Szybki przelot
Nigdy nie zapomnę tamtej dzikiej akcji z początku wakacji. Na samą myśl prawie dostaję spustu.
Jestem funkcjonariuszem ochrony lotniska w Nowym Jorku od 7 lat i myślałem, że widziałem już wszystko. Ludzi z pamiątkami z Egiptu wsadzonymi w tyłek, podróby Viagry w przełyku, te sprawy.
Ale czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem.

A to ja. Mam na imię Noel.
To był zwykły wieczór. Było późno, więc ruch przerzedził się. Razem z Ryanem, pracownikiem lotniska, siedzieliśmy przy ekranach i monitorowaliśmy odprawę pasażerów do Los Angeles.
Ryan miał dwadzieścia parę lat, był absolutnym słodziakiem i bardzo mi się podobał – choć nigdy się przede mną nie wyoutował.

Domyślałem się, że być może jestem może dla niego zbyt męski, zbyt dobrze zbudowany – i przez to pewnie widział we mnie heteryka. I choć wysyłałem mu pewne subtelne sygnały, aluzje i tak dalej – ale chyba ze strachu odpuszczał. W sumie go rozumiałem. W pewnym sensie byłem jego przełożonym.
Nagle Ryan pokazał coś na monitorze:
– Kogo on chce oszukać? – spytał.
Przyjrzałem się bliżej i wyszły mi oczy.
W kolejce stał jakiś seksowny, atletyczny samiec… z niewiarygodnie wielkim, krągłym tyłkiem. Oszałamiająco uwodzicielskim.
– Co on tam wepchał? – spytał Ryan.
– Trzeba to sprawdzić – odparłem i kazałem gościa wyciągnąć z kolejki.
Tłum ludzi oglądał się za nim. Każdy wodził wzrokiem za jego nęcącą pupą. Budziła skrajne reakcje. Od śmiechu aż do zazdrości.
– I tak na każdym lotnisku… – burknął pod nosem.
Był rewelacyjnie przypakowany, masywny i zdrowy. Powiedziałem mu, że jego tyłek budzi pewne wątpliwości.
– Jest naturalny – odparł. – Lata ćwiczeń.
– Trudno w to uwierzyć. Mimo że skan niczego nie wykazał…
– Może powinniście lepiej sprawdzać? – subtelnie się uśmiechnął.
Serce zaczęło mi walić. Spojrzałem na Ryana, a on kiwnął głową.
– Może powinniśmy… – odparłem i zaprosiłem gościa na zaplecze.
Szedłem za nim, a on kiwał tą swoją wielgachną brzoskwinią. Przykuła mój wzrok tak mocno, że niemal zacząłem się wstydzić swojego nieopanowania.
Procedury przeszukań osobistych na lotniskach są jasne.
Osoba przeszukująca musi być tej samej płci, co osoba przeszukiwana. Nawet nie wiecie, jak cieszy mnie, że ustanowiono taki przepis.
Co więcej – przy osobistej rewizji musi być obecny świadek. Jeśli pasażer z kimś podróżuje, może to być ta druga osoba. Ale ten gość akurat podróżował sam. Świadkiem więc musiał być Ryan.
Weszliśmy do biura, gdzie zazwyczaj dokonujemy przeszukań. Na zmianie byliśmy sami, więc nikt nam nie przeszkadzał.
– Jako osoba poddawana osobistej rewizji, ma pan prawo do… – zaczął Ryan, ale gość mu przerwał:
– Tak, tak, znam to. Nie pierwszy raz mój tyłek budzi tyle zainteresowania – zaśmiał się i odwrócił do mnie tyłem. – Róbcie swoje. Przetrzepcie mnie dokładnie.
Ryan usiadł na krześle za biurkiem, żeby zrobić raport.
Spojrzałem na ten opięty ciasno jeansami cud natury, westchnąłem i pomyślałem, że to chyba niemożliwe, by męski tyłek wyglądał TAK dobrze. Tam musi być coś. Jakaś upchana dobrze koka albo cholera wie co.

Położyłem dłoń na prawym pośladku i uścisnąłem. Gość cicho stęknął i lekko pochylił się. Trudno było przez materiał jednoznacznie stwierdzić. Powiedziałem mu to, a ten westchnął ze zniecierpliwienia.
