjach. Absolutnie zatracenie.
Ostatnie normy społeczne zostały zdeptane wielkimi, bosymi, męskimi stopami.
Skrupulatnie obserwowałem, jak kolejne potężne, samcze orgazmy uwalniały do atmosfery nowe dawki aromatycznych, szalonych feromonów – które nęciły i szeptały do ucha zaproszenia. Zaproszenia, którym nie mogli się oni oprzeć.
I choć orgia z zewnątrz wyglądała na chaotyczną, acz zapraszającą – łatwo można było się przekonać, że jej wewnętrzna struktura jest bardziej złożona.
Jej centralnym punktem była tzw. Loża VIP – która obejmowała grupkę Samców z ogromnymi penisami.
Byli uwielbiani jak fałszywi bogowie przez tych biednych, młodych, zdeprawowanych do szpiku kości chłopaków, którzy klęczeli przed nimi i próbowali ustami złapać ich penisy, jądra, próbując zwrócić na siebie uwagę choć jednego z nich. Ich praktyki napawały mnie obrzydzeniem.
Dalej znajdowała się strefa obserwatorów, gapiów i tzw. “macantów” – którzy być może zachowali w sobie resztki przyzwoitości, która nie pozwalała im na partycypowanie w tym pedalskim zdziczeniu.
Fakt – nie ukrywali swych erekcji, fascynacji, dotykali się i smyrali. Ale na tle tych szatańskich praktyk, które odbywały się dookoła, to wydawało się lekkim przewinieniem.
Kolejna odnoga tej orgii była cichsza i mniej wulgarna.
Obejmowała męskich facetów, którzy zajęci byli wzajemnym “iskaniem”, całowaniem, masażami. Te praktyki w późniejszej części imprezy miały ich także zaprowadzić do zdrożnego, publicznego seksu – ale był on już mniej wulgarny. Jakby bardziej egalitarny, zapraszający, emanujący energią intymnego braterstwa.
Całość tego jednak w żaden sposób się nie broniła w oczach Pana – a każdy orgazm i wytrysk, którego byłem tam świadkiem – pogrążał to siedlisko zła jeszcze bardziej w niezmywalnym grzechu sodomii. Grzechu, który zdawał się dostarczać pychy.
Śmiali się Bogu w twarz, pluli i spermili na krzyż – a ich jedynym zbawieniem były już tylko kolejne bezmyślne, zwierzęce szczytowania. Wstyd mi było za nich – bo w oczach Pana wszystko, czego się tam dopuszczali – wytryski na własne twarze i klaty, współdzielenie chłopięcych pośladków, wylizywanie się wzajemnie w miejscach tak intymnych, że nawet nie wiem, jak się nazywają – było degeneracją i bluźnierstwem.
Nigdy nie pomyślałem, że będę świadkiem tylu zdrożnych sakramentów – wynaturzonych rytuałów, ożenku męskiej rozkoszy, podniecającej degeneracji gejowskiej i wstrząsającego skandalu obyczajowego.
Ci bezmyślni jawnogrzesznicy igrali z piekielnym ogniem – i zdawali się absolutnie nie czuć wagi grzechów, jakie celowo popełniali.
W duchu zacząłem się modlić. Modlić o te chore dusze.
Przepraszałem Boga w ich imieniu i prosiłem Go o wybaczenie. Jednocześnie błagałem Pana, by dał mi siłę, by oprzeć się temu złu. Czułem, że sam Szatan siedzi mi na ramieniu i szepce gorzkie pokusy – ale zacisnąłem dłoń na różańcu i modliłem się żarliwie.
Salony tego apartamentu wypełniły się niebiańskim światłem, a w ciele poczułem przypływ nieopisanej Miłości.
Nie widziałem, co się dzieje. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem i nie czułem.
Bałem się dopuścić do siebie tę myśl, że może oto sam Pan postanowił interweniować – obserwując przez przeszklone ściany apartamentowca skandaliczny poziom homoseksualnej rozpusty.
I wtedy pojawiła się idealna męska sylwetka.
Gdy zbliżyła się do mnie, nie miałem wątpliwości – to On.
Wysłuchał moich modlitw.
Był piękniejszy, niż sobie to kiedykolwiek wyobrażałem. Jego przystojność i uroda przekraczały miliony razy każdą męską urodę, jaką mieli tamci degeneraci. Był doskonały w każdym calu. Biła od niego dobroć, serdeczność.
Nie umiałem się powstrzymać. Łzy napłynęły mi do oczu.
Klęknąłem przed Nim. I błagałem, by dał mi skosztować choć kroplę swojej Miłości. By dał mi nieco swojego Ciała – tak, jak czynimy to każdej mszy ku jego pamiątce.
A On – w całej swej dobroci – złapał mnie za głowę i przyciągnął moją twarz do swojego łona. Pachniał jak kwietniowa łąka. Całowałem to boskie łono i czułem, jak duchowa ekstaza wypełnia moje ciało.
Spojrzał na mnie w góry i pokiwał głową. Wyczułem, czego On chce…
To była próba. Ostateczna próba mojej wiary. Przyznaję – zawahałem się. Ale potem dotarło do mnie, że przecież… obciągać Bogu to nie grzech.
Dostąpiłem tego zaszczytu nad zaszczytami. I ugościłem go w swoich ustach – najlepiej jak umiałem. Dawałem czystą rozkosz samemu Panu, a moja dusza w tym czasie śpiewała chwalebne pieśni pod Niebiosa.
Pan powiedział, że nie jestem dobry w obciąganiu, ale to nie szkodzi. Powiedział, że będę miał okazję jeszcze się wyrobić. Że muszę przetestować jeszcze wielu Członków tego towarzystwa.
Dziękowałem mu w duszy, że pokłada we mnie takie nadzieje. I wyznacza mi jasną Ścieżkę na resztę moich dni.
