13 min. Koszary i stado napalonych żołnierzy bez mundurów. To lato będzie bardzo wilgotne.
ok. 11 minut czytania | wojsko, oral, anal, grupowo
Był koniec września. Słońce zachodziło. Zalewało świat aksamitnym pomarańczem przeplatanym różowymi chmurami.
Rafał pędził swoim szafirowym Fordem Mondeo obwodnicą jakiegoś małego miasteczka na południu Polski. Właśnie wracał do domu z dalekiej trasy służbowej.
Wiedział, że wrzesień to wyjątkowy miesiąc – w którym poziom testosteronu sięga u samców zenitu. Że wystarczy nawet subtelny bodziec, by zapłodnić bujną, gejowską fantazję soczystymi, barwnymi obrazami głębokiego, samczego seksu.
Sperma wypełniała ciało w ten zboczony miesiąc – zatruwała krew i myśli. Zapładniała każdą komórkę ciała każdego geja.
I gdy tak Rafał rozmyślał o cudowności wrześniowych fantazji gejowskich, nagle w odległości ok. 200 metrów Rafał zauważył dwóch wysokich, przypakowanych żołnierzy. Próbowali łapać stopa. Ale kolejne auta mijały ich w obojętności.
Jego kutas, niczym busola, jednoznacznie wskazał mu dalszą drogą. Takiej okazji Rafał przegapić nie mógł.
Zjechał na pobocze i otworzył szybę auta. Żołnierze byli niezwykle postawni. Przez topografię ich mundurów przemawiały ich grube ramiona, wąskie talie i szerokie klaty. Podbiegli, nie kryjąc uśmiechów:
– Jedzie Pan może do Kłodzka?
– Nie – odparł ze smutkiem Rafał. – Ale jadę przez Kłodzko. Wskakujcie – odwzajemnił uśmiech.
Mieli męskie i sympatyczne oblicza. Swoje ogromne plecaki władowali do bagażnika i wsiedli do auta. Z tyłu usiadł rudy, blondyn zajął miejsce obok Rafała.
– Dobrze, że mam duży bagażnik – dodał. – Można sporo do niego zapakować…
– Sebastian – przedstawił się blondyn. – Ale mów mi Seba. A to…
– Jacek – przerwał rudy. – Jeszcze umiem się przedstawić – spojrzał karcąco w stronę blondyna.
Mimo pewnego napięcia, obaj mieli w sobie spory zapas grzeczności. Nie było to podobne do stereotypu żołnierza.
– Skąd wracacie chłopaki? – spytał Rafał.
– Byliśmy na rybach – mówił Seba. – Parę dni tu nad jeziorem.
– Przy okazji przećwiczyliśmy surwiwalowe umiejętności – dodał Jacek.
– Zbudowaliśmy szałas, toaletę i prysznic w środku lasu – powiedział z dumą Seba.
– To znaczy ja zbudowałem, a ty w tym czasie próbowałeś coś złowić – odparł Jacek.
– Udało się coś złowić? – spytał Rafał.
Chłopaki nieco się zmieszali. Połów był bowiem całkowicie nieskuteczny.
– Gdybym to ja łowił… – zaczął Jacek.
– Oj już daj spokój – oddał mu Seba.
– Nie przejmujcie się, następnym razem się uda – pocieszył kierowca. – Ale ciekawi mnie jak zrobiliście prysznic…
– To proste – zaczął Jacek. – Mamy taki specjalny czarny worek na 50 litrów. Wiesza się go na gałęzi i grzeje się od słońca cały dzień.
– 50 litrów? To chyba mało wody. Na tak wielkie ciała…
– Jeśli się nie oszczędza… – powiedział Seba.
– To chyba zadziała tylko, jak się bierze prysznic razem – zaśmiał się Rafał.
Żołnierze spojrzeli po sobie nieco zmieszani, po czym subtelnie się uśmiechnęli.
Wtedy Rafał zauważył przed sobą rząd samochodów w korku i machającego rękami policjanta. W jakiejś wsi przed nimi zdarzył się wypadek. Dziesiątki drewnianych belek, które wypadły z TIRa, zagradzało jedyną drogę.
Rafał przeklął.
Jedyną radą było wybranie objazdu przez gęste lasy na południe od ich pierwotnej trasy – objazdu, który ciągnął się przez góry – aż za granicę Czeską. Tymczasem słońce zapadło się między zalesionymi szczytami. Cień zakrył doliny.
