19 min. Burzliwa historia rozkwitającego, zakazanego uczucia. Przed braćmi bardzo trudna decyzja.
19 minut | romantyczne, ciepłe, wzruszające
Paweł wynajmował tam domek razem z kolegami ze studiów – i ze swoim bliskim kolegą Dawidem. Dawid bardzo nalegał, żeby Paweł do nich dołączył – i po długich namowach udało mu się przekonać.
Paweł nie był zbyt towarzyskim typem. Nie znaczy to, że nie lubił ludzi. Owszem, lubił – ale ich towarzystwo i ciągłe rozmowy szybko go wykańczały. Dlatego wolał po prostu spędzać czas ze sobą. Jednak nie żałował swojej decyzji o wyjeździe z kolegami. Bo parę dni potem dołączył do nich brat Dawida – Mariusz.
Gdy wyszedł z samochodu – wprost oczarował Pawła.
Mało mówił, ale to Pawłowi akurat bardzo odpowiadało.
Zapamiętał też bardzo dobrze, gdy z samochodu, prócz Mariusza, wysiadła także ładna dziewczyna. Od razu pomyślał, że to musi być jego laska. Przecież tak przystojny facet na pewno przebierał w ofertach matrymonialnych.
Niestety tamte wakacje nie dały Pawłowi szansy poznać Mariusza zbyt blisko. Przywiózł wtedy Dawidowi parę rzeczy, których zapomniał z domu, i pojechali do swojego domku parę kilometrów dalej. Owszem, widywali się przez parę dni, przeszli nawet na „cześć”, ale to wszystko. Mariusz pozostał we wspomnieniach Pawła jak ktoś szalenie atrakcyjny, ciekawy, ale całkowicie niedostępny. Mógł tylko wzdychać na myśl o tym, że mógłby kiedyś poznać takiego faceta bliżej.
Rok potem Dawid znów nakłaniał Pawła na wyjazd – tym razem w góry. Paweł był jednak zniechęcony. Wolał zatopić się w książkach i serialach.
– Ej, stary, nie mów, że całe lato chcesz spędzić w domu – Dawid nie dawał za wygraną. – Będziemy na Wierchówce 15 lipca. Wpadaj. Będzie z nami poprzednia ekipa.
– Nie czuję się zbyt dobrze… wiesz. Chcę odpocząć po całym roku studiowania.
– Cały rok siedziałeś w książkach. I teraz będziesz odpoczywał… w książkach? Nawet nie chcę tego słuchać!
– Nie rozumiesz mnie. Ja tak mam. Potrzebuję czegoś, żeby zająć mój umys…
– Zagłuszamy, zagłuszamy – przerywał Dawid. – 15 lipca dupa w troki. Przyjedzie po ciebie mój brat.
Paweł zamarł.
– Ale jak to?
– Będzie wracał od naszej ciotki. Weźmie cię podrzuci i zaprowadzi do schroniska. Zna drogę, bo jako dzieciaki spędzaliśmy tam często wakacje.
I to był argument, który zmienił wszystko.
– Jaka ma być pogoda 15 lipca? – spytał z uśmiechem.
***
Tamtego dnia pod domem Pawła zjawiło się czarne Audi A3 Spotback. I choć ciężko mu było w to uwierzyć, ale tak – w środku siedział Mariusz. Sam. W ciemnych okularach – co tylko dodawało mu jeszcze większej tajemniczości i niedostępności.
Paweł wsiadł i przywitał się. Rzucił swój plecak do tyłu. I ruszyli.
Mariusz podkręcił radio i… nic nie mówił. Tak przesiedzieli w ciszy prawie dwie godziny. Początkowo Pawłowi było nieco dziwnie, ale potem rozgościł się w tym milczeniu i zatopił w swoich fantazjach.
Kątem oka obserwował, jak Mariusz prowadzi. Był pewny siebie, zdecydowany i spokojny za kierownicą. Nie szalał, był rozważny – choć przecież takim autem aż prosi się, by depnąć.