Wtrysnął mi w usta ogromną dawkę swojej Miłości – ja spijałem ją z wdzięcznością i uwielbieniem. Kochany nasz Pan, tak szczodry w swej nieskończonej Miłości – nakarmił mnie Sobą, nasycił swoją rozkoszą. Rozkoszą, która aż sparaliżowała moje ciało i kazała mi natychmiast osiągnąć Ekstazę.
Pamiętam, jak nieskończona fala białego światła całkowicie mnie omamiła. Jak upadłem na dywan, jak przestałem czuć swoje ciało – zmieniłem się w czystą Radość.
Myślę, że tak wygląda Zbawienie.
Nie pamiętam, jak znalazłem się w domu.
Ale do dziś wieczorami modlę się do Pana i dziękuję mu za to, że mnie wybrał. I wciąż mam nadzieję, że dostąpię ponownej łaski obcowania z nim. I spijania jego Miłości. A wiem, że ma jej dużo…
Ja, Zibbon, Claudi, Crazy Coco i paru innych kolesi z mojej ekipy od lat dobrze znamy Fareza, więc dostaliśmy zapro. Spoko z niego ziom, więc obiecaliśmy parę razy dobrze spuścić się dla niego.
To takie nasze “toasty” – tylko zamiast uderzać się kuflami czy czymś, tryskamy w jakimś anonimowym otworze i mówimy sobie “za Fareza”.
Wiem, pojebane, ale zabawne.
Postanowiliśmy nieco się najarać przed akcjami, więc usiedliśmy sobie na kanapach, by poobserwować dzikie akcje i postawić maszty. Jak to mówimy – naładować armaty.
A dookoła – piękne gówno się działo. Młodzi ganiali za każdym większym fiutem, kolejni – centralnie dawali się jebać grupowo. Do paru smacznych dupek nawet ustawiały się kolejki. A o najpiękniejsze otwory nawet wybuchło parę bójek, które trzeba było łagodzić wspólnym lub wzajemnym obciąganiem.
Właśnie za to kocham tą imprezę – tu wszystko rozwiązuje się wspólnymi orgazmami. Takimi solidnymi – które czyszczą mózg z każdej głupoty i znów skupiają nas na tym, co najważniejsze w życiu – na dobrym rżnięciu.
W pewnym momencie Coco do mnie, że Farez przyprowadził jakąś nową, dobrze wytresowaną suczkę. Że ponoć umie cuda.
Zaśmiałem się, bo niby kurwa co – dupa to dupa, ma być spokojna i cierpliwie przyjmować wszystko, czym się spuścimy, co nie? – spytałem. A Coco mówi, że Farez byle czym się nie chwali.
I wtedy pojawił się Farez.
Przywitał nas buziakami. Na smyczy trzymał młodego kolesia – bardzo przypakowanego, ogolonego na łyso, z tępym i dzikim spojrzeniem – z tatuażami wielkich tryskających fiutów na klacie i plecach. Był jak taki chłopiec, który bardzo zmężniał od jebania i siłki. Pojebany byczek z uśpioną energią, która w każdej chwili mogła wystrzelić. Kusił, naprawdę kurwa kusił.
Faraz do nas, że ma na imię Otto. I że umie niezły trik. I pyta nas, czy pokazać. A my wszyscy, że kurwa jasne.
Siedzieliśmy na kanapach, a Farez pokazał palcem na Zibbona i mówi do tej swojej suki Otto – teraz jego! Nie wiedzieliśmy, o co chodzi, więc ciekawość nas zżerała.
Otto podszedł do Zibbona, wskoczył na kanapę, kucnął i energicznie nadział się na jego drąga. Bez najmniejszego oporu po prostu na nim zasiadł – i zaczął go ostro ujeżdżać.
Zibbon najpierw był nieco zmieszany, ale zrozumiał, że nie ma co walczyć – gówniarz był silny i zdeterminowany, nie zamierzał już zejść z tego pala. Ostro kurwił się na nim i bardzo intensywnie szmacił. I wtedy na jego twarzy pojawił się grymas wysiłku. Musiał mocno zacisnąć zwieracze, które jak imadło zacisnęły się wokół dorodnego kutasa Zibbona. I to było to – Zibbo odleciał do innego wymiaru. Zaczął się mocno wić, pocić, jęczeć – aż zlał się w dupie tego pojebanego skurwysyna. Nie miał wyjścia – musiał ostro i szybko dojść, bo to ciśnienie, które się tam zrobiło, by ich obu wyjebało z siedzenia.
Gdy widział, że Zibbo skończył nakurwiać spermą, ta kurwa zaczęła szukać kolejnej ofiary. Farez dał znak, że niech bawi się, ile chce.
I tak Otto przeskoczył na Coco.
Coco ma chuja coś koło 25 cm – więc szok, że młodziak tak bez nawet mrugnięcia na nim zasiadł. Musiał być w chuj wyćwiczony. Znów zacisnął dupsko z całych sił i dosłownie wycisnął z Coco całe nasienie – jak pastę z tubki. A że Coco dosłownie konał z przyjemności – jakby go w ogóle nie interesowało. Miałem wrażenie, że ten cały Otto czerpie jakąś chorą satysfakcję z tego, że tak mocno wyszarpuje z facetów orgazmy. I choć Coco już doszedł – młodziak jeszcze go dojeżdżał i śmiał się złośliwie, bo wiedział już, że przegina, że Coco już wariuje, a jednak nie przestawał.
A potem gość wskoczył na Claudiego. I tam dał niezły popis. Bo Claudi spuścił się niemal od razu – ale Otto jebał się nim dalej, mocniej, intensywniej i głębiej. Złapał Claudiego za głowę i patrzył mu hipnotycznie w oczy – i ostro pierdolił go swoim umięśnionym, ciasnym, wytrzymałym dupskiem. Nigdy nie widziałem Claudiego w takim stanie – pocił się, sapał, wił i dochodził drugi raz. A potem od razu trzeci raz. A Otto miał na twarzy brutalny wyraz dominacji i zwycięstwa nad nim. Zajebał Claudiego własną ekstazą.
