26 min. Gdy obok przystojni pakerzy zakładają siłkę, młodziak zza ściany wsadza kutasa w nie swoje sprawy.
12 minut | hardcorowe, ostry samiec, podziw
Podobno w warsztacie samochodowym obok mnie zatrudnili jakiegoś obłędnie seksownego przystojniaka. Całe miasto o niczym innym nie gadało.
Więc tak się złożyło, że na drugi dzień zepsuło mi się auto.
To był środek lata, upał był niesamowity. Wszedłem do mrocznego wnętrza warsztatu i poczułem te wszystkie zapachy smaru, benzyny i męskiego potu, które wręcz skraplały się w wilgotnym powietrzu.
Kręciło się tam kilku przyjemnych, atletycznych kolesi. Dobrym pornolem grupowym z ich udziałem bym nie pogardził i na pewno zalał ekran parę razy. Zsunąłem okulary przeciwsłoneczne i przyjrzałem im się dokładnie – zastanawiając się, którego z nich dotyczyły te pikantne plotki.
Powiedziałem im, że auto mi nie pali i że coś słabo przyspiesza.
– Jak nie pali, to jak przyspiesza? – zaśmiali się.
Ech, kurwa, mieli mnie. Spytałem, kiedy mogę im przyprowadzić furę. Jeden zajrzał w kalendarz, rzucił jakąś datą. Kiwnąłem głową i skierowałem się ku wyjściu.
I już miałem opuścić ten podejrzany przybytek, ale coś jeszcze mnie szarpnęło. Może jakiś zapach męskiego feromonu, który kusząco wił się w smrodzie tej stajni. Może jakaś telepatia. Nie wiem.
Ale spytałem, czy mają gdzieś toaletę.
Jeden koleś brodą wskazał drzwi na końcu warsztatu. Ruszyłem w ich kierunku. Któryś z nich rzucił na odchodne, żebym uważał na Olafa.
– Jest dziś w drapieżnym nastroju – uśmiechnął się drugi.
Pomyślałem, że pewnie chodzi o jakiegoś psa. Ale mimo to podjąłem wyzwanie. Każda minuta dłużej w tym warsztacie to większa szansa na zweryfikowanie wszystkich tych ekscytujących plotek, od których huczała okolica.
Drzwi na końcu warsztatu okazały się wrotami do mrocznego, męskiego, wilgotnego świata. Rozliczne korytarze wiły się w niejasny sposób, drzwi otwierały się na stare kanciapy i magazynki, małe biura pełne ubrudzonych smarem dokumentów i kalendarzy z gołymi babami.
Wtedy natrafiłem na męską szatnię. Wypełniał ją cudowny aromat nagich, męskich ciał, które codziennie po długim, upalnym dniu pracy, obmywały się tu, chłodziły i szukały ukojenia. Nie muszę Wam mówić, że moja wyobraźnia po prostu oszalała – mnożyła obrazy tęgiej, męskiej rozpusty, która bez kontroli szczała spermą po sobie i po posadzkach.
Szedłem ostrożnie, wciąż próbując zachować pozory, że szukam toalety.
Na ławce siedział zabójczo seksowny, ostentacyjnie napalony paker w białej, obcisłej koszulce. Przebijał urodą, ciałem i twarzą, wszystkich tamtych gości razem wziętych.
Nasze spojrzenia spotkały się. Obiecująco uśmiechnął się do mnie. Miał cudownie owłosione nogi i ręce. Na jego udzie, pod cienkim materiałem szortów, spoczywał uśpiony drągal – kształtny, zwalisty, tłusty – i czekał na aktywację.
Podszedłem i przywitałem się.
Jego fiut dał znak, że zatrybiło – momentalnie wierzgnął, zaczął pulsować i rosnąć. Typ nawet nie krył, że w wyobraźni już mnie chędoży jak kundla. Zdjął koszulkę. Miał perfekcyjnie wyrzeźbiony, szokująco seksowny tors i był absolutnie przekonany, że ten widok mnie sponiewiera jak szmatę.
I miał kurwa rację.
Podszedłem i zacząłem go lizać jak młode cielę.
A gdy wyczułem, że jego fiut już właściwie nie mieści mu się w boksach, instynktownie klęknąłem przed nim i zdarłem mu gacie. W mordę strzeliła mnie potężna, wypolerowana fujara tętniąca krystalicznym śluzem.
Prawie poszczałem się z radości. Rzadko obciąga się takie solidne armaty – miodne, subtelnie ożylone i jedwabiste. Pachniała czystą perwersją. Objąłem ją i zsunąłem napleta. Odsłoniła się doskonała, napęczniała głowica – tak soczysta, apetyczna i zdrowa, że upuszczałem ślinę z pyska na podłogę.