– Z kim będziesz w pokoju? – spytał nagle Mariusz.
– Z Dawidem – odparł Paweł, lekko oszołomiony nagłym wyrwaniem go ze świata jego imaginacji. – A co?
– Aha… okej. Nie, nic… Myślałem, że może będziesz sam.
Pawłowi podskoczyło tętno, ale kompletnie nie wiedział, jak tę rozmowę pociągnąć dalej. W wyobraźni, zamiast rozmów, ćwiczył ciągnięcie innych… tematów.
– Teraz przyszło mi do głowy – dodał Mariusz – że ktoś mógłby mnie tam przygarnąć na parę dni. Fajna pogoda w sumie, szkoda wracać.
– Yyy… – zaciął się Paweł. – Może da się coś zrobić… Ktoś może znajdzie miejsce dla ciebie w pokoju?
– Zobaczymy na miejscu. Zaraz będziemy na parkingu.
Zatrzymali się na półdzikim parkingu zatopionym w cieniu wysokich sosen. Nie było innych aut.
– Tutaj zawsze parkowaliśmy z rodziną – wyjaśnił Mariusz. – Jest mało aut. Ale jest jedna wada.
– To znaczy?
– Ponad dwie godziny marszu do schroniska – dodał i wyciągnął z auta plecak Pawła. – Mam nadzieję, że masz wygodne buty – uśmiechnął się, zamknął auto i ruszyli w las.
Przemierzali szlak, który wił się wśród gęstych zarośli i kęp sosen. I choć był upał, las nieco łagodził temperaturę i pozwalał wytchnąć.
Po pewnym czasie Paweł był już mocno wykończony. Z kolei Mariusz zdawał się nie tracić sił. Musiał dużo ćwiczyć. Miał wysportowane ciało. Zatem i jego kondycja była nienaganna.
– Spoko – rzucił. – Odpocznijmy – wskazał jedną powaloną sosnę, na której można było usiąść.
Mariusz wyciągnął proteinowego batonika i zaproponował gryza Pawłowi, ale ten podziękował. Wyciągnął swoją kanapkę i termos z herbatą.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu i jedli.
Wtem Mariusz wstał i zrobił parę kroków, patrząc uważnie w górę – próbując przez korony drzew ujrzeć niebo.
– Niedobrze – powiedział. – Chyba będzie lało.
Paweł spojrzał w górę, jednak słońce nadal świeciło, a szare chmury wydawały się jedynie tlić gdzieś na skraju widoku.
– Nie wygląda to źle… – odparł.
– Jesteśmy dość wysoko w górach. Jeśli chmura idzie od wschodu, rozbije się o Wierchówkę i zacznie lać nagle.
Znał się. Bywał w tych górach często. Wiedział, że pogoda tam zmienia się w okamgnieniu.
I rzeczywiście. Nim zdążyli zjeść, zaczęło kropić. A po chwili lunął gęsty deszcz, a las zatopił się w półmroku. Biegli.
– Chodź tędy – Mariusz wskazał boczny szlak. – Tam się skryjemy.
W oddali zaczęła rysować się drewniana chata. Dobiegli do niej zdyszani. Mariusz parę razy zapukał, ale zdawało się, że nikogo tam nie ma.
– Tu mieszkał kiedyś zaprzyjaźniony drwal – wyjaśnił. – Ale zdaje się, że go nie ma…
Wtedy zorientował się, że Pawła nie ma.
– Wskakuj! – usłyszał jego głos.
Paweł był już w środku. Wskoczył przez uchylone okno. Mariusz przeklął pod nosem, rozejrzał się, po czym wskoczył do domku.
Byli cali mokrzy. Woda ściekała z nich i momentalnie zrobiła się kałuża.
– Jest kominek – zauważył Mariusz. – Ściągamy to z siebie – zrzucił plecak i zaczął rozpinać koszulę. – No co się gapisz? Rozpalimy kominek i wysuszymy szmaty.
