11 min. Agresja policji może być powstrzymana tylko jedną siłą - ostatecznym, zezwierzęconym pożądaniem.
ok. 10 minut | mundury, hardcore, anal, seks grupowy
Był ciepły, sobotni wieczór. Całe miasto zaczynało balować.
Jack był już spóźniony na gejowską imprezę w Squirt Palace. Pędził więc swoim Porsche przez ulice Sintroy.
Nagle usłyszał jęk syreny.
Spojrzał w lusterko. Błyskały niebiesko-czerwone lampy. Przeklął pod nosem i zjechał na pobocze. W reflektorach radiowozu wyrysowały się dwie, rosłe, męskie sylwetki.
Jack opuścił szybę samochodu.
W oknie pojawiła się twarz przystojnego policjanta.
– Przekroczył pan dopuszczalną prędkość.
Jack próbował się tłumaczyć.
Policjant kazał mu wysiąść z auta i pokazać dokumenty.
Jack wykonał polecenie posłusznie, ale w jego oczach zaczęły rysować się łzy.
– Jeden z moich ojców mnie zabije… Albo obaj – dodał po namyśle.
Policjant nic nie odparł. Analizował dokumenty. Ten drugi też nie reagował. Był czarny, umięśniony i seksowny.
– Proszę odwrócić się i oprzeć ręce na aucie.
– Ale ja…
– Muszę pana przeszukać.
Policjant zaczął dokładnie obmacywać Jacka.
Miał potężne, męskie dłonie. Spracowane i silne. Można było domyślić się, ile razy ściskały policyjną pałę, chwytały za kark lokalnych rzezimieszków i zakładały im kajdanki.
Dłonie te dokładnie zapoznały się z anatomią młodziaka. Obmacały jego jędrny tyłek. Weszły w krocze. Objęły szczelnie uda. Policjant był bardzo dokładny. Sapnął chłopakowi za uchem. Jacka zaczęło to podniecać.
Policjanci spojrzeli na siebie.
– To próba łapówki – odparł czarny.
– Nie! Naprawdę! Nie to miałem na myśli!
Biały policjant chwycił chłopaka, wywinął mu ręce i skuł kajdankami. Jack był przestraszony. Tłumaczył, że nic złego nie zrobił. Ale mundurowi nie reagowali. Wrzucili go do radiowozu i zawieźli na komendę.
***
Chłopak jeszcze bardziej się przeraził, gdy na jego twarz spadł cień krat aresztu. W celi siedziało paru kolesi w dresach. W kącie dwóch waliło sobie nawzajem.
Jack spojrzał zaskoczony.
W ogóle się nie kryli.
– Celowo razem popełniamy małe wykroczenia – oznajmił jeden z nich. – Żeby trafić tutaj. I móc się pobawić.
– Wiesz co tutaj robią z takimi, jak ty? – zapytał drugi z nich.
Jack nic nie odparł.
– Zresztą… pewnie sam się przekonasz – uśmiechnął się.
I trysnął na swoje dresy.
– Uciekaj, póki jeszcze możesz chodzić – zaśmiał się któryś z nich.
Jack poczuł, że skacze mu tętno. Nerwowo rozglądał się dookoła. Obskurność aresztu przyprawiała o dreszcze. Z jednej strony budził on odrazę. Z drugiej… pobudzał fantazję. Przez myśl mu przeszło, ile gwałtów tu zaszło.
Po kilkunastu minutach zjawili się znani policjanci.
Dokonali niezbędnych formalności. A potem wyprowadzili chłopaka z celi. Skierowali się do łaźni…
Tam kazali mu się rozebrać.
Drżał z przerażenia. Ale zdjął ubranie. Stał tam przed nimi kompletnie nago. Czarny policjant chwycił wąż i skierował strumień sprężonej wody wprost na chłopaka. Wypolerował go. Także między pośladkami.
– Najpierw musisz być czysty – oznajmił.
Gdy chłopak był już cały mokry, biały policjant kazał mu odwrócić się tyłem i kucnąć. Mundurowy schylił się za młodziakiem i bez uprzedzenia wsadził mu palec w odbyt.
Chłopak aż podskoczył.
– Co pan robi? – spytał.
– Muszę sprawdzić, czy nie przemycasz tam czegoś.
Palec wszedł jeszcze głębiej.
– Tak chyba nie sprawdzę dokładnie…
– Wypnij się bardziej – dodał czarny.
Chłopak posłuchał.
Wysunęła się trochę. I potem znów weszła. Wysunęła się trochę. I znów weszła. Tym razem jeszcze głębiej. Chłopak stękał i głęboko oddychał.
– Tak mogę sprawdzić lepiej – dodał policjant.
– Podoba się? – zaśmiali się mundurowi.
– Tak… – odparł młodziak.
Policjanci spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
– Pewnie często policja robi ci takie rewizje – powiedział biały.