I wtedy padło na mnie.
Szedł do mnie powoli, męsko, zadzierając nos do góry i uśmiechając się dominująco. Tak, żebym wiedział, że przed nim nie ma ucieczki.
Wskoczył na mnie jak pies, rozkraczył się na kraba, nadział bez ceregieli i po prostu zaczął się ruchać moim palem. Nie musiałem nic robić – był samoobsługowy. Pierdolił się moim fiutem energicznie, intensywnie i dogłębnie. Patrzyłem, jak jego dupsko podnosi się i opada – a jego fiut pęcznieje dziko, twardnieje i upuszcza nasienie to na lewo, to na prawo. Był technicznie doskonały, dziko zdeterminowany i wypełniony jakąś chorą obsesją. To było podniecające.
Miałem w nim fiuta, więc jakby wciąż byłem aktywem. Ale mimo to czułem się absolutnie zdominowany jak nastoletnia suka. Co też było dziwne – z jednej strony czułem, że jestem jednym z wielu, których dziś przeleciał i przeleci. Wydawał się nie mieć żadnych specjalnych emocji względem mnie. Byłem po prostu kolejnym palem do obskoczenia na tej imprezie. Ale z drugiej strony – coś było w jego prymitywnym spojrzeniu, co mnie jarało i mówiło mi, że widzi we mnie kogoś więcej.
Nie trwało to długo. Gość tak dobrze mnie dojeżdżał, że zacząłem w nim dochodzić. Orgazm przekraczał intensywnością wszystko, co przeżyłem w życiu – aż prawie mnie bolał. Mój fiut tak mocno się spinał, że myślałem, że mnie odetnie z tego świata.
Tęgie gule spermy po prostu przesuwały się w środku mojego drąga – łaskocząc mnie, rozpierajac cewę i wpychając się w dupsko tego jebaki.
I wtedy… Otto zaczął na mnie szczać spermą. Nie było po nim widać, że dochodzi – miał twarz pokerzysty.
Nagle zbliżył się wkurwiony Farez i zaczął ciągnąć Otto za smycz. Kazał mu przestać. Ale Otto jakby ogłuchł i nakurwiał dalej. Grube strumienie jego gęstej spermy zygzakami osiadały mi na klacie, twarzy, szyi – a ja ładowałem w niego całą zawartość moich napęczniałych jaj.
W końcu Farez szarpnął go mocno i Otto spadł ze mnie na dywan. Cała zgromadzona sperma wylała z jego dupy na podłogę. Momentalnie zrobiło się jezioro, które poczuliśmy pod bosymi stopami.
Mój fiut tryskał samoistnie – i pokrywał mnie kolejnymi warstwami ciepłego kisielu. Pięknie dochodziłem na oczach kumpli.
Farez był wkurwiony. Na Otto. Ale czułem, że też na mnie.
Czyżby był zazdrosny o swoją sukę? Czyżby Otto nie dał mu aż takiej ostrej zabawy, jak mnie? A może nigdy nie doszedł analnie, gdy ujeżdżał Fareza?
Nie wiem. Ale wiem, że nikt nigdy tak dobrze mnie nie dominował i przeleciał. Nikt tak dobrze nie bawił się na moim fiucie.
Wątpię, by w przyszłym roku Farez wypuścił ze swojego haremu tę sukę. Więc nadzieje na powtórkę są marne. Ale to, co przeżyłem, to kurwa moje na zawsze!
– Walt Whitman, amerykański poeta i prozaik
Miałem na studiach takiego kumpla, geja. Miał na imię Paxton. Nawet jako hetero umiałem rozpoznać, że jest nieprzeciętnie przystojny – na poziomie hollywoodzkiego aktora. A do tego miał umięśnione, wielkie ciało, które były efektem lat pracy na siłce pod okiem trenerów.
Siedzieliśmy sobie kiedyś przy ognisku na krótkim wypadzie nad jezioro. Był tam ze swoim bliskim kumplem. Spytali mnie, czy nie będzie mi przeszkadzać, jeśli… się przy mnie poruchają. Bo w namiotach było za ciemno i zimno. Woleli przy ognisku.
Zgodziłem się.
Nie mieli żadnych oporów przed rozebraniem się. Ten drugi też był cudownie zbudowany. Pieprzyli się na moich oczach dumnie, bez wstydu, mocno. Ich ciała pokryły się potem, a ich mięśnie mieniły się w blasku ognia. To było magiczne wręcz widowisko.
Nigdy nie widziałem gejowskiego seksu. Coś tam podglądało się z ciekawości z necie, ale to nie to samo. Na żywo to był zwierzęcy spektakl. Sapali, jęczeli, całowali się jakby mieli się zjeść. Gdy poszli w 69, pozazdrościłem im. Tej synchronizacji potrzeb. Tej zgodności ciał.
Paxton penetrował tego chłopaka, a potem… zamienili się rolami. Zaczynało do mnie docierać, jak ekscytujące możliwości daje gejowski seks.
Skończyli spektakularnie. Trysnęli na siebie z szacunkiem i wręcz mistycyzmem. Parowali pożądaniem. Ich sperma osiadła na ich umięśnionych klatach i ramionach. Podziękowali sobie.
A potem Paxton usiadł przy ognisku i opowiadał mi, jak kocha się ze swoimi kumplami. Jak dobry ma z nimi kontakt. Ci geje byli jak bracia. Wspólne przygody, marzenia, rozkosze.
Pozazdrościłem im.
Tej bliskości, tej męskiej siły i dumy. Takiej wspólnoty, jaką mieli ci mężczyźni. Łączyły ich ciała i duszy. Wspierali się, oddawali się sobie nawzajem. Dbali o swoje potrzeby.