Obok na fotelu leżały jakieś koce. Mariusz chwycił jeden i owinął się nim, a drugi rzucił Pawłowi.
– Szybko, szybko – poganiał Pawła i poszedł szukać drewna na podpałkę.
Serce chłopakowi łomotało jak oszalałe. Rozbierał się w pośpiechu, ale nieco wstydził się swojego ciała. Nie było tak seksowne i wysportowane jak Mariusza. Cieszył się trochę, że nie musiał znaleźć się przy nim nago, tylko mógł skryć się pod kocem. Usiadł na podłodze przy kominku.
Wtedy Mariusz wrócił. Miał w ręku parę skrawków drewna, jakieś papiery i zapalniczkę. Kucnął przy kominku, sprawnie rozniecił ogień i usiadł obok Pawła.
To było dziwne. Paweł potrzebował chwili, by oswoić się z tą sytuacją. Jeszcze jakieś trzy godziny wstecz nie znał go. Marzył o nim. Fantazjował. A teraz nagle siedzieli obok siebie kompletnie nago – okryci jedynie kocami. Sami. W środku gór. A na zewnątrz lał gęsty deszcz.
– Ale jazda – powiedział Mariusz z lekkim podekscytowaniem w głosie i pocierał dłonie o siebie, wystawiając je w kierunku ognia i próbując je ogrzać. – Zobacz, co tu stoi…
Obok kominka stało kilka butelek wina. Umknęło im to w pośpiechu.
Popatrzyli na siebie i wiedzieli już, że sprawa jest oczywista.
Mariusz miał w plecaku scyzoryk wyposażony w korkociąg.
– Jak zwykle okazuje się, że korkociąg najbardziej potrzebny w górach – zaśmiał się i otworzył butelkę.
Podał ją Pawłowi. Ten zrobił kilka łyków dla odwagi, podziękował i oddał. Mariusz też trochę wypił. Zrobiło im się ciepło.
– Trzeba by dać znak Dawidowi i reszcie, że się spóźnimy – powiedział Paweł, rozglądając się za komórką.
– Zapomnij, tu nie ma zasięgu. Już patrzyłem.
Paweł tylko pokiwał głową i wziął kolejny łyk. Sam nie wiedział już, od czego kręci mu się w głowie – czy od wina, czy od tego, że butelka smakowała ustami Mariusza.
– Wiesz, że Dawid jest gejem? – wypalił nagle Mariusz.
Paweł prawie się zachłysnął winem.
– Że co?
– Nie przyznał ci się?
– Nie!
– Kurde, studiujecie drugi rok i… Cholera. Mogłem…
– Okej, spoko. Nie zrobię o to afery…
– Poczekaj aż sam ci się przyzna, okej? Udawaj, że nie wiedziałeś – Mariusz wziął łyk wina.
– Nie widać po nim – powiedział Paweł po chwili namysłu. – Kiedy ci powiedział?
– Parę lat temu na biwaku. Też popiliśmy. Nie mógł tego z siebie wydusić. To było trochę zabawne.
– Czemu?
– Bo wiedziałem o nim od zawsze.
– Serio? – zdziwił się Paweł. – Jak? Skąd?
– To mój młodszy brat. Znam go od urodzenia. Wiedziałem to. Czułem. A poza tym… który hetero wybiera ASP? – śmiechnął.
– Ha, ha, bardzo śmieszne – odparł Paweł. – Nie miałeś problemu z jego orientacją?
– Ja? – zdziwił się Mariusz. – To mój braciszek. Kocham go takiego, jaki jest.
Paweł odetchnął w ulgą. Jest tolerancyjny – pomyślał.
– A rodzina?
– Matka nie żyje od wielu lat. Rak. A ojciec… szkoda gadać. Stary pijak. Zabrałem Dawida z domu jak tylko byłem pełnoletni. Sąd przyznał mi opiekę – opowiadał, popijając wino. – Długa i smutna historia. Szkoda gadać.
– Więc… jesteś dla niego jak ojciec – odparł Paweł. – Tylko pozazdrościć takiego brata.