– A jak oni tu wejdą? – spytałem z przerażeniem, uświadamiając sobie, że przecież grozi nam nagła dekonspiracja.
– To najwyżej dołączą – uśmiechnął się, po czym uderzył mnie kutasem w mordę.
Poprosiłem, by zrobił mi zdjęcie razem z tym bolcem i wsadziłem go w usta. A gościu chwycił komórkę i robił nam foty. Miałem go na twarzy, w gardle, biłem się nim po policzkach. Byłem dumny, że bawię się tak potężnym, sprośnym sprzętem.
Co za uczucie! Koleś nie zdawał sobie sprawy, ile radości dawał mi swoim fiutem. Tylko sapnął i odprężył się. Był małomówny, ale urzekająco rozpustny. Oddał mi swojego byczego chuja do obrobienia i nie przejmował się niczym. Stękał w oczekiwaniu na tęgi finał.
Posłusznie go ssałem, lizałem i waliłem, ile tylko miałem sił.
– Dobry jesteś, koleś – powiedział. Miał męski, szorstki głos. – Lepszy od tamtych.
– Tamtych? – wymamrotałem.
– Tych z warsztatu. Brałem ich wszystkich po kolei a czasem nawet paru naraz. Ale ty jesteś lepszy. Po pierwszym strzale skoczysz mi po Red Bulla do lodówki, trochę odsapnę i będziemy jechać dalej.
Był podniecająco bezpośredni i niewyobrażalnie napalony. Jarała mnie ta jego samcza władczość. I ta świadomość, że na jednym razie się nie skończy. Że będzie potrzebował więcej wytrysków, by uwolnić do końca to, co w nim siedzi.
– Zrobię ci pełny serwis bez gumy – dodał.
Nie wiedziałem, o co chodzi. Ale nie było czasu na dyskusje, bo czułem już, jak jego napięcie się potęguje. Robił się niespokojny, zwijał się w piętrzącej się ekstazie – aż w końcu zaczął lać spermą jak pomylony. Potok słodkiego nektaru męskiego zalał mi mordę, ledwo dałem radę go przełykać.
– Dobra morda z ciebie – wysapał i tryskał kisielem. – Pojemna.
I gdy tak strzelał nasieniem, chwycił e-papierosa, wziął bucha i odprężył się maksymalnie.
– Co znaczy, że zrobisz mi pełny serwis?
Gość uśmiechnął się lubieżnie, wziął bucha kolejny raz i odparł:
– Będę cię jebał na pagony aż po same jaja i jednocześnie mocno walił ci konia. I patrzył, jak zalewasz sobie spermą klatę i swoją śliczną buziuchę. Stoi?
Tak, mój kutas już stał.
– Możesz dochodzić tak raz po raz? – zdziwiłem się.
– Kochany, puszka Reda, dobry pet i ładny chłopak – klepnął mnie delikatnie w policzek ujebany jego spermą – i mogę jebać do rana.
Ugięły mi się nogi.
W najśmielszych snach nie podejrzewałem, że tak zniewalająco przystojny ogier będzie mnie brał na anal – walił mi, pierdolił mnie i tłoczył we mnie nasienie spienione dzikim orgazmem.
Wszedł językiem między moje poślady i wylizał mi otwór tak łapczywie, że myślałem, że strzelę. Obrabiał mnie profesjonalnie. Odwrócił mnie na plecy i zarzucił sobie moje nogi na ramiona.
Jego boski pal wbił się we mnie. Wchodził mocno – centymetr po centymetrze. Aż dobił majestatycznie do jaj i zaparkował. Dał mi chwilę na odsapnięcie – wziął macha, zrobił łyk Red Bulla.
Kiwnąłem głową i się zaczęło.
Tłok ruszył powoli, ale był tak masywny i twardy, że czułem go całym sobą. Każde przesunięcie go choćby o milimetr tarło mnie słodko do obłędu. A on przyspieszał i uśmiechał się coraz wyraźniej.
Chwycił mnie silnie za pałę i zaczął ją trzepać. Drugą ręką masował mi jaja. I pierdolił mnie jak zwierzę. Był pierdolonym, perwersyjnym bydlakiem. Jakby chciał zniszczyć mnie moją własną rozkoszą. A ta była nie do opisania.
Czułem się totalnie oddany mu i rozwalony na kawałki. Otwarty jak nigdy przed nikim. Bezlitośnie jebany w najintymniejszą i najwrażliwszą część mnie.