– Nie znoszę prowadzić po zmroku – dodał Rafał. – Tym bardziej, że nie znam za bardzo Czeskich gór.
– Spokojnie, poprowadzimy cię – odparł Seba.
– Jeśli wyjdzie jak z rybami… – odparł Jacek.
Rafał uśmiechnął się, ale nadal był skupiony na drodze. A wiła się ona między ciemniejącymi lasami i pokrywała mrokiem niezwykle szybko.
– Brak zasięgu – oznajmił GPS.
– No to teraz jesteśmy zdani tylko na siebie – powiedział Rafał.
Wtem silnik zaczął dziwne warkotać. Jacek przeklął kilka razy pod nosem i uderzał w kierownicę. Nic to jednak nie dało – spod maski zaczął dobywać się dym. Coś syknęło.
– Nie, niemożliwe! – krzyknął.
Wysiedli z auta. Okazało się, że siadła chłodnica.
Byli uwięzieni. Wokół nie było widać nawet śladu cywilizacji. Otaczała ich gęsta, ciemniejąca pustka lasów i gór.
– Co teraz? – spytał z przerażeniem Rafał.
Chłopaki popatrzyli na siebie z uśmiechem:
– Jak to co? Budujemy obóz!
***
– Jak długo jesteście razem? – wypalił nagle Rafał.
Ognisko zaczęło trzaskać od wilgoci zaklętej w drewnie.
– Co proszę? – zapytał Jacek. – W sensie w tej samej jednostce?
– Nie udawajcie, proszę was. To widać.
– Co widać? – zaniepokoił się Seba.
– Że jesteście gejami.
– Ale… jak? Że co takiego? – dukali, nie mogąc poradzić sobie z zażenowaniem.
– Spokojnie. Ja też jestem – dodał Jacek, wyciągając ręce w stronę ogniska. – Jestem z waszego oddziału, że tak powiem. Tęczowego – zaśmiał się.
Mundurowi spojrzeli po sobie, godząc się na grę w otwarte karty.
– Skąd wiedziałeś? – spytał Jacek.
– Po tym, jak powiedzieliście o prysznicu. Widziałem po was, że braliście go razem i nie chodziło o oszczędność – uśmiechnął się Rafał. – Zboczuszki.
– Tak czy inaczej nie jesteśmy razem – odparł Jacek.
– Nie?
– Trochę byliśmy – dodał Seba.
– Przez parę dni… próbując…
– Dobra, ale próbowaliśmy…
– Co próbowaliście?
Zapadła niezręczna cisza.
– Bo… My poznaliśmy się w jednostce w Kłodzku – zaczął Seba. – To było jak grom z jasnego nieba.
– Zakochaliście się w sobie? – Rafał starał się doprecyzować. – Mówcie wprost. Sam nieraz byłem zakochany w facetach.
Żołnierze spojrzeli na siebie, uśmiechnęli się i zaczerwienili. Wszytko było jasne.
– I postanowiliśmy wyjechać razem na parę dni – dodał Seba.
– Czekaliśmy na to 4 miesiące. Dopiero po wakacjach dali nam przepustki.
– I pojechaliście łowić ryby? To miał być taki wasz miodowy miesiąc? – spytał Rafał. – Czy raczej taki rybny? – zaśmiał się.
– Można tak powiedzieć. Nie możemy jechać do domu ani mojego, ani Seby. Nasze rodziny o nas nie wiedzą – powiedział Jacek.
– Więc stworzyliśmy sobie prawdziwie męską zasłonę dymną: wypad na ryby. Tylko chyba tam dwóch dorosłych facetów może ze sobą spędzać całe dnie i noce, nie budząc niczyich podejrzeń.
– Że też sam na to nie wpadłem – dorzucił Jacek. – Ale nie powiedzieliście mi najważniejszego: czego tak zażarcie próbowaliście?
– Wybraliśmy bardzo ustronny zakątek, małą polankę w środku gęstego lasu – mówił Seba. – Zbudowaliśmy szybko szałas, a wieczorem nago położyliśmy się obok siebie. To miał być nasz pierwszy raz…
– I co się stało? – dopytywał Rafał.
– Powiedziałem Sebusiowi, żeby mnie zerżnął.
– A ja… Cóż. Miałem powiedzieć to samo.
– To znaczy, że chodzi o to…
– Wyszło na to, że obaj chcemy, by nas zerżnął ten drugi.
– Tak na 100%? – dopytywał Rafał.
– Tak. A ja nie wyobrażam sobie rżnąć Sebusia – dodał Jacek.