Mariusz uśmiechnął się pod nosem do siebie.
– Robiłem, co musiałem… i co mogłem, by go chronić. To trochę głupie, ale… zawsze jeżdżę na wakacje tam, gdzie on. Staram się być blisko. Boję się, że coś mu się stanie. Że wpadnie w złe towarzystwo, ale… – zwiesił głos i spojrzał na Pawła: – ale wiem, że z ciebie dobry kumpel i krzywdy byś mu nie zrobił, co nie?
– Jasne, że nie! – Paweł trochę jakby oburzył się na to, że padł choć cień podejrzenia.
Siedzieli przez dłuższy moment w ciszy. Paweł próbował przetrwać to, czego się dowiedział. I ułożyć jakąś strategię dalszej rozmowy. Wiedział na pewno, że chce dowiedzieć się więcej o Mariuszu.
– Na pewno chcesz już wrócić do swojej dziewczyny. Jak ma na imię? – spytał Paweł.
– To nie jest moja dziewczyna. To po prostu kumpela – odparł Mariusz i wbił wzrok w skwierczący ogień.
– Serio? – zamyślił się Paweł. – Taki facet i bez laski?
Mariusz spojrzał na niego i zmrużył oczy:
– Taki facet, taki facet… jaki to niby?
Paweł przez chwilę nie mógł dobrać żadnego słowa, które nie powiedziałoby zbyt wiele, ale jednak przekazało to, co chodziło mu po głowie.
– Taki… opiekuńczy, troskliwy, miły… jakby z okładki, bym powiedział…
Mariusz niemal parsknął śmiechem, a potem zaczerwienił się i spuścił wzrok:
– Chyba czasopisma rolniczego.
Paweł aż drgnął cały z wewnętrznej niezgody.
– No błagam cię, lustra nie masz w domu?
Mariusz subtelnie się uśmiechnął i spojrzał na Pawła:
– Coś się może we mnie… podobać?
– Proszę cię. Spójrz na swoje ciało. Ile lat nad nim pracujesz? Dziesięć?
– Dwanaście.
Mariusz czerwienił się, słuchając tego peanu. Paweł kontynuował:
– Masz zabójcze spojrzenie i ten zarost. No i usta…
– Dobra, okej, zrozumiałem – Mariusz nie wytrzymał zawstydzenia. – Daj spokój już.
Siedzieli przez chwilę w kłopotliwej ciszy przerywanej tylko trzaskiem palącego się drewna.
– Sory… – zaczął Mariusz. – Wychowanie przez ojca alkoholika naprawdę zaniża samoocenę. Ciężko jest uwierzyć w czyjeś dobre słowa… – westchnął. – Ale fajnie, że się mogę podobać – dodał. – Nikt mi czegoś takiego wcześniej nie mówił. Dzięki.
– Kompletnie tego nie rozumiem – odparł Paweł.
– Czego? – Mariusz wbił w niego swój przeszywający wzrok, próbując rozkodować jego intencje.
– Że nikt ci czegoś tak oczywistego nie mówił.
– Ach… – zawiesił się Mariusz, próbując oswoić się z tym, że to chyba był kolejny komplement.
Wzięli jeszcze parę łyków wina, gdy Mariusz zauważył, że Paweł drży.
– Wciąż ci zimno?
– Trochę tak… chyba od tej podłogi.
– Sory, jeśli… – Mariusz zakłopotał się. – Ale mówiłeś… że podoba ci się moje ciało.
– Spoko, spoko – Paweł wymamrotał coś bez sensu, po czym wlepił wzrok w ogień, starając się myśleć o czymkolwiek innym, żeby nie dostać pełnej erekcji.
– W klubie z chłopakami często siedzimy nago w saunie – tłumaczył Mariusz. – Jestem jakby przyzwyczajony do tego, żeby przy facecie…
– Kumam, jasne – uciął Paweł wyraźnie speszony. Pocierał dłońmi swoje ciało, żeby je trochę rozgrzać.