Napięcie we mnie rozprężało się i nacierało od środka. W którymś momencie wszystko we mnie napięło się do granic możliwości – i zatrzymało się w miejscu. Choć było to może kilka sekund – dla mnie trwało wieki. To było tak, jakby orgazm był zbyt duży i nie mógł wyjść. Zaklinował się w niepojętym napięciu tuż przed totalnym spustem.
I wtedy ten bydlak zaczął mocno polerować moją nagą głowicę. To było czyste szaleństwo.
Sperma dosłownie eksplodowała. Pierwszy jej sznur – zwieńczony grubą gulą nasienia, która nie wiem, jakim cudem przepchała się przez mojego kutasa – z majestatem godnym komety przeleciała nade mną gdzieś na ścianę.
Potem drugie uderzenie spermy wyrwało mi się z jaj i chlusnęło mi na mordę. Kolejne na klatę i brzuch.
Miałem go między nogami. Stał tam nagi, jebał mnie i walił mi jak dziki – przypakowany, boski skurwiel, którego pokochałem z całego serca za to, co mi wtedy zrobił.
– Spadł ci poziom spermy w organizmie – powiedział.
Wysapałem, że nie da się ukryć.
– Wziąłem prysznic we własnej spermie.
– No to trzeba ci uzupełnić – dodał, wziął łyka Red Bulla i zaczął pompować we mnie grube litry swojego ciepłego nasienia.
Co za uczucie! Zrobił ze mnie komorę wtrysku.
Sperma ulewała się na boki z mojej dupy, ilekroć dosuwał chuja aż po jaja. Był w siódmym niebie, pierdolił mnie i zalewał po uszy – sapiąc, dysząc i spinając się.
Spytał, czy lubię świeżą, gejowską spermę. Powiedziałem, że mógłby mnie w niej utopić.
Więc zalał mi bak do pełna – aż wybiło nasienie. A potem wyciągnął swojego tryskającego fiuta i oblewał mnie spermą po twarzy i klacie, rechocząc z tego jak głupi. Pociągnął papierosa, popił Red Bulla i strzelił jeszcze parę razy.
Miałem go na sobie wszędzie. I w sobie też.
Przy takim samcu nie da się rozładować napięcia do końca. Wciąż tli się u podstawy jaj. Wciąż napina chuja, nie pozwala mu opaść.
– Ile konkretnego, męskiego jebania jesteś w stanie znieść? – zapytał, pociągając e-papierosa.
Powiedziałem, że tyle, ile mi go da.
Więc kazał mi się wypiąć na psa. Uczyniłem to bez gadania – dumnie demonstrując swą posłuszność. Serio czułem się jak kundelek, który pragnie całym sercem zasłużyć sobie na wdzięki swojego pana.
Koleś wylizał mi dupę wielkim mięsistym, szorstkim jęzorem – dostarczając mi mega rozkoszy. A potem klepnął mnie parę razy jak młodą klacz, po czym wszedł na nowo. Napędzany energetykami – chędożył mnie na potęgę.
Wjechaliśmy na autostradę gejowskiego seksu.
Wartko wsuwał we mnie drąga aż po jaja i powtarzał, że mam genialną dupę. Że nie może się na nią napatrzeć, jak ją posuwa. Że jest kształtna, idealna, chłopięca i świeża jak brzoskwinia. Że jestem podniecająco szczelny, cudnie ciepły, łaskocząco śliski i obłędnie ciasny. Że jego chuj w nikim tutaj nie czul się tak dobrze jak we mnie. Powiedział, że musi mnie zalać wiele razy.
Spytałem więc, ile razy da radę dojść.
Powiedział, że tak tłustym chujem jak jego może naście razy. Jego jaja nie przestają produkować spermy. Że bardzo często musi ją uwalniać.
I że jej uwalnianie rzadko kiedy bywa tak zajebiste, jak w mojej słodkiej dupie.
I znów mnie zalał. Wielki bat napiął się i eksplodował, po czym tętnił z kilka minut.
Lał się ze mnie wodospad jego cudownego smaru.
Powiedziałem, że muszę zobaczyć te mityczne jaja. Poczuć je. Położyłem się na plecach, a on położył mi swoje wielkie jaja na twarzy i sobie walił. Były gorące, tłuste, nabrzmiałe. Sperma się w nich przelewała. A jego chuj – z tej perspektywy – wydawał się drapaczem chmur. Wtedy w pełni ujrzałem jego męski majestat.
– Jakaś taka… – zamyślił się – … podniecająca uległość.
Tak. Stałem się fanatykiem robienia mu dobrze. Momentalnie. Nie mogłem się powstrzymać. Obrobiłem tego drąga raz jeszcze. Okradłem go ze spermy. Ssałem tak mocno, żeby w środku nic już nie zostało.