– Dla mnie sensem związku jest oddanie się facetowi. Nie wiedziałbym, jak zerżnąć Jacka. Chcę po prostu poczuć miłość w sobie.
Rafał nie mógł ukryć zdumienia.
– Czyli zakochaliście się w sobie, ale po prostu pech chciał, że obaj jesteście totalnymi pasywami.
– Na to wygląda. Po prostu nie umiemy rżnąć.
– Hm… to ciekawe.
– Ciekawe? Dla nas to… smutne – odparł Seba.
– Ciekawe, bo ja z kolei zawsze byłem aktywem – odparł Rafał. – Wyruchać faceta to ogromny zaszczyt.
Wzrok żołnierzy spotkał się w milczeniu. Rafał kontynuował:
– Pamiętam pewną imprezę w Warszawie parę lat temu. To były czyjeś urodziny, ja byłem przejazdem. Poszedłem z jednym kolesiem do łazienki i go ostro wyruchałem. Wieść o moim długim kutasie rozeszła się po imprezie piorunem. Wtedy poproszono mnie, bym zerżnął solenizanta. Taki prezent. Zrobiłem to z przyjemnością. Na stole, przy wszystkich, żeby widzieli. Natychmiast pojawili się kolejni chętni do jebania. Więc przeleciałem po kolei wszystkich. Nie wiem, ilu ich było. Piętnastu? W jebaniu jestem niezmordowany.
Chłopaki oniemieli.
– Seba, może się przejdziemy kawałek? – mrugnął Jacek.
Seba uśmiechnął się i spojrzał na Rafała.
– Chcesz spróbować ten ostatni raz?
– Jeśli nie teraz, to kiedy?
– Kto kogo?
Jacek wyciągnął monetę.
– Jeśli wypadnie reszka, to ja ciebie.
Seba zgodził się.
– Idźcie, idźcie – odparł Rafał. – Potrzebujecie czasu dla siebie.
Chłopaki zniknęli w gąszczu.
Rafał przez moment siedział przy ognisku sam i grzał ręce – wyobrażając sobie, że co mogą robić tam w ciemnym lesie i na kogo w końcu padło.
– Tak wyglądamy bez mundurów – zaczął Seba. – Mam nadzieję, że ci się podobają nasze ciała i pupy – obrócił się, by pokazać pośladki.
Były apetyczne jak te bułeczki w supermarketach – jednobarwne, krągłe, namawiające usilnie do grzechów. Wyglądali bosko. Doskonałe proporcje, powabne mięśnie. Kutasy stały prężnie i zdrowo.
– Chcemy cię poprosić, żebyś nas też tak zerżnął – dodał Jacek. – To jedyny sposób, byśmy mogli zaznać razem spełnienia, o którym marzymy.
Rafał nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. W tę przedziwną, acz kuszącą propozycję. Przez głowę przebiegło mu tysiąc myśli, ale wiedział, że jego kutas nigdy nie wybaczyłby mu, gdyby się na to nie zgodził.
– Nie mogę – odparł Rafał. – Między wami jest coś więcej. Co, jeśli to zepsuję?
– Jeśli nie doznamy razem rozkoszy – zaczął Seba – to może zepsuć się i tak. Nie mamy nic do stracenia. Prosimy cię…
Na to Rafał nie mógł się już opanować. Wstał i rozpiął koszulę.
Seba tymczasem położył się na plecach na kocu, a Jacek położył się na nim – przodem do niego. Całowali się, pieścili i wypinali swoje kształtne, jędrne pupy. Na ten widok potężna pała Rafała stanęła jak maszt. Wystrzeliła z rozporka, nabrała kształtów i twardości jak na rozkaz.
I rozpoczęły się cudne, leśne, gejowskie manewry.
Chłopcy wzięli tego drąga między usta, by dobrze nasycić go swoją śliną i pożądaniem. A potem chłopcy wykazali się niespotykaną analną gościnnością.
Rafał wszedł w Jacka jak czołg. Twarda lufa jego nie zaznała tam najmniejszego oporu. Momentalnie zaczęli wić się i wyć z rozkoszy. Seba przyglądał się temu przez kilkanaście sekund, zbierał na klatę ich spazmy i pot, a potem zaczął klepać Rafała po ramieniu:
– Ej, teraz ja, bo już jestem zazdrosny.
Rafał wyciągnął więc długiego penisa z Jacka i pospiesznie wszedł z Sebę – bez pytania, bez zająknięcia. Doznali ulgi. Jego także rżnął kilkanaście sekund.