Zrezygnowałem z kobiet. Przez lata szukałem idealnego faceta, z którym mógłbym odbyć pierwszy raz. W końcu to się udało, ale to nie było to. Ruchałem go, czułem się męsko, ale nie czułem z nim tego braterskiego porozumienia. Więc szukałem dalej. Wciąż nie mogąc doświadczyć tej rozkoszy i wspólnoty, jaką Paxton miał z tamtym chłopakiem.
Dlatego zdecydowałem się iść na Orgię.
Gdy zobaczyłem tę otwartą, męską płodność, która popisywała się tam swoimi wytryskami, orgazmami, wielkością kutasów, głębokością dup – coś we mnie drgnęło. To było to. To, co miał Paxton. I czego szukałem tyle lat. Poczucie męskiej wspólnoty. Wspólne orgazmy, rozkosze, braterskość. Aż miałem łzy w oczach.
W męskim seksie są dwie magiczne rzeczy, których nie ma w seksie hetero. Wiem, bo próbowałem obu i mam porównanie.
Po pierwsze – poczucie braterstwa. Współodczuwanie podobnych istot – które czują, kochają tak samo. Mają takie same potrzeby. I dlatego są tak pełni wzajemnego zrozumienia dla nich.
A po drugie – piękna, samcza rywalizacja. Kto przejmie kontrolę. Kto zdominuje, a kto będzie poddany. To podniecające napięcie, które gwarantuje zwroty akcji i podnietę.
Gejowski seks nigdy się nie nudzi.
Mój kutas zaczął twardnieć. Chyba pierwszy raz zaczynałem naprawdę czuć się gejem – i umierałem z ekscytacji. W końcu będę jak oni.
Niestety kutas lekko tylko napęczniał, ale stanąć nie chciał. Mogłem go powalić, wtedy pewnie by nabrał ostatecznych gabarytów – ale przecież nie o to chodziło. Chodziło o to, by zaszczepić we mnie geja. Takiego prawdziwego.
– Więc musisz dawać dupy – stwierdził jeden koleś, gdy podzieliłem się z nim swoimi zamiarami. – To najlepszy sposób, by stać się 100% pedałem.
– A to nie boli? – zmartwiłem się.
Koleś właśnie wtedy zaczął przeżywać orgazm analny, bo akurat był jebany na dwa spore baty przez jakichś wytatuowanych skurwysynów.
– O to chodzi. W tym bólu jest rozkosz – wystękał i padł ze zmęczenia, otryskując się fontannami swojego nasienia.
Podszedłem więc do jednego gościa, który niekoniecznie miał największego kutasa, i spytałem, czy poratuje kumpla w potrzebie.
– Wyjeb mnie tak, że stanę się gejem – powiedziałem.
Twierdził, że z niejednego zrobił już geja. I że sekret tkwi w tym, że nie ma tak dużej pały. Bo za duże kutasy robią zbyt duży ból na starcie i część się zniechęca. A jego jest w sam raz. O czym zresztą się przekonałem.
Gdy tylko we mnie wszedł – poczułem ogromny ból. Ale do wytrzymania. Centymetr dłuższy kutas by mnie dojechał. Ale ten rzeczywiście był perfect. Tym bardziej, że gość wstrzymał się z jebaniem, by dać mi czas na oswojenie się z jego twardością. Czułem jego pal pod sercem. Ból zaczął odpuszczać, a koleś zaczął subtelnie wiecić kutasem w mojej dupie – co sprawiało mi narastającą przyjemność. Nie jebał mnie jeszcze, ale już było seksownie.
A gdy moja dupa rozluźniła się – ruszył z pierdoleniem.
Oddałem się temu w całości i wpuszczałem czyste gejostwo w swoje ciało. Czułem, że należę do tego samca i ta myśl podniecała mnie. Zamknąłem oczy i odchyliłem głowę, by bardziej skupić się na rozkoszy bycia poddanym większemu samcowi.
A gdy facet zaczął we mnie tryskać – nie miałem już wątpliwości. Stawałem się pełnoprawnym gejem. Spektakularnie rozprawiczonym na oczach innych facetów.
Chciałem mu podziękować za wprowadzenie mnie w ekscytujący świat męskiego analu – ale gdy otworzyłem oczy, na jego miejscu był już inny koleś. Nawet nie poczułem, gdy się zamienili. Pała, która mnie drążyła, była już nieco większa i grubsza – więc wrażenia, jakie płynęły z mojej dupy pogłębiły się i wzmocniły.
Koleś zaczął we mnie szczać nabiałem. A ja chłonąłem go i wpuszczałem w siebie głębiej, cieszą się, że w końcu stanę się pełnokrwistym gejem.
Podniosłem głowę, otworzyłem oczy, spojrzałem na gościa i okazało się, że pierdoli mnie już kolejny. I oniemiałem. To był… Paxton.
Złapaliśmy kontakt wzrokowy i uśmiechnęliśmy się do siebie.
– To ty? – zdziwił się. – Myślałem, że jesteś hetero.
– Zainspirowałeś mnie do tego, by stać się gejem. Bardzo tego chcę. Zrobisz ze mnie geja? – spytałem.
Paxton uśmiechnął się subtelnie, męsko, uroczo. I zaczął się we mnie masywnie spuszczać. Czułem jak jego wielki pal energicznie się kurczy, pulsuje, pluje śmietaną. Ogarnęła mnie dzika euforia.
I zacząłem dochodzić analnie.
Nieopisana rozkosz pulsowała we mnie, w środku, z moim tyłku, w brzuchu, w sercu – i wypychała ze mnie litry nasienia na pełnej erekcji. Mój fiut stał jak nigdy – rosnąc rekordowo. Z żadną kobietą nigdy nie doświadczyłem takiej wspólnoty, braterstwa, bliskości.
I wtedy stałem się gejem.
Jestem Ulrix i razem z Timo, moim best bracho, poszliśmy na Orgię, by przelecieć klika świeżych otworów. Mój chuj już dawno nie penetrował (jakieś trzy dni), a to niezdrowe dla aktywa i jego fiuta, by za długo był w opadzie. Trzeba penetrować.