– Czemu się tak ruszasz pod tymi kocami? – spytał Mariusz.
– Ja? No… Próbuję się rozgrzać, co nie?
– Acha… Już myślałem…
– Że co?
– Że aż tak ci się podobam – uśmiechnął się Mariusz.
Czuł to. Czuł Pawła. Czuł jego zafascynowanie. I albo z tego drwił. Albo… kusił.
– Jesteś zboczuchem, wiesz? – odparł Paweł. Ale nie dodał, że pod tymi dwoma kocami naprawdę bawił się już swoim sterczącym fiutem. Erekcji nie dało się po prostu powstrzymać.
– Ale za to… mam zabójcze spojrzenie – odparł z nieskrywaną satysfakcją. – A do tego przenikliwe.
– To znaczy?
– To znaczy, że widzę przez koce. Że znalazłeś nowy sposób, by się rozgrzać.
– Ale ja nic…
– Nikomu nie powiem – przerwał mu Mariusz. – Przecież to normalne. Każdy facet czasem musi strzelić z giwery żeby nie oszaleć.
Paweł zarumienił się.
– Ty też?
– A co? Myślisz, że jestem inny?
Po czym chwycił się za pęczniejącego fiuta i zaczął się nim swawolnie bawić. Obniżył kolano tak, by Paweł mógł go zobaczyć. Nasycić nim swój wzrok.
– Będziesz ze mną szczery? – spytał Mariusz.
Paweł kiwnął głową i walił pod kocami nadal. Serce mu biło jak oszalałe.
– Podobam ci się?
Paweł nie wiedział, co powiedzieć. Po prostu zrzucił z siebie koce. Uznał, że to będzie najbardziej wymowną odpowiedzią.
Zauważył błysk w oku Mariusza. Wtedy władzę przejęły nad nimi głęboko ukryte, gejowskie instynkty.
Paweł musiał walić powoli i ostrożnie, bo mając przed oczami tak wyrzeźbionego, ślicznego modela, mógłby trysnąć dosłownie po jednym mocniejszym uścisku kutasa. Tym bardziej, że stykali się stopami, co jarało go niemal do nieprzytomności.
– O chłopaku… – wysapał Mariusz, uśmiechając się i masując swoją gigantyczną pałę. – Ależ ty jesteś uroczy i długi… Rozchyl jeszcze trochę nogi…
Paweł tak uczynił. Odkrył swój słodki, różowy otwór.
– O tak… – wysapał Mariusz, oblizał się i przyspieszył walenie. – Cudowna pupa.
– Nie wierzę, że to się dzieje – odparł Paweł. – Że taki kurwa samiec… Tak mnie zjada oczami. Że mi pozwolił…
– Pozwolił co?
– Pozwolił na siebie patrzeć. Podziwiać się. Rżnąłbyś moją dupę?
– Co za pytanie. Od zawsze o takiej marzyłem. Wszedłbym w nią po jaja i posuwał do rana. Nie patrzyłbym na swoje orgazmy. Chciałbym tylko widzieć, jak tryskasz sobie z kutasa na gołą klatę gdy Cię kocham całą długością.
– Na takiej pale bym się przejechał. Tylko jest tak gruba, że nie wiem, czy dałbym radę – zmartwił się Paweł.
– Bardzo bym chciał, żeby się cała w tobie zmieściła. Wymasowałbym cię nią od środka. I dobrze naoliwił.
– Dobrze się spuszczasz? – spytał Paweł.
– Czasem dwa opakowania chusteczek to za mało, żeby wszystko powycierać – zaśmiał się.
– Pokaż jak się spuszczasz.
– Gdzie? Na klatę?
– Na mnie. Zalej mnie całego – rozkazał Paweł. – Chcę poczuć jej smak.
I wtedy Mariusz przyspieszył walenie, a jego kutas momentalnie się rozwiązał ogromnym wytryskiem – grubym, mlecznym i długim tak, że osiadł na całym ciele Pawła milionami drobnych kropel rozkosznego deszczu.
