Kurwy z kontenera
Wciąż chce mi się brechtać, gdy pomyślę, że ta akcja przeszła. Ci goście z budowy na serio byli tak tępi, że dali się grupowo skurwić przez dwóch pedałów.
To był jakoś koniec czerwca. Pracowaliśmy na budowie jako pomocnicy razem z takim Goranem. Był gdzieś z zagranicy, nie wiem skąd dokładnie. Młody byczur, strasznie ambitny i przypakowany. I napalony jak ogier.

Od początku nie krył przede mną, że jest pedałem, ostrą szmatą, że dla kutasów zrobi wszystko. I zatrudnił się tutaj głównie dlatego, żeby przyglądać się facetom. Mówił, że na budowach są najlepsze faje i on zamierza je wszytkie obciągnąć.
Pewnego dnia zawołał mnie i zaciągnął do jakiegoś nieużywanego kontenera budowlanego za stosem innych kontenerów, który służył kiedyś jako męska szatnia.

W środku było dość ciepło. Zamknął za nami drzwi na klucz i kazał mi usiąść na ławeczce przy ścianie.
– Słuchaj kurwa. Mamy tutaj na budowie naprawdę tęgiego kutasa. Któryś z gości nosi taką lagę, że w życiu takiej nie widziałem. A obciągałem tysiące.
– Skąd wiesz? – spytałem sceptycznie.
– Pamiętasz, jak w piątek po południu wylewali posadzki na siódmym piętrze? Goście musieli przypilnować pracy, więc zostali po godzinach. I się schlali.
– Nic dziwnego na budowie.
– No słuchaj kurwa. Dla beki odcisnęli swoje kutasy w betonie…
Zaskoczyło mnie to, bo takie akcje nie dzieją się często.
– Jeden z odcisków był kurwa gigantyczny – mówił Goran. – Stary, kurwa, gigantyczny – rozstawiał dłonie na odległość gdzieś 30 centymetrów.
– Dobra. Tylko gość pewnie jest hetero… Więc…
– No to słuchaj kurwa. Powiedziałem tym idiotom, że ściągam na budowę ładną chętną laskę, która chętnie każdemu obciągnie.
Parsknąłem śmiechem.
– Uwierzyli?
– Kurwa, koleś. Zjarali się tak, że złapali się za jaja!
– No okej, ale co? Zamierzasz się przebrać za laskę? – zaśmiałem się.
– No to słuchaj kurwa. Powiedziałem tym debilom, że laska jest żoną jednego z kolesi, którzy tutaj pracują.
– No i?
– No i dlatego nie może się pokazać na oczy, ale chętnie im wszystkim obciągnie przez dziurę, tak żeby jej nie zobaczyli.
Zacząłem z tego rechotać jak żaba.
– Nie pierdol, że to łyknęli.
– Przesłałem im foto jakichś cycków z neta i chyba uwierzyli. Są tak zjarani, że kompletnie im mózgi odjęło. Większość z nich pracuje tu od tygodni z dala od lasek. Wepchną kutasa wszędzie, jeśli tylko im się obieca, że ktoś im obciągnie.
– Kurwa, stary, jesteś pojebany. I gdzie ten otwór?
Goran spojrzał w lewo.
W ścianie kontenera był otwór, przez który dostawało się światło dnia. Dotarło do mnie, że to TEN otwór.
Goran spojrzał na zegarek:
– Powiedziałem im, że po 16:00 laska czeka. Zobaczymy, czy ktoś przyjdzie – po czym wbił w otwór wzrok pełen napalenia i nadziei.
Śmiałem się, ale jednocześnie strasznie mnie to nakręciło.
– Nie wierzę, że są aż tak tępi, żeby to łyknąć. Po prostu nie wierzę…
Wtedy usłyszeliśmy kroki na zewnątrz. Ktoś zbliżył się do otworu.
Goran aż podskoczył. Zdjął ekspresem koszulkę i spodnie, został w samych bokserkach. I klęknął przy otworze.
Nagle w dziurze pojawił się jakiś kutas. Był lekko nabrzmiały, jeszcze nie stał w pełni. Ale był… dość przeciętny. Tak czy inaczej – byłem w szoku, że ten pojebany plan zadziałał.
Kolesie z budowy to serio tępaki.
Goran spojrzał na mnie z lekkim zawodem na twarzy. A potem zapytał gestami, co z tym gościem robić. Pokazałem mu, żeby zaczął mu walić.