Pierwszy orgazm poszedł szybko. Za szybko.
Wypinały się jakieś dupeczki w rzędzie, kusiły, więc wybrałem najładniejszą i pokazałem Timo, że ma ją dla mnie rozgrzać. Zaśmiał się, klęknął przed nią i ją gancko wylizał jak kundel miskę, a potem wstał, klepnął w poślada i powiedział, że jeszcze ją dla mnie sprawdzi.
Wjebał się w nią chujem i chwilę poruchał, jakby smakował ją i testował. Nie można powiedzieć, że nie był znawcą – wyjebał setki dup w Sintroy, więc w zasadzie to ekspert.
Powiedział, że ta może być trochę dla mnie za płytka. Że na mojego chuja trzeba nieco głębszą.
Więc przejebał parę kolejnych dupeczek i w końcu znalazł odpowiednią.
I rzeczywiście była cudowna.
Objęła mojego chuja i połknęła go aż po jaja. Jebanie było gładkie i głębokie – zalałem chłopaczka w parę minut. Orgazm cudownie rozgrzał moje ciało. Kocham takie momenty.
Ale też lekko się wkurwiłem, bo cóż… zmarnowałem całą spermę na gówniarza, a orgia dopiero się rozkręcała!
I wtedy, jak na jebaną złość, spotkaliśmy tego młodego, ślicznego chłopaczka.
Pożałowałem, że spuściłem się w tamtym – ten zdecydowanie bardziej zasługiwał na mój spust. Był smukły, chłopięcy – choć już mocno zaawansowany w swej męskości – i tak cudownie wypięty, oddany.
Spływała z niego jeszcze sperma, jeszcze pulsował orgazmem, który jakoś nie chciał się rozejść po kościach.
Timo najpierw zbiczował chłopaka po twarzy swoim masywnym fiutem – głośne plaskanie rozeszło się po salonie – a potem wsadził mu go w gardło i zaczął gładko pierdolić ze smakiem. Chłopak spuścił mnie z oczu i zajął się Timo, więc miałem czas, by coś zrobić z kutasem. Zacząłem go walić, lekko się podniósł, stwardniał – i choć to nie było jeszcze to – to już nadawał się do jebania.
Chwyciłem chłopaczka za kostki, rozchyliłem nogi i wsunąłem w niego całą długość mojego drąga.
Wszedł gładziutko jak w słomka w waniliowego szejka – aż przeszły mnie ciary. Zacząłem gówniarza pięknie pierdolić i znów poczułem tę cudowną dumę z bycia prawdziwym samcem.
Problem zaczął się chwilę później – bo chłopak tak mi się oddał, że jego zwieracze kompletnie odpuściły opory, a jego dupsko stało się luźne jak kieszeń dresa. Jebałem go intensywnie całą długością kutacha, tarłem mocno, ale doznania opadły na intensywności. Równie dobrze w tę dupę mógłby wejść jeszcze jeden taki fiut, jak mój – albo 4-5 przeciętnych.
I wtedy powiedziałem Timo, żeby mi kurwa pomógł, bo zrobiło się za luźno i za chuja nie dojdę w tym chłopaczku – choćbym tu pierdolił go do rana. Timo popatrzył na mnie dziwnie, nic nie powiedział, tylko wyjął fiuta z ust chłopaka i ruszył w moim kierunku. Myślałem, że mam mu ustąpić miejsca, przesunąć się, by jakoś mógł dojebać się swoim chujem do tego otworu, a on, skurwysyn, zaszedł mnie od tylca, mocno objął – żebym nie mógł uciec – po czym… wjebał mi między poślady swojego drąga!
Aż podskoczyłam z bólu. Kazałem mu wypierdalać, mówiłem, że jestem pełnokrwistym aktywem, że kurwa rozumiem, że kumpel, że potrzeby, ale moja dupa nie jest od tego.
Posuwałem prześlicznego chłopaczka i jednocześnie byłem ostro pierdolony przez najlepszego kumpla.
A w moim fiucie gromadziło się absurdalne stężenie przyjemności. I jak byłem sto lat świetlnych do orgazmu – tak nagle zacząłem pompować w dupcię tego młodziaka jakieś nowe pokłady spermy. Orgazm mnie rozjebał na kawałki i trwał niewiarygodnie długo.
Timo umie pierdolić – aż pozazdrościłem samemu sobie i wszystkim tym jebanym przez niego chłopcom. Taki fiut w dupie daje naprawdę konkretne, mocne orgazmy – których nie da się porównać z niczym innym. Orgazmy, które są jak narkotyk – po jednej działce chce się więcej i więcej.
Tryskałem jak pojebany, a chłopaczek uśmiechał się i sam zaczął puszczać krem z rury na klatę. I jakby spermy było nam mało – także Timo zaczął zbierać się do spustu.
– Wyjąć? – spytał mnie na ucho.
Szanował mnie jako kumpla. Już i tak przekroczył granice, pozwoliłem mu się jebać, ale czy takiemu poważnemu, męskiemu aktywowi jak ja przystoi tak się skurwić i zostać spermo-dziwką swojego brachola?
– Wal stary – odparłem.
I dosłownie eksplodował kisielem w mojej dupie – pogrążając się w niepojętym, mocnym do bólu orgazmie.
Pulsował bosko i masował mnie całego od środka, a ja dzielnie przyjmowałem ogrom jego imponującego wytrysku. Aż żałowałem trochę, że nie mogę go oglądać – jego jego pojebanie wielki drąg musiał z siebie wystrzelić chyba wannę spermy. Bo lała mi się z dupy jak z pękniętej rury – tryskała na boki, ściekała po wewnętrznej stronie ud, schodziła pasmami na podłogę – a on jebał mnie dalej.
Trochę mnie skurwił, ale dobrze – przynajmniej dojechałem w szczylu do końca i dałem mu posmakować, jak to jest mieć prawdziwego chuja w dupie, a nie jakieś zabawki. A że przy okazji Timo zrobił ze mnie swoją szmatę… cóż.