– Zaraz odleci mi samolot…
Po czym chwycił za pasek, rozpiął spodnie i spuścił gacie do kolan. Razem z bokserkami. A następnie oparł się o ścianę i wypiął w moim kierunku.
Te pośladki… Zatkało mnie. Spojrzałem na Ryana. On też był w szoku.
– Sprawdzasz czy nie?
Zacząłem dotykać jego pupy. A gość zaczął nieśmiało stękać. Jakby miał na pośladkach receptory rozkoszy.
Klęknąłem, by lepiej się jej przyjrzeć.
To była najładniejsza męska pupa, z jaką w życiu obcowałem. Jędrna, delikatnie pokryta meszkiem miękkiego owłosienia, duża i pyszna. Aż tryskała zdrowiem.
Zacząłem ją masować, a gość swoim sapaniem prosił się o więcej.
– Może przemycasz coś w środku? – spytałem.
– Jest tylko jeden sposób, by to sprawdzić – odparł i wypiął się jeszcze bardziej.
Rozchyliłem jego pośladki. Miał tam kuszący, ciasny otwór – rumiany i wypolerowany. Wyglądał, jakby rzeczywiście ciągle coś tam wkładał i wyciągał.
Poszedłem z nim w ślinę. To był instynkt – podniecony buchającymi feromonami.
Gość stękał i jęczał z rozkoszy, gdy językiem kreśliłem okręgi wokół jego dziury i kurczliwych zwieraczy. Jego urodziwy otwór był pyszny i odurzający.
Mój chuj urósł w sekundę. Wypełnił mi gacie i uwierał, wręcz bolał.
– Musi pan sprawdzić głębiej – powiedział gość. – Może mam coś w środku?
Gdy tylko rozpiąłem swój rozporek, wyjebało mi kutasa. Momentalnie wyprostował się i stwardniał jak automatycznie pompowany materac. Gdyby wtedy ktoś wpadł, nie mógłbym już go nawet wepchnąć z powrotem do gaci. Był już za duży i za twardy.
Znałem swój sprzęt. Wiedziałem, że bez konkretnego spustu już mi nie opadnie.
Wstałem z kolan i zacząłem facetowi wsadzać w dziurę. Każdy centymetr sprawiał, że gościa aż trzepało z podniety. Drżał w moich objęciach, a ja wyszeptałem mu na ucho, że taka jest procedura. I że musi wytrzymać.
A on odparł, żebym przestał pieprzyć i robił swoje – bo on godzi się na wszystko.
Dobiłem jajami do portu. Mój byczy kutas to porządny sprzęt, więc zadbał o wszystko – oślinił się srogo na wejściu, dając nam obu piękny poślizg.
Gość cudownie mnie przyjął. Był podniecająco obcisły i otulał mojego stalowego bata bardzo szczelnie.
– Łatwo poszło – powiedziałem.
– Mówiłem, że to nie pierwszy raz… Sprawdzają mnie na każdym lotnisku.
Nawet nie chciało mi się bawić w jakieś rozgrzewki. Czułem, że mam do czynienia z otwartym i wyćwiczonym pasywem. Więc od razu poszliśmy w srogie jebanie. Czasu zresztą nie było za dużo.
Nie da się opisać, jak dobrze mi w nim było. Każde jebnięcie robiło mi dziką ekstazę w całym ciele. Świat dla nas zniknął. Był tylko mój kutas i jego cudna dupa, na którą nie mogłem się napatrzeć.
Opanowało mnie uczucie wdzięczności, że dostąpiłem zaszczytu jebania tak boskiej pupy. Tak chłonnej, tak kurewsko otwartej. Nieskromnej, znającej swoją wartość i rozpustnej.
Mój gruby, długi chuj wchodził w nią jak w masło. Silny pal wsuwał się po jaja, wyciskając z dupy pyszne soki, a potem wyłaniał się jak bóstwo, by za moment znów wejść aż po sam trzon.
Co za widok. Co za przyjemność.
Jebałem go na automacie. Instynkty całkowicie nas pochłonęły. Chuć sprawiała, że obaj zdziczeliśmy. Facet jęczał jak tania szmata i błagał, żebym nie przerywał tej rewizji. Że kocha być tak kontrolowany.