Chłopak wystawił język, by poczuć w ustach aromat tego boskiego samca. Mariusz nadal sapał, stękał i walił sobie intensywnie, a kolejne uderzenie jego spermy było już bardziej skoncentrowane.
– Odwzajemnię się – dodał i zaczął strzelać na niego szybkimi, mięsistymi spustami.
I tak walili naprzeciw siebie bezwstydnie obnażeni, pokrywając się wzajemnie swoimi najintymniejszymi wydzielinami – sprężonymi niewyobrażalnym ciśnieniem wzajemnego pożądania. Sapali i pulsowali wspólnie, a serpentyny nasienia mijały się w locie, a czasem zderzały się ze sobą, splątując się ze sobą w locie lub rozbryzgując obficie we wszystkich kierunkach.
Poczuli już pod pośladkami i stopami, że brodzą w bajorze swojego słodkiego kisielu. I wciąż dokładali go więcej – tak bez żadnego problemu produkując w jajach całego jego słodkie galony.
Po chwili wyspermili się do szczętu i opadli na podłogę.
– To był kosmos – odparł Paweł, gdy już nieco oprzytomniał.
– Smakujesz jak kawałek nieba – powiedział Mariusz, oblizując wargi. Jego twarz ściekała pasmami białego budyniu.
– Co ty…? – zatkało go.
Pawłowi zrobiło się głupio.
– Chciałem się przytulić. To chyba jasne, jak się do kogoś coś czuje i…
– Co?
– Tak Mariusz, nie robię tego z byle kim. Totalnie mi się podobasz.
– To… to się nie wydarzyło… – Mariusz z przerażeniem wstał i wybiegł z chaty.
Paweł ruszył za nim.
Biegli nago przez gęsty las w środku ulewy. Zimne krople deszczu zmywały z ich ciał dowody grzechu.
– Stój! Odbiło ci – krzyczał Paweł.
Ale Mariusz nie słuchał. Gnał jak oszalały.
Dobiegli do strumienia. Mariusz wskoczył do niego, a Paweł za nim. Załapał go i objął. Szarpali się, po czym upadli do lodowatej wody.
Uspokoili się.
– To zaszło za daleko – sapał Mariusz.
– Co zaszło?
– Ja… ja nie mogę…
– Czego? – Paweł próbował wydobyć z niego jakiekolwiek informacje. – Zauroczyłem się tobą. Ale jeśli nie możesz… nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego… zrozumiem.
– Nie mogę zdradzić swojego brata…
– Co? – Paweł puścił go i odsunął do niego. Przez głowę przebiegła mu burza niepokojących myśli.
Lodowata, wartka woda przedarła się wzburzonymi strumieniami między nich, burzyła i pieniła. Szum wody mocno ich zagłuszał.
– Ty nic nie rozumiesz – mówił Mariusz. – Mój brat… on się w tobie zakochał po uszy.
– Dawid?
– Tak. Na pierwszym roku. Marzy o tobie od tak dawna.
Paweł otworzył szeroko oczy. W wyobraźni przeglądał całą swoją linię czasu ze wspólnymi wspomnieniami z Dawidem. Jego spojrzenia, gesty, słowa. Dopiero teraz ułożyły mu się w jedną całość.
– Ty nie żartujesz.
– Nie. Powiedział mi rok temu nad morzem. Dlatego się odsunąłem. Nie chciałem wchodzić między was.
Siedzieli chwilę w bezruchu i milczeniu, próbując pozbierać myśli. Potem wstali i wyszli na brzeg. Telepali się z zimna, więc nie było jak kontynuować rozmowy. Pobiegli do chaty, by się ogrzać. Zasiedli czym prędzej przy ogniu, trąc dłonie.
– Czemu nic mi nie powiedział? – spytał Paweł.
– Bał się. Bał się, że go odrzucisz. Że wasza przyjaźń nie przetrwa, jeśli go odrzucisz.