Czego się nie robi dla przyjemności.
Po wszystkim poszliśmy szukać kolejnych dup. Ale nie mogłem oderwać wzroku do Timo i jego chuja po kolana. Patrzyłem na to bydle, które tak mnie zdewastowało, i zastanawiałem się… czego ja chcę? Czy na pewno jestem takim aktywem?
I wtedy Timo podszedł do mnie i szepnął mi na ucho, że widzi, jak na niego patrzę. I że wie, co taki wzrok oznacza. I tak, może mnie jeszcze wyjebać, jeśli chcę…
– James Baldwin, amerykański pisarz
Inspiracja.
Tego właśnie szukałem na tamtej orgii. Nie interesuje mnie ruchanie per se. Interesuje mnie przemiana tego w poezję.
I tak – znalazłem.
Pamiętam tamtego rozjebanego, władczego pasywa, którego każdy chciał spenetrować aż po jaja. Był prześliczny, słodki do omdlenia. Filmowa uroda.
Dzięki temu był na pozycji, w której mógł wybierać, kto dostąpi zaszczytu ostrego chędożenia jego dupy.
Siedział rozkraczony, rozdymany, ociekający potem i spermą – i wskazywał z tłumu kolejnego byka, który miał go teraz zapładniać. A wybraniec ochoczo podrywał się i wsuwał całą zwalistą pytę, by zaraz dopuścić się na dupie tego cudnego pasywa skandalicznie intensywnego pierdolenia.
Pasyw zdawał się być niemal niewzruszony.
Ziewał, zerkał na zegarek – podczas gdy kolejni jurni pakerzy doznawali w nim monstrualnych orgazmów i zalewali jego dziurę czystym ekstraktem z pulsujących jąder. Nabiał bulgotał i spieniał, ulewał bokami i kapał na podłogę.
A pasyw nic. Nadal niewzruszony.
Wytresował je swoją urodą.
Były dla niego nudnym standardem, oczywistością, o której tylu pasywów marzy po nocach.
Jakby rozumiał, że jest stworzony do monstrualnych drągów.
Miał pesudonim Apollo.
Przyciągał przede wszystkim umięśnionych, nabuzowanych samców – najtęższych jebaków bez zasad i wstydu. Był testem ich płodności. Wyzwaniem dla ich zdolności jebacznych.
Tłoczyli się przy nim i grzecznie czekali jak głodne psy na to, aż pan rzuci kawałek mięsa.
A pasyw oddawał im się z zamysłem. Nie dopuszczał do chaosu. Eliminował podejrzanych i niesubordynowanych. Dawał się rżnąć tylko tym, którzy wykazywali się względem niego najwyższą czcią i uwielbieniem.
I tylko najcięższy z tych jebaków nie był zainteresowany pierdoleniem Apolla. Farez. Król tej imprezy. Swoją obojętnością wobec uroków tego uroczego paswa Farez jasno komunikował, że nie musi nikomu nic udowadniać ani się sprawdzać.
I to właśnie sprawiło, że doszło do prowokacji.
Apollo głośno powiedział, że pewnie Farez ma już miękką lagę, skoro nie konkuruje o jego względy.
Wszyscy popatrzyli w przerażeniu na króla orgii.
A ten zstąpił z tronu i ruszył w kierunku uśmiechającego się bezczelnie pasywa. Pała Fareza ze złości naprężyła się, stwardniała i powiększyła z chrzęstem. Męskiej energii było w niej tyle, że aż tłum jebaków rozstąpił się z uznaniem, wręcz z poniżeniem.
Tylko biedak, który akurat posuwał Apolla – pogrążony w orgazmach – nie zauważył co się święci.
Farez chwycił go za kark i wyjebał gdzieś na bok, by koleś dokończył orgazm na podłodze.
I wtedy król orgii bez litości wszedł w Apolla.
Mały skurwiel w końcu coś poczuł – bo twarz jego odrobinę się wykrzywiła. Na chwilkę. A potem wrócił na nią ten bezczelny uśmieszek.
Farez pierdolił go fenomenalnie – aż wszystkim zmiękły kolana.
Było to jebanie mocarne, władcze, bezlitośne – aż młody zaczął jęczeć i wyć. Ale nagle… Farez zaczął dochodzić. Apollo zareagował na to dzikim brechtem.
– Co? Już? Tak szybko? Nawet nie zdążyłeś mnie doprowadzić…
Jednak potem pierdolił Apolla dalej.
Bez przerwy. Bez opadu chuja. Po prostu rżnął go tak, jakby nic się nie stało – choć jego sperma ściekała na podłogę.
Apollo był w szoku, w jak dobrej formie był Farez.
Ten skurwiel dochodził w gówniarzu jeszcze kilka razy. W ogóle nie wyciągał z niego chuja między wtryskami. Po prostu jebał go jak szmatę bez odpoczynku, bez przerwy, bez ustanku.
Jakby te orgazmy nie były celem, ale czymś, co trzeba przeczekać, a potem ruchać dalej.
I to najwyraźniej tak zjarało Apolla, że zaczął dochodzić analnie. Wygiął się w niepojętej ekstazie, a jego rozjebany otwór obkurczył się wokół drąga Fareza. Rozkosz chłopaka była tak potężna, że zaczął drżeć, płakać, jęczeć, aż w końcu zemdlał.
Wtedy Farez, nie czekając aż gówniarz skończy szczytować, wyszedł z niego i zebrał oklaski. Nie liczyło się to, by Apollo miał z tego jakąś przyjemność – liczyło się tylko zaliczenie go.
To było prawdziwe mistrzostwo gejowskiego jebania. Po raz kolejny Farez udowodnił, że nie ma na niego mocnych. Jebak nad jebakami.
A Apollo… podobno trzy dni dochodził do siebie po tym orgazmie. I dzwonił do Fareza z nadzieją, że znów zrobi mu “pierdolenie życia”.