– Nie, proszę pana. To pierwszy raz. Jestem prawiczkiem – dodał.
Pała weszła i wyszła parę razy. Zbałamuciła chłopaczka. I tak bawiła się z jego pupą przez kilka minut. Potem zrobiła się ciepła i śliska. Jakaś inna.
Chłopak spojrzał za siebie raz jeszcze.
Miał zamknięte oczy. Był skupiony na pieprzeniu. Oddany ekstazie penetracji młodego ciała. Wchodził w pupę chłopaka pełną długością.
– Już nie jesteś prawiczkiem – zaśmiał się czarny.
Chłopaka przeszedł dreszcz ekscytacji. Wypiął się jeszcze bardziej i otworzył na to cudne doświadczenie.
– Proszę sprawdzić jak najgłębiej – dodał chłopak.
Czarny stał obok i się uśmiechał. I też wyciągnął kutasa.
Był potężny jak anakonda. Dojrzały, pełnokształtny, śliniący się.
– Takie typy jak ty – zaczął czarny – wymagają dodatkowej rewizji. Najczulszym sprzętem… – pomachał czarnym, tłustym, lśniącym kutasem.
Chłopak zaczął łasić się do niego. Złapał drągala i zaczął go obsysać z uwielbieniem.
Wielkość, gładkość i soczystość tego kutasa budziły w chłopaku jeszcze większą uległość. A świadomość, że gości w swoim ciele aż dwa takie kutasy, przyprawiała go o skalistą erekcję. Erekcję dumną i piękną.
Czuł się pożądany. Doceniony.
Murzyn zaczął tłuc chłopaka pałą po twarzy. Uderzenia były masywne i siadały boleśnie. Młodziak czuł powagę tego sprzętu. Że ma do czynienia w grubym kalibrem, z którym nie ma żartów. Może wypalić w każdej chwili.
Twarz Jacka czerwieniała od tych batów silnych. I lśniła murzyńskim przedspermiem. Babrała go ta pała końska litrami czystego śluzu.
Tymczasem sytuacja na tylnym froncie pogłebiała się. Białas dojebywał się coraz głębiej. Kutas jego rozrastał się, tężniał i dokopywał do nowych warstw rozkoszy. Jebaka ten rozpiął mundur. Perły potu lśniły na jego owłosionej klacie niczym galaktyka odznak. Potężniał i czerwienił się niczym wściekły byk.
Wsadzał w to jebanie całego siebie.
I tak jebali go mundurowi, zajmując biedniemu chłopakowi obie dziury.
Jebali tak mocno i tak głęboko tak wielkimi, długimi taranami, że mieli wrażenie, że kutasy te spotkają się gdzieś w środku młodzieńca. Dotkną się. Pocałują. I trysną na siebie nawzajem. Oplotą się objęciem spermy policyjnej.
Toż to prawdziwy nalot, obława.
Byli ciekawi, na ile ten prawiczek piękny poluzuje im dziś swoje otwory, swoje zwieracze, żuchwy; ile męskości przyjmie do siebie dziś w nocy.
Ale byli świadomi boskości swych rozmiarów i powabności swych kształtów. Rozumieli, że dla nowicjusza ich ciała to nieosiągalny szczyt.
Zaczęli je eksponować.
Parność łaźni oraz intensywność doznań kazały im zrzucić mundury. I pokazać młodemu w pełni swe tory, bicepsy, potężne poślady i uda.
Och, co to byli za mężczyźni. I ich cwelątko. Świeżo rozdziewiczone, wpuszczone w świat drapieżnego seksu gejowskiego. Bez kontroli, bez zakazów. Wyzuty w moralności. Tak smakuje najlepiej.
Biały zaczął dochodzić. Unosił się coraz bardziej, jęczał, zamknął oczy i odchylił głowę, przygotowując ciało na przyjęcie finalnej ekstazy.
Nagle jednak usłyszeli za sobą głośne kroki.
– Co to kurwa ma być? – ktoś warknął za nimi.
Policjanci wstali i obrócili się. Młody spojrzał za siebie.
Stał przed nimi wysoki, tęgi komendant. Nieco starszy, masywnie umięśniony, ze srogą miną i lekko posiwiałą brodą.
– Jebiecie bezkarnie jakiegoś młodziaka z ulicy?
Odpowiedziała mu cisza. Policjanci mieli się już spuścić, tymczasem musieli spuścić tylko wzrok.
– Beze mnie? – dopytał komendant.
Spojrzeli na niego i cała trójka lubieżnie uśmiechnęła się. Cień ich postawnych sylwetek zakrył nagie ciało chłopaka. Półprzytomny próbował zrozumieć, co się dzieje.
– Co nabroił? – spytał przełożony.
– Przekroczył prędkość w centrum Sintroy.
– Zatem trzeba go dobrze ukarać.
Komendant zdarł z siebie mundur i uwolnił tęgiego, nagiego kutasa. Był porażająco wielki. Największy w tym towarzystwie.