Paweł zamyślony wbił wzrok w ogień.
– Chce to zrobić teraz, tu, w górach. Pewnie dlatego wziął z tobą pokój w schronisku – powiedział Mariusz, siedząc przodem do ognia i wystawiając w jego kierunku zmarznięte dłonie. – Muszę się usunąć, nie mogę wchodzić między was. Nie chcę motać.
– Już się namotało.
– To prawda… Nie powiesz mu?
– Nie, nie powiem – odparł spokojnie Paweł, wciąż będąc zanurzony w potoku swoich myśli. – Ale…
– Co?
– Ale ja nic do niego nie czuję… Przykro mi…
Mariusz patrzył na niego przez dłuższą chwilę.
– Nic?
– Nic… to po prostu mój kumpel. Lubię go bardzo. Ale nic z tego nie będzie.
Mariusz zbierał myśli w głowie przez chwilę, po czym nachylił się w stronę Pawła i pocałował go szybko w usta.
Paweł objął go i powalił na podłogę, po czym mocno się do niego przytulił. Śmiali się jak dzieci, po czym zaczęli długo całować.
– Tak… z tego coś będzie – odparł i chwycili się za nabrzmiewające fiuty.
Zaczęli sobie walić, a potem – kierowani czystą żądzą sprawiania sobie rozkoszy – Paweł ścisnął ogromnego drąga Mariusza, aż wyszły na nim żyły, a na jego szczycie błysnęła łezka drżącego, czystego śluzu.
– Piękna… – wyszeptał. – Piękne męskie ciało… – po czym wylizał ją i wziął kutasa do ust.
Nie wiedział, jak się robi loda. Ale improwizował. Przypominał sobie sceny z pornoli i starał się je odtworzyć. Spojrzał na twarz Mariusza. Miał zamknięte oczy i szybko oddychał. Wywnioskował, że było mu dobrze.
Wtedy Mariusz wyrwał się i sięgnął po pałę Pawła. Szybko zniknęła w jego ustach. Ssali sobie nawzajem i cieszyli się tym. Obaj robili to pierwszy raz, więc mieli początkowo małe problemy z tym, żeby się skupić. Ich uwaga oscylowała między własną rozkoszą i przyjemnością drugiej strony. Ale w końcu udało im się znaleźć wspaniały balans i popuścić nieco spermy w swoje usta.
– Więc tak smakuje facet… – zachwycił się Paweł.
Po czym kazał mu się położyć na plecach i usiadł na nim – nadziewając się powoli na jego długi, umięśniony pal, który jeszcze przed chwilą miał w ustach. A gdy dobił do dna, zaczął ujeżdżać Marusza jak kowboj tęgiego ogiera. Mariusz był zachwycony. Złapał skaczącego kutasa Pawła i zaczął go mocno walić. Chłopak oszalał z podniecenia.
Zalał spermą twarz Mariusza i jego klatę oraz sześciopak. To tak podnieciło mężczyznę, że z ulgą spuścił się w cudownej, ciasnej pupie młodziaka. Doszli wspólnie, obdarzając się sokami swoich tęgich, młodych jaj. A gdy ich orgazmy wciąż jeszcze w nich pulsowały – wpadli sobie znów w objęcia i zaczęli się całować.
Ulewa minęła, a grube warstwy ciemnych chmur rozstąpiły się, ustępując miejsca promieniom słońca. Mariusz i Paweł stali w oknie – nadzy, objęci, rozgrzani i w błogim nastroju.
– Będziemy coś musieli powiedzieć Dawidowi… – zmartwił się Mariusz.
– Na razie o tym nie myśl – Paweł pocałował go w policzek. – Na razie… cieszmy się sobą – dodał i przytulili się.
Kto jeszcze podkochuje się w Mariuszu? 🙂 Dajcie znak :*
Oj super by było gdyby każdy gej mógł znaleźć swojego faceta, w którym się zakocha i z wzajemnością .
Ech, ten Mariusz to chlop marzenie!
ja lubie Mario