Mam 32 lata. Nieskromnie dodam, że jestem konkretnym bykiem i mam konkretnego chuja. Chuja, przed którym się klęka. I którego kocham dobrze używać.
Zasłynąłem z tego, że niechcący publicznie wyjebałem słynnego Fareza. I cóż… nie mogło się to obyć bez poważnych konsekwencji.
Generalnie jestem aktywem i postanowiłem sprawdzić swoje siły, biorąc udział w Orgii. Od wejścia kutas stał mi jak maszt i przyciągał wzrok każdego. Lubię jebać anonimowe dupy – bez rozmów, bez romansów, czysty anal bez gumy i oporów – ale wtedy miałem nieco inną agendę.
Przedstawiać go wam nie muszę, to ojciec założyciel słynnych Orgii.
Kutasa miał ogromnego, więc to byłby dla mnie zaszczyt jebać kogoś do spółki z nim.
Niewiele myśląc – uderzyłem wprost do loży VIP i zagadałem do niego. Zmierzył mi chuja i z uznaniem się o nim wyraził. Ściągnął do nas jakiegoś łebka i powiedział, żebym się popisał zdolnościami.
Chłopaczek wypiął dupkę, była strasznie obkurczona ze strachu, ale wjebałem się na siłę i ostro go wyjebałem na oczach Fareza. On uśmiechnął się subtelnie, klepnął mnie po ramieniu i powiedział, że z takim dobrym jebaką może współdzielić jakąś pizdę.
Przysłano nam ponoć najlepszą dupkę na orgii. Rzeczywiście była piękna jak i jej właściciel. Bardzo męski i chłopięcy zarazem, a pośladki miał jak aksamitne arbuzy. Krągłe, lekko pulchne.
Dziura między nimi kusiła.
Zaczął go jebać Farez.
To cesarz jebania, więc on zawsze zaczyna.
Fajnie się w nim rozgościł, bardzo naciągnął chłopaka i mocno go naruszył. Ale nie zalał go.
Otwór był już mocno rozgrzany, wilgotny i chłonny. Idealnie się go pierdoliło.
Jednak Farez wyraźnie powiedział, że nie mogę jej zalać przed nim. Ta dupcia jest jego i pożycza ją tylko wyjątkowym bracholom.
Wow! Poczułem się z tym super. Więc chwilę poruchałem, a potem oddałem cipkę znów Farezowi.
Skurwiel użył całej swojej mocy, by solidnie i głęboko ją zalać. Napierdalał spermę w młodego, aż mu wystrzeliła kutasem na podłogę. Zajebisty widok!
I potem znów oddał mi tę dupcię – obłędnie zalaną po sufit jego lukrem. Gdy zanurzyłem w nim kutasa, przeszły mnie ciary. Czułem się wybrany, czułem się z Farezem równym braholem.
Jego kisiel ulał się z otworu i spłynął mi po jajach i udach. Był ciepły i łaskotał mnie. Zacząłem jebać tę dziurwę i doszedłem ekstremalnie szybko – dokładając do tego bajora kolejne wiadra męskiego kisielu.
Farez był ze mnie dumny i powiedział, że mogę należeć z nim do loży VIP. Od teraz wszystkie najlepsze dupcie na orgii są także moje.
Sprawy jednak później się skomplikowały.
Akcja była taka. Farez leżał na kanapie i skakał po nim jakiś męski gość. Bardzo męski, umięśniony, jakby gracz rugby. Wyglądał na aktywa, ale cóż – przy Farezie wielu aktywów potrafiło się spasywić nim ich chuj zdążył stanąć. Także gracz skakał po Farezie i było im bardzo dobrze.
I wtedy Farez zobaczył mnie, że szukam jakiejś dupci do wyjebania, i skinął w kierunku gracza.
Objął go i przytulił go klaty – tak, że jego słodka, umięśniona dupa z palem Fareza w środku wypięła się z moim kierunku.
Cóż to był za widok!
Widziałem, jak monstrualny pal Fareza – tęgo naoliwiony, użylony – wsuwa się i wysuwa kolesiowi z dupy. I teraz miałem zaproszenie, bym i ja mógł zagnieździć się w tej pojemnej dziurze.
Podszedłem i bez pytania władowałem tam swojego chuja.
Czułem, jak ból i ekstaza tego pasywa obkurcza odbyt wokół naszych chujów i ściska je razem.
Uroki jebania jednej dziury na dwa baty – ciasnota, intymna bliskość dwóch drągów, z których w każdej chwili jeden może się zlać i ubabrać wszystkich w białym nadzieniu.
Świetnie jebało się tego kolesia – i sam już nie wiedziałem, czy bardziej jara mnie to, że posuwam takiego pięknego mięśniaka. Czy że robię to do spółki z Farezem i czuję na swoim chuju jego drąga.
I teoretycznie wszystko miało potoczyć się dobrze. Mieliśmy razem z Farezem zalać skurwiela, zatopić go w nasieniu, przybić siebie piątki i wypić razem chłodne piwko.
Ale kurwa nie.
Podniecenie z moim chuju było tak wielkie, że poczułem silne kłucie.
Powiedziałem Farezowi, że no kurwa muszę wyjąć, bo oszaleję.
Gość mnie zrozumiał, kiwnął głową i powiedział, że poczeka ze spustem na mnie. Co za gość! Równiacha z niego. Bez kumpli nigdy się nie spuszcza, gdy biorą jedną dziurę. Jak razem, to kurwa razem!
Więc wyszedłem z kolesia i rozmasowałem chuja. Szybko wszystko wróciło do normy, choć z podniecenia kręciło mi się w głowie i wzrok nieco mi się rozmazał.
Wróciłem do nich i zobaczyłem, że pasyw, który skakał po Farezie, dostał szwungu. Tak to jest, jak za długo jebie się pasywa i nie zalewa – dostają kurwa świra. Zaczął mocno się tulić do Fareza, ściskać go, tak że Farez niemal nie stracił przez niego kontaktu z tym, co się dzieje.