Że po to właśnie hodował taką dupę, żeby takie samce jak ja miały używę.
– Po to jest ta dupa – sapał. – By ją jebać grubymi chujami.
Więc jebałem. Jebałem co całą swoją mocą. Aż gość zaczął przeciekać. Z opasłego chuja lał mu się śluz, a potem zaczął coraz mocniej tętnić, by zacząć pulsować grubymi pasmami tłustej, bogatej spermy. Lał nią na ścianę biura – jakby się odlewał w pisuarze na dworcu.
I wył z rozkoszy.
Tego było za dużo. Momentalnie przekroczyłem punkt bez odwrotu – gdy przyjemność tak mocno kumuluje się w kroczu, że już wiem, że musi mi rozsadzić chuja. Po sekundzie zacząłem wybuchać nektarem i zapładniać tę boską dupę. Patrzyłem, jak go jebię, a nadmiar lukru wylewa się bokami przy każdym dojebaniu.
A ta dupa – tak głodna świeżej spermy – aż jęczała z podniety i wdzięczności, że ją karmię.
Orgazm trwał nieprzyzwoicie długo. Aż straciłem rachubę czasu.
Potem gość podciągnął spodnie i spojrzał na gigantyczną plamę spermy, jaką zostawił na ścianie:
– Mam nadzieję że macie tu mopa – uśmiechnął się i dał mi buziaka w policzek. – Kocham takie przeloty.
Podszedł do biurka i chwycił za ankietę. W polu „uwagi” napisał: „Na pewno dam się skontrolować tutaj raz jeszcze.” Uśmiechnął się tajemniczo i wyszedł. Wylot był za kilka minut – więc pewnie zdążył.
Pomyślałem, że moja sperma poleci teraz do Los Angeles głęboko wtłoczona w jego dupę.
Tymczasem Ryan siedział osłupiały za biurkiem. Nie mógł wydusić z siebie słowa. Aż trudno mi sobie wyobrazić, co musiał myśleć i czuć, patrząc na to wszystko.
Gdy samolot odleciał, usiedliśmy przy biurku, znów wlepiając wzrok w monitory.
– Wiesz, że to było ostre przegięcie – powiedział Ryan.
– Wiem.
– Wiesz, że powinienem to zgłosić – dodał.
– Wiem – odparłem lekko poddenerwowany.
– Ale nie zgłoszę – dodał po namyśle.
Zapadła chwila ciszy.
– Ale mam jeden warunek…
Spojrzałem na niego, a on na mnie. I wszystko było jasne.
Kwadrans później jebałem Ryana na zapleczu jak tanią dziwkę. Smacznie się wypinał. Mój kutas miał tego dnia zajebistą wyżywę.
A Ryan, szarpany orgazmami analnymi, lał pod siebie spermą i mamrotał, że nie śnił nawet o tak zajebistym bacie. Jęczał i błagał mnie, bym robił mu takie rewizje osobiste codziennie.
Tyle razy, tyle tylko będę miał ochotę…
Skomentuj:
Kim chcielibyście być w tej historii? Noelem jebaką? Ryanem? A może tajemniczym pasażerem z ponętnym kufrem? 🙂 Dajcie znak w komentarzu! :*
Zdecydowanie chciałbym być pokrywanym przez takiego samca i spijać jego soki do ostatniej kropli
Jak to mówią – wystaw kutasa, a pasyw się odezwie 🙂 :***
W sumie bym chciał ciało pasażera, a sex to w obie strony z szefem. Tak by było idealnie.
Chciałbym być wyruchany przez Noela ale w tym samym czasie temu pasażerowi chętnie bym wylizal dupe , zrobil palcówke i wbił się w niego chujem. Byśmy się jebali w trójkę jak prawdziwe pedały.
Heh, jak ja lubię takie słodko-wulgarne komentarze jak Twój. Czuć od Ciebie konkretną chuć i to mi się podoba 🙂
Super opowiadanie;)
Już widzę siebie jak klęczę przed taką słodką dupą, robię namiętny i gorący rimm, a potem… wbijam swojego kutasa po same jaja i jebie jak szalony. Na koniec tryskam kolesiowi na twarz…mmmm…
Dzięki 🙂 Widzę, że opowiadanie spełniło swoją rolę – wyobraźnia zapłodniona :*