I tak jebał ich na zmianę, doprowadzając ich do istnego szału. Żołnierze zapłonęli do siebie dzikim pożądaniem.
– Tego nam brakowało, Sebuś – wyszeptał Jacek, zatapiając się w ustach swojego ukochanego.
– To niesamowite patrzeć, jak jesteś rżnięty kutasem, który przed sekundą jebał mnie – wzdychał Seba.
– Niesamowite jest czuć tego długiego drania w sobie i mieć świadomość, że przed chwilą pieprzył ciebie.
Testosteron oszołomił ich i ogłupił. Wrzesień otulił ich w tym lesie, zamknął w ich prywatnym, zboczonym kosmosie homoseksualnych doznań. Czerpali fantastyczną rozkosz z każdego ruchu, skurczu i penetracji. Ich stopy rozdziawiały się i kurczyły. Poślady plaskały. Łaskotki potu dręczyły umięśnione plecy i klaty.
Stali się jednym, boskim, gejowskim ciałem – poligonem zakazanych eksperymentów, które mogli bezkarnie uprawiać w tym czarnym, skrytym lesie.
Tylko nieme drzewa były świadkami tej wielkiej, gejowskiej, jęczącej rui. Rosłe penisy tarły o siebie i bluzgały prejakulatem, pieniły się i pyszniły – oblewając się sokami niesionymi przez ekstatyczne fale skurczów.
Oto Rafał spoił tę parę swoim długim, twardym kutasem – dzielnie, w pocie czoła, z wojskowym oddaniem jebał ich naprzemiennie, dbając o to, by rozkosz była dystrybuowana równomiernie – szczodrze i rzetelnie, po równo w każdą kurczliwą i głodną dziurę.
Chłopcy byli wniebowzięci. Nie spodziewali się, jak bardzo poniesie ich ten wybujały multianal. Wyginali swe ciała w łuki, kurczyli się jak akordeon, by za chwilę znów rozciągnąć się na sobie. Tonęli w swoich gorących, spoconych uściskach, zapadając się wzajemnie w swojej drżącej intymności.
Kutasy ich tarły się o siebie, całowały się słodkim śluzem swym i karmiły wzajemnie najgłębszą, męską przyjemnością.
Ich jęki rozpalały las – niosły się echem przez te czeskie góry.
Oddali się w lesie temu przypadkowemu mężczyźnie z wielkim przyrodzeniem. Obdarzył ich niespotykaną rozkoszą, która spinała ich, wykręcała jak szmaty, oblewała potem – by finalnie, drogą głębokich, analnych orgazmów, wycisnąć na ich twarde sześciopaki słodkie, samcze mleko.
Zlepili się swoim nabiałem. Pulsacja genitaliów dobywała z nich ostatnie jego krople. Rycząc ze szczęścia, płacząc z nadmiaru rozkoszy – kochali się namiętnie ze sobą.
A Rafał rżnął nadal bez opamiętania – by w końcu także dojść do finału tęgim spustem. Najpierw wypełnił spermą pupę Seby, by potem, jeszcze w trakcie wytrysku, pospiesznie przeprowadzić się wraz z nim do pupy Jacka – by i jemu było dane zaznać słodkości tego ekstraktu.
Pompował w nich wszystko, co miał w jajach – po samo ich dno. Pragnął dać im jak najwięcej gejowskiej rozkoszy – wilgotną pamiątkę tej nocy, cierpką esencję tych wojskowych manewrów.
A oni, nasyceni jego nasieniem, opadli z sił.
***
Poranne słońce zaczęło grzać ich nagie ciała. Leżeli jak na pobojowisku. Dymili, jak dogorywające ognisko. Przyroda wokół rozkwitała i przemawiała śpiewem ptactwa.
Jacek powiesił na gałęzi czarny worek wypełniony wodą z pobliskiego strumienia.
– Chodźcie chłopaki – krzyknął do nich. – Prysznic zimny, ale genialny.
Zebrali się i dołączyli do niego. Obmyli czule swoje ciała z białych, zastygłych dowodów rozkoszy – mażąc się nimi wzajemnie, pieszcząc i śmiejąc się do siebie.
Seba i Jacek ostatecznie zostali ze sobą. Ale raz na jakiś czas zapraszali do siebie Rafała, by zacementować swój związek. Ten układ wszystkim się spodobał i trwał przez lata.
Ach, ten zboczony wrzesień…
Zruchalbym obu zolnierzykow:-)