Powiedziałem, że wkraczam do akcji i zalewamy pasywa.
Wsadziłem chuja w dziurę, a cała ta konstrukcja cielesna aż się spięła.
Zdaje się, że Farez chciał coś powiedzieć, ale paker go tarmosił, dusił, więc nic do mnie nie dotarło. Skupiłem się na jebaniu. A że podnieta była astonomiczna, zacząłem lać z chuja momentalnie.
Co za pierdolona ulga!
Wyjebałem z jaj chyba cysternę spermy. Tylko… coś mi nie grało. Jeszcze w trakcie orgazmu poczułem, że… jestem sam w tej dziurze. Co jest? – spytałem siebie i spojrzałem w dół.
Cóż… kutas Fareza nadal był w dupie pakera.
A mój kutas… w dupie Fareza.
Tak, kurwa, zalewałem Fareza.
Publicznie.
Przy innych Samcach.
Wtedy Farez sam zaczął tryskać. Zobaczyłem, jak sperma przecieka szczelinami między jego chujem a rozwartym odbytem gościa.
Farez zrzucił pasywa i skoczył mi go gardła. Powalił mnie i napieprzał pięściami po mordzie – i jednocześnie obaj mieliśmy kosmiczne wytryski. Gdy mnie prał jak worek mokrego żyta, strumienie naszej spermy krzyżowały się i osiadały nam na klatach, twarzach i ramionach.
Pozostałe Samce odciągnęły Fareza, żeby mnie chłop nie zajebał na amen.
Byłem obolały, miałem giga limo pod okiem. Jakieś pasywki przyniosły mi lód. Potrzebowaliśmy wszyscy ochłonąć.
Potem poszedłem do niego na spokojnie, żeby wyjaśnić sprawę. Powiedziałem, że to była pomyłka. Że źle wcelowałem fiutem. Farez był czerwony na twarzy. Ale opanował się. I powiedział, że jest tylko jeden sposób, bym odpokutował upokorzenie, jakiego doznał na oczach innych Samców.
Tak, zgadliście.
Musieli mnie wszyscy wyjebać po kolei. Tamtej nocy dałem publicznie dupy czternastu samcom. A finalnie – wypierdolił mnie sam Farez. W dupe. I z loży VIP. Zostałem ich jednorazową szmatą do jebania, ściekiem na ich spermę. Robili mi zdjęcia, kręcili filmy, spuszczali się na mnie i we mnie – dla beki. I na złość.
I na koniec spytacie pewnie – czy było warto?
Kurwa, jasne!
Nie dość, że jebałem do spółki z najlepszym jebaką w Sintroy. To na dodatek… wyjebałem i jego! A on mnie do spółki z kumplami!
I tego nikt mi nie zabierze…
Relacje uczestników Orgii wstrząsnęły opinią publiczną. Ale nie da się ukryć, że wszyscy czekamy na to, co wydarzy się za rok… 🙂
Cudowna opowieść jak z hetero zrobić geja to jest moje marzenie też tak bardzo chcę 😘❤️
Też lubię ten motyw – więc pewnie będzie pojawiał się częściej – w różnych odsłonach 🙂
Super nie mogę się doczekać ❤️
Niesamowite. Kawał wspaniałej pisarskiej pracy. Gratulacje Dream
Dziękuję!! Już się bałem, że nie trafiłem w gusta, bo coś mało reakcji było hehe 🙂
Myślę, że taką ilością różnych stylów trafiłeś w mnóstwo gustów. Po prostu ludzie rzadko komentują, a i pewnie rzadko tu wchodzą z racji długiej przerwy przed opowiadaniem „orgazmy pod zaspami”.
Sprawdzam statystyki i widzę, że ten zbiór opowiadań o orgii ma więcej wyświetleń nawet, niż „Orgazmy pod zaspami” – a jednak wygenerowało mniejsze zaangażowanie… Cóż, wskazówka dla mnie 🙂 Widzę, że działają mocne miniatury (orgia = większa obietnica emocji), ale pod kątem zaangażowania, wiele osób woli opowiadania oparte na głębszej relacji bohaterów. Same akcje są super, ale czytelnicy chcą wejść w świat.
Chciałbym się podzielić swoją fantazją.
Z jednej strony niczego bardziej nie pragnę niż mieć stałego partnera i żyć w monogamicznym związku.
Z drugiej strony nie każdemu jest to dane i jest też część mojej osoby, która chciałaby (w idealnym świecie, bez chorób i niebezpieczeństw) spotykać się z mężczyznami, którzy po prostu potrzebowaliby seksualnego rozładowania i oferowałbym im, darmowe usługi oralne, z zaznaczeniem, że musieliby mi się podobać i wszystko odbywałoby się w miłej atmosferze, z wzajemnym szacunkiem. Byliby to policjancji, robotnicy uliczni, żołnierze… Czerpałbym przyjemność z ich przyjemności.
Ja po prostu uwielbiam loda. I wiem, że dla mężczyzn jest to ważna rzecz. I daje dużo frajdy, i też szczęścia. Czasem spotkania byłyby we trzech czy czterech i oni byliby dla mnie bardzo czuli, byliby pod wrażeniem nie tylko przyjemności, którą ode mnie by dostawali, ale też czułości i uważności. Byłyby to bardzo intymne doświadczenia, nawet pomimo braku łączej nas więźi emocjonalnej.
To nie byłby szybkie spotkania, lecz długie, odprężające sesje. Czasem może z elementami edgingu, jeśli ktoś by preferował. Tak by ofiarować tym mężczyznom 100% seksualnej satysfakcji.
By potem poczuli nie tylko ulgę, ale i zadowolenie i szczęście, by mogli powrócić do swoich prac z pełnym zanagażowaniem, bez większych dekoncentracji z powodu seksu. To byłaby pewnego rodzaju misja.
Czy jestem osamotniony w swojej fantazji?
I wanna be fuck