Goran chwycił tego kutasa i przystąpił do akcji. Kutas stwardniał i oślinił się, ale wciąż daleko mu było do rozmiarów tego byka, o którym mówił.
Goran patrzył na tego fiuta, wzruszył ramionami i wziął go do ust. Obciągał chwilę, po czym laga trysnęła w jego mordzie. Spił wszystko. Fiut zniknął.
– Kurwa, to nie on – przeklął. – Ale sperma smaczna przynajmniej.
– Ich tu pracuje mnóstwo. Jest mała szansa, że… – szeptałem, gdy nagle w dziurze pojawił się kolejny fiut.
Tym razem większy.
Goran bez namysłu zaczął go z pasją obciągać. Zsunął gościowi napleta i zaczął oblizywać gładką, lśniącą głowicę tej pały. Była naprawdę solidna i gruba, wyglądała apetycznie. Goran ssał ją i macał się po kutasie, który nabrzmiał mu już w boksach.
Fiut strzelił po kilkudziesięciu sekundach konkretną salwą nasienia. Goran wziął gruby strumień do ust i poił się, jednocześnie pocił z żaru i podniecenia.
Co za widok! Tak mnie to zjarało, że sam zacząłem się dotykać. Zdjąłem koszulkę, spodenki i zajrzałem do majtek. Mój kutas już się pompował.

Przy kolejnym fiucie Goran dał mi znak, bym pobawił się razem z nim. Odmówiłem. Wolałem popatrzeć. Trochę się dygałem.
Goran zabawił się z nim do końca i już nie wytrzymał. Ściągnął bokserki, wywalił swojego monstrualnego bolca i zaczął sobie walić, klęcząc przy otworze i czekając na kolejnego fiuta.
Po paru minutach pojawił się czwarty gość. Laga była bardzo masywna, ożylona, czerwona i tętniąca śluzem. Rzadko spotka się takie męskie fiuty – grube i dorodne. Goran aż zaczął sapać i jęczeć z podniety.
Nie wytrzymałem. Podszedłem, klęknąłem obok niego i obrabialiśmy tę gałę wspólnie.
Była cudowna! Twarda, soczysta i bardzo hojna. Szybko zaczęła strzelać, gdy objęliśmy ją ustami szczelnie z obu stron i polerowaliśmy intensywnie. Mimo odgłosów budowy – usłyszeliśmy, jak koleś na zewnątrz sapie i ryczy. Spiłem trochę nektaru i oblizałem wargi.
To było zajebiste! Aż drżałem z podniecenia.
Spojrzałem na Gorana. Jego twarz ujebana była wytryskami tych kolesi. Uśmiechał się i oblizywał, jakby dorwał się do śmietankowych lodów.
Wtedy pojawił się w otworze naprawdę potężny zawodnik. Był już na pełnej erekcji i ledwo przepchał się przez otwór. Co za wypasiona, zbrodnicza maczuga!
Rzuciliśmy się na nią jak głodne psy na kiełbasę. Szlifowaliśmy ją jęzorami, pluliśmy na nią, całowaliśmy ją namiętnie, masowaliśmy rozpalonymi wargami po obu stronach – aż zaczęła tryskać sokami jak pojebana.
Goran chwycił ją, tarł mocno gołą głowicę i skierował strumień spermy w moje rozwarte usta.
Wypiłem kilka wystrzałów, po czym sam wziął ją w usta, by dokończyła w nich orgazm. Lała słodkim nasieniem pełną grubością, a orgazm tego chuja trwał chyba z minutę. W życiu nie widziałem czegoś takiego!
– To był on? – spytałem.
Goran dyszał, walił sobie, spływał sokami i prawie już chyba dochodził. Ja zresztą też.
– Nie, tamten był większy.
Usiedliśmy na posadzce i waliliśmy sobie nawzajem.
– Co? Czekamy? – spytałem.
– Czekamy. Musi przyjść.
Mijały minuty, ale nic się nie działo. Tymczasem byłem już serio blisko wytrysku.
– Kurwa, ale bym się już zlał – powiedziałem.
– Czekaj, przyjdzie – uspokajał.
Traciliśmy już nadzieję… Gdy nagle usłyszeliśmy czyjeś kroki. Patrzyliśmy w otwór pełni nadziei i napięcia.
Pojawił sie w nim… mały, zwisający kutasek.
Spojrzałem na Gorana i wyczuł mój smutek.
– Mogliśmy spuścić się przy tej wielkiej. A teraz co? – wyszeptałem.
– Obciągamy i poczekamy na kolejną.