Było już jasne, dlaczego został szefem.
Jack klęknął przed nimi i ssał te kutasy na zmianę. Szaleńczo i z oddaniem.
A potem zbiły się one w jedną baterię, która tłumie pchała mu się do gardła – drastycznie je rozciągając, plując w nie upływami świeżego śluzu. Wyciekał on kącikami ust, spływał po klacie młodzieńca aż na wilgotne kafle.
Rżnęły go prosto w twarz te mściwe pały.
Na bok odsuwały swoją przyjemność – priorytetem było srogie ukaranie chłopaka; mocne nadwyrężenie jego fizjonomii. Ten jednak zdawał się z dumą i ekstazą przyjmować wszystkie te męskości w swoje usta.
– To niedopuszczalne – mruknął komendant i dał znak pozostałym do zmiany szyku.
Otoczyli chłopaczka szczelnym, policyjnym kordonem. Mieli to przećwiczone. Zaczęli go bezlitośnie okładać pałami – po twarzy, po plecach i pośladkach. Siadały na jego ciele, formując tłustą serię głośnych, wilgotnych od śluzu plaśnięć.
Chłopak czerwieniał, słabł i upadł, odwracając się do nich przodem. Okładali go nadal – teraz także po klacie i genitaliach. Wtedy młody zaczął się śmiać. Rechotać. Łaskotały go te monstrualne pały, łechtały go i bawiły.
– Tak cię to bawi? – spytał komendant i całą szerokością swojej pały wjechał mu z furią między poślady, po czym zaczął wartko i masywnie jebać.
I choć komendant prężył penisa, ile tylko miał sił – pompując jego objętość, wzmacniając twardość – nie był w stanie zaszkodzić chłopakowi.
Okazał się on jak z gumy.
Przyjmował wszystko, co w niego wsadzili – chętnie i bez oporu – czerpiąc z tego coraz większą przyjemność.
Pozostałe dwie policyjne pały – biała i czarna – toczyły wojnę o usta chłopaka.
Tłukły się nad jego twarzą, ocierały, kłóciły na śluz i pianę. Raz po raz jedna z nich nurkowała Jackowi w głąb ust, po czym druga usuwała ją siłą, by zająć jej miejsce.
Tarły się te umięśnione, policyjne pały tak słodko i agresywnie, że nasyciły się wzajemnie podnieceniem i padły sobie w objęcia – otaczając się nawzajem mlecznymi mackami nasienia niesionymi przez kolejne uderzenia orgazmów.
Szczególnie odznaczały się na tle czarnej pały – którą oplotły ja bluszcz drzewo.
Jack spijał ten sok i dławił się nim, sycił sim swój organizm i karmił swoje piętrzące się w łonie podniecenie. Wyczuł na języku dwie strużki odmiennych smaków męskich, które mieszały się w jego ustach, spływały do gardła i zapładniały bosko wnętrze.
Na ten widok komendant nie był w stanie już zatrzymać swojego wystrzału.
Jego jaja z sykiem obkurczyły się i ścisnęły gwałtownie , wypychając tłustym wałem całe zapasy nasienia.
Ryk przeciął pomieszczenie. Przełożony zatopił się w słodkim, wulgarnym orgazmie i zalał wnętrze chłopaka taką ilością spermy, że aż wewnątrz przeciskała się przez jamy ciała.
Gdy młodzieniec poczuł w sobie bulgot i ciepło tych samczych soków, ich świeże smaki i aromaty – również na niego było już za późno. Porażająca rozkosz postanowiła wyjść z niego na pełnym gazie.
Tryskał sobie na klatę – a jego ejakulacja była tak sowita, że można było podejrzewać, że nie spuszczał się tylko swoją, ale także ich spermą – którą tam w środku chciwie zgromadził i przetworzył na własną rozkosz.
Oddał się temu zcweleniu całym serduszkiem – stając się oazą ekstazy dla tych trzech, niewiarygodnie obdarzonych, płodnych samców gejowskich.
Przyjął ich wszystkich ciepło i szczelnie, pozwolił bez oporów gwałcić swą intymność, wypełnić się nasieniem i przyjemnością, by tę przyjemność oddać teraz światu.
Jego orgazm zaczął się potężnie i porywiście, nabiał bryzgał po kaflach, a ekstaza trwała nad wyraz długo – spinając całe jego ciało i genitalia rozkosznymi pulsacjami jeszcze przez kilka długich minut.
To było piękne rozdziewiczenie.
– Moi starzy będą ze mnie dumni – wyszeptał pod nosem i opadł z sił.
***
– Mam nadzieję, że to cię czegoś nauczyło – odparł komendant, zapinając pasek od munduru. Za nim prysznica zażywali pozostali uczestnicy orgii.
– Nauczyło – odparł z uśmiechem. – Że jutro w centrum znów mogę przycisnąć pedał gazu…