Przejdź do treści

HomoFascynacje

Nagła miłość w drzwiach

Czasem zamawiałem wieczorami po treningach pizzę z Bonobo. Ale pierwszy raz przywiózł ją ten facet.

Choć byłem bez koszulki, otworzyłem drzwi. I od razu wiedziałem, że drugiego tak przystojnego mężczyzny w życiu już nie spotkam. 

Idealny, zbudowany, dorodny. W wieku około 25 lat. 

I ta zawadiacko odwrócona daszkiem do tyłu czapeczka pizzerii – jakby mówiła „mam wywalone na wszystko”.

Nie mogłem wydobyć z siebie słowa. On też nie.

Patrzyliśmy na siebie w absolutnym oniemieniu. Bez oporów. Jak zahipnotyzowani.

Szukałem słów. Szukałem właściwych sposobów reakcji na tak powalające piękno.

A on po prostu wszedł do mojego mieszkania i dał mi najlepszego całusa w moim życiu. Długiego, soczystego, namiętnego. 

Smakował szalonymi przygodami. Podniecającą perwersją. Prawdziwą męskością, w której można znaleźć oparcie.

Nie wiedziałem, kim jest ani jak ma na imię. Ale momentalnie znaleźliśmy się w mojej sypialni.

Nie da się opisać jego nagości.

Nie mogłem się nasycić jego bogatą muskulaturą. Lizałem mu klatę jak dziwka. 

A potem wywalił fiuta.

Ssałem tę masywną, grubą, twardą męskość, która błagała mnie o otoczenie ją kultem. 

Wielbiłem ją, spijałem z niej, czerpałem zakazaną radość z dawania jej wilgotnych rozkoszy na milion sposobów. 

Zaczął tryskać. Wielokrotnie i sowicie.

Ta pała karmiła mnie raz po raz – najsłodszą esencją samca – dobywaną z głębi jego ciała z jękiem i grymasem rozkoszy na twarzy.

Kolejne spusty nie przeszkadzały mu w osiąganiu następnych. I następnych. 

Był seks-maszyną stworzoną do zapładniania mojego ciała.

Z kolei on nie mógł nacieszyć się moją bezgraniczną uległością. Że mógł ze mną robić wszystko, co podpowiadała mu jego samcza natura. Zaglądać w każdy, nawet najintymniejszy zakamarek mojego nagiego ciała. Każdy mój otwór był dla niego szeroko otwarty.. 

Spojrzałem na zegarek. 10 minut wcześniej nie wiedzieliśmy o swoim istnieniu – a teraz lubieżnie lizał mi dziurę, doprowadzając mnie do skandalicznego zeszmacenia.

A potem wziął mnie bez pytania jak swoją sukę.

Jarało mnie to, jak szybko przeszliśmy do sedna. Do głębokiego, gołego analu na pieska.

Jak bezgranicznie oddałem się w ręce kompletnie obcego faceta.

Pogrążeni w nagiej frywolności, pierdoliliśmy się mokro, sapiąco, intensywnie – bez gum, bez ograniczeń, bez strachu. W pełnym acz absurdalnym zaufaniu.

Dwóch facetów nie może być już bliżej.

Z ekscytacją obserwowałem, jak nasz seks osuwa się powoli w zezwierzęcenie. 

Wsunął mi dłoń w moje mokre włosy, odchylił mi łeb i kazał się mocniej wypinać. I mocniej. I szerzej nogi.

Miałem pozycją ciała pokazać, jak bardzo mu się oddaję.

Pieprzył mnie i wsunął mi palca w usta, kazał ssać. 

Kazał mi eksponować najgłębszą intymność – bym udowodnił, jak poświęcam się dla jego przyjemności.

A ja to robiłem z rozkoszą. 

Czułem się fetyszystycznie pożądany.

Zawsze myślałem, że jestem rozsądny, poukładany, spokojny. A tu nagle kompletnie oddałem się najbardziej pierwotnym instynktom.

Z każdą minutą coraz mocniej przez cienką tkaninę czułości przebijała się jego stanowcza, męska natura. 

Coraz więcej rozkazów, coraz więcej potu i śliskiej intensywności. Byłem brany coraz ostrzej. Rytmiczne plaskanie naszych spoconych, męskich ciał demonstrowało, jak silne jest pożądanie, które nas niosło tamtej nocy.

Jego drąg wchodził we mnie po jaja. Jaja, które uderzały mnie głośno od wewnątrz pośladków. Plaskały i tryskały potem.

Aż zaczął mnie zapładniać. Szczał spermą i ryczał jak niedźwiedź. A potem objął mnie i kontynuował swój orgazm. Czułem, jak ta boleśnie twarda męska pała pulsuje mi w dupie i masuje serce. Czułem każdy jego wytrysk, ciepło jego nasienia głęboko w sobie.

Kazał mi dojść. Teraz.

Momentalnie stryskałem się jak nastolatek. Nie dałem rady wytrzymać ogromu rozkoszy, która we mnie pęczniała. Musiałem eksplodować.

Spytałem, czy dobrze tryskam. Powiedział, że najpiękniej na świecie.

Opadaliśmy z sił w swoje ramiona. Przysnęliśmy na chwilę, by po kilkudziesięciu minutach znów obudzić się… w trakcie czułych pieszczot. I zaczynaliśmy cykl od nowa: Czułość, dzikość, ekstremalna perwersja. I znów błoga regeneracja.

Byliśmy zszokowani, ile razy mogliśmy to powtarzać. Z jaką łatwością osiągaliśmy kolejne białe, gęste, obfite eksplozje rozkoszy. Wszystko lepiło się nasieniem. Było dosłownie wszędzie. Pokrywało nasze twarze, sklejało włosy, klaty, ściekało nam po pulsujących jajach i drągach, które nie chciały opaść.

Korzystaliśmy ze swoich młodych, pięknych ciał tak mocno, że mdleliśmy z rozkoszy. 

Zapadaliśmy się z cudownym, pedalskim szaleństwie. A cały wszechświat zawężył się tylko do nas – do naszego prywatnego święta nagiej miłości.

Nie wiem, ile razy dokładnie mnie zalał. Może siedem, może dziewięć. Ale za każdym razem mocno, obficie – na pełnej, twardej pale. Czule i silnie jednocześnie.

A ja sam na pewno miałem dwanaście orgazmów. Analnych.

To już nie był seks. To było ostateczne, męskie skurwienie się.

***

Gdy rano obudziłem się, jego już nie było.

Ciepłe światło poranka wlewało się do mojej sypialni jak mleko. Ale w moim łóżku – wśród pogniecionej pościeli – panował chłód.

Wtedy znalazłem kartkę z jego numerem telefonu.

“Jutro o 22:00 zamów Napolitanę. – Paweł :* “

– I znów szlak trafił moją dietę – pomyślałem.

A potem objąłem poduszkę. 

Wciąż pachniała nim…

Skomentuj:

Subskrybuj
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
Maks
Maks
1 miesiąc temu

Trzy opowiadania i trzy spusty! Pisz częściej !!!

Jakub
Jakub
1 miesiąc temu

Ja chętny bardzo na takiego dostawcę.

4
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.