Złapałem tego flaczka i zacząłem się nim bawić. Był miękki i malutki, ale powoli zaczął twardnieć. Byłem nieco znudzony, ale Goran wyszeptał, że im szybciej to maleństwo dojdzie, tym szybciej zwolni się dziura na kolejną pałę.
To mnie przekonało.
Nagle ten niepozorny kutasek zaczął się podnosić i rosnąć.
I rósł. Rósł. Rósł. Nadspodziewanie szybko.
Waliłem go intensywnie i razem z Goranem patrzyliśmy na to z niedowierzaniem. W kilka sekund kutas był już tak duży, że mogliśmy objąć go na dwie dłonie. I wciąż jeszcze nie był na pełnej warcie. Wciąż rósł, pęczniał, rozszerzał się…
– To on! – wyszeptał mi na ucho Goran.
Powstał w chwale! Objęliśmy go na cztery dłonie i wciąż kurwa wystawał! I był przepiękny! Kształtny, masywny, proporcjonalny. Chuj idealny.
Kobylasta, silna, tłusta armata, która szokowała swoim pięknem i mamiła rozmiarem.
Wisieliśmy na niej obaj i pogrążyliśmy się w szale obciągania i robienia jej dobrze za wszelką cenę. Taki kutas zasługuje na najlepsze traktowanie!
Goran chwycił go u podstawy i zaczął mnie nim lać po mordzie jak policyjną pałą. Plaskał głośno i tryskał śluzem we wszystkie kierunki.
Dotarło do mnie, czemu koleś wsunął fiuta, gdy był jeszcze w opadzie. Bo teraz był już tak obłędnie masywny, że po prostu nie przecisnąłby się przez tak wąską dziurę. A tak ugrzązł w niej – zaklinował się swoją erekcją w tym wąskim otworze. I nie mógł się już wycofać, dopóki nie wytryśnie i nie opadnie.
Ssałem tę gałę, upychałem ją sobie do mordy, lizałem i czciłem, a Goran wstał i zaczął spuszczać się nagle na tego wielkiego fiuta litrami gęstej spermy. Oblewał go swoim sokiem jak wielgachną kiełbasę sosem. A ja wcierałem ten sos w to mięso, a potem lizałem je nadal.
Goran znów klęknął i wrócił do obciągania.
Ten spektakularny drąg nie był łatwy do obrobienia. Ssaliśmy go i masowaliśmy z całych sił. Spinał się, a żyły na nim wyszły i objęły go jak winorośl. Ale nie dochodził. Balansował na krawędzi wytrysku.
Więc staraliśmy się jeszcze mocniej.
Gołymi, śliskimi od nasienia Gorana dłońmi tarłem bezlitośnie gołą głowicę tej maczugi, by dojebać jej rozkoszą tak mocno, jak to tylko możliwie. I drgnęło. Napięła się do granic fizjologicznych możliwości, stwardniała jak skała i tkwiła tak w obłędnym napięciu przez kilka bardzo długich sekund.
I zaczęła szczać spermą jak z kranu.
Otryskała nam mordy, klaty, skąpała nas w tym ciepłym, samczym, spienionym ekstazą kisielu.
Musiałem trysnąć, bo nie dawałem już rady. Podniecenie rozjebało mnie na kawałki. Nawet, gdybym nie dotknął swojego kutasa, po prostu i tak bym doszedł. Wziąłem prysznic w jakiejś anonimowej spermie. Chwyciłem tę zwalistą, lśniącą lagę i wyciskałem z niej klej na swoje nagie ciało – a ona chętnie wydzielała go więcej i więcej.
Goranowi odjebało ze szczęścia. Zlizywał ze mnie ten nektar, a potem chwytał znów tę pałę, brał ją do ust, póki jebała farbą na oślep.
Po orgazmie pała nie chciała opaść.
Wciąż rytmicznie kurczyła się i tkwiła zaklinowana w wąskim otworze. Goran postanowił to wykorzystać.
Wypiął się i nadział tyłek na tą lagę. Weszła z ogromnym bólem i poświęceniem. I zaczął się nią pierdolić jak dildosem przyklejonym do ściany prysznica. Ujeżdżał ją jak byka na rodeo – bez skrępowania i bez hamulców. Fiutowi znów zebrało się na wytrysk.
Zaparłem się butami i odciągnąłem Gorana od ściany, by też się nadziać. Ledwo we mnie weszła ta laga, ale udało się w ostatniej chwili. Gdy wbiłem się na nią aż po samą podstawę, poczułem ją głęboko w sobie. I wtedy zaczęła tryskać, topić się we własnym budyniu, spinać i pogrążać w ostatecznym szale.
Tak mnie to zjarało, że momentalnie doszedłem po raz drugi.
Jebaliśmy się tym batem na zmianę z Goranem. Strzelała, a my zmienialiśmy tylko dupy co chwilę.
Trudno powiedzieć, ile orgazmów mu daliśmy. Z pięć, jak nie z sześć na pewno. Był tak kurewsko płodny, że nawet ostatni wytrysk mógłby napełnić wiadro.
Padliśmy z Goranem ze zmęczenia. Ale byliśmy wręcz ujarani jak po trawie. W życiu nie przeżyłem tak solidnego jebania. Nigdy nie spotkałem tak masywnej, pięknej pały!
Wzięliśmy z Goranem prysznic, rozmawiając jednocześnie o tym boskim fiucie i wciąż jarając się nim jak dzieciaki. Nie mieliśmy pojęcia, do kogo ten gnat należał. Ale w sumie… było nam wszystko jedno.
***
Na drugi dzień na budowie wszyscy pracownicy byli podjarani i rozmawiali tylko o kurwie z kontenera. Że jest profesjonalistką, że robi tak kurewsko dobre lody, jak nikt na świecie. Żadna żona, dziewczyna czy kurwa nie może się z nią równać. Goście opowiadali, że zdychali z rozkoszy i nie chcieli wyciągać kutasów nawet po wystrzale.
Popatrzyliśmy na siebie z Goranem porozumiewawczo, z lekkim uśmiechem.
– Musicie chłopaki sami spróbować – klepnął nas w ramiona Tomek, jeden z pracowników.
– Ponoć ma być znów. Dziś po 16:00 – odparł Goran z uśmiechem.
Goście zjarali się, złapali za krocza i poprawili jaja.
– Ale będzie jazda! – ryknął taki jeden Marcin, tynkarz.
– Ja dziś trzymam, aż mi obciągnie dwa razy – dodał Grzesiek, operator dźwigu.
Ślina nam ciekła, gdy pomyśleliśmy, że ich jaja są dziś na nowo wypełnione świeżą spermą aż po brzegi. I całą tę spermę wyleją nam dziś wprost do psyka i dupy.
***
Trwało to tygodniami. Nie wiedzieliśmy czyi kutas należał do kogo. Ale obciągaliśmy wszystkie po kolei z tą samą pasją. Zbliżyliśmy się przez to z Goranem. Nawet zdarzało nam się iść razem w ślinę, gdy w naszych ustach tryskał jakiś koleś.
A gdy przychodził nasz Lewar – jak go nazwaliśmy – odwalaliśmy z Goranem najlepsze orale i anale życia. Braliśmy dosłownie prysznic w ogromie tej spermy, którą tryskał po kilka razy z rzędu.
Zapładniała nas tamta ekipa hetero budowlańców aż do końca sezonu. Wszyscy hetero dali się bez umiaru obciągać wielokrotnie przez dwóch napalonych, przebiegłych pedałów.
Ci budowlańcy to serio debile. Ale za to te pały…
Skomentuj:
Daj plusa, jeśli Ty też chciałbyś zostać kurwą z kontenera 🙂
Hej Dream!
Mam do Ciebie jedną prośbę: nie używaj słowa ” jakiś” zamiast „jakichś”. 🙏
„Jakiś” może być facet, ale zdjęcia mogą być „jakichś cycków”.
Sorry, ale to się robi tak powszechne, że aż mnie skręca.
Wszystkiego dobrego! Pozdrawiam.
Hej Kuba, wiem, na czym polega różnica, między „jakiś” a „jakichś” – po prostu literówka. Wzajemnie, pozdrawiam.
Sorry za zwrócenie uwagi, ale ciągle w internecie zauważam stosowanie tych słów zamiennie i to przez ludzi uważających się za dziennikarzy – stąd moja nadwrażliwość w tej kwestii. Dzięki za wyjaśnienie! 🙏🫂
Spoko, jakbyś znalazł błędy, to pisz do mnie proszę na priv dream(małpa)gayblog.pl – dziękuję :*
Zatrudniłbym się na parę dni na tej budowie 🙂
Na zewnątrz kontenera czy w środku? 😀
W środku kontenera , razem z Goranem:-)
Chciałbym być kurwą ♥ w środku kontenera, obrabiać kutasy i zlizywać ♥
Super Opowiadanie 🙂