Docenił moją gejowską zapalczywość. Klepał mnie po twarzy delikatnie i powtarzał, że uroczo wyglądam, gdy krztuszę się jego pałą i farbą. I że zaleje mi buzię dziś raz jeszcze.
Tarłem więc nadal tę kobylastą pałę, waliłem, ssałem i lizałem, ile tylko miałem sił. Jej lśniąca tłustość, jej szatańskie rozspermienie, jej zdrowa twardość odurzały mnie niemal do omdlenia – ale wystarczyło, że strzelił mnie tym kutasem w pysk i od razu przytomniałem i wracałem do akcji.
Bolała mnie już szczęka i ręka, ale on nalegał, bym obrabiał go dalej, bo zaraz będzie show.
I rzeczywiście.
Chwilę potem raz jeszcze rozbryzgał się w moich ustach wulkanem świeżego nasienia. Było czuć, że dopiero co wytworzone zostało w jego silnych, pracowitych jajach. Ciśnienie spustu było tak duże, że gdybym nie łykał tej gały, to gość strzelałby po sufit.
Jezu jak on sapał i patrzył na mnie. Był cały mokry, lśniący i upojony tymi orgazmami. Jeszcze delikatnie lizałem jego kutasa po orgazmie, by mógł z niego wycisnąć resztki ekstazy – jednocześnie szanując jego oszałamiającą tkliwość.
Rozkoszne ciary przespacerowały mi po plecach.
Samczość tego jebaki – jego nieskrępowana, popisowa wręcz płodność – zwaliła mnie z nóg. Chciałem być nim. Chciałem, by był we mnie i lał całym nasieniem i miłością, jaką w sobie miał. I dziękowałem przeznaczeniu, że pozwoliło mi służyć temu zdrowemu, rozpalonemu do szaleństwa ogierowi.
Leżałem u jego nóg cały mokry i półprzytomny. A on zapalił fajkę, zrobił łyka Red Bulla i uśmiechnął się. Przydeptał mnie bosą stopą. Położył mi ją na klacie. Była wielka i ciężka. Powiedział, że już mu nie ucieknę. Że się spisałem. Że na pewno jeszcze weźmie mnie parę razy na warsztat.
Nie wiem, ile to wszystko trwało – może godzinę lub dłużej. Ale przerobiliśmy tyle pozycji i orgazmów, że wydawało się, że przeżyliśmy razem z Olafem całe wakacje.
Wzięliśmy razem chłodny prysznic. Pomógł mi się doczyścić z tego sowitego udoju.
Nigdy nie zapomnę spojrzeń tamtych kolesi, gdy opuszczałem warsztat. Doskonale wiedzieli, co się działo w szatni. Na pewno podglądali lub chociaż podsłuchiwali. I czułem, że w powietrzu, prócz smaru, unosi się coś więcej…
***
Na drugi dzień Olaf przesłał mi zdjęcia, gdy bawiłem się jego potężną fujarą. Jej ożylony ogrom przysłaniał mi twarz, dławił mnie, dusił, przerażał i zachwycał jednocześnie. Okazało się, że fot zrobił więcej, niż się spodziewałem – między innym, gdy mnie posuwał i zalewał nasieniem.
„Wakacyjne wspomnienia” – dopisał.
I dodał, że pokazał te foty kumplom z warsztatu – i że ich pały momentalnie popuściły śluz. Koniecznie chcą mnie głębiej poznać. Z każdej strony. Żebym wpadał z tą furą. I na pewno dojdziemy do porozumienia.
Odpisałem, że dwa razy zapraszać mnie nie trzeba.
***
Spytacie, jak minęły tamte wakacje. Cóż… Auto jakoś podejrzanie często się psuło. Guma wciąż pękała. Ale chłopaki z warsztatu – na czele z Olafem – pokazali mi, jak się dociska pedała do dechy. Poznałem smak pięknych, dobrze nasmarowanych drągów, które smagały mnie przez całe wakacje.
Ale najpiękniejsze było to, że po tym wszystkim Olaf zawsze przygarniał mnie, przytulał i – popijając Red Bulla – mówił mi, jak bardzo się cieszy, że mnie odkrył.
Fuck! Zalałem klawiaturę ogromnym strzałem! Chciałbym być na miejscu tego pasywka
Dzięki takim opowiadaniom – w pewnym sensie byłeś na jego miejscu przez chwilę 🙂
O tak. Walilem na dwa razy. Siedziałem po silce na saunie ze stojącym obrzezanym kutasem. Piękne uczucie mając w pamięci opowiadanko
Mmm… nie ma lepszego komplementu dla autora, niż to, że Czytelnicy walili po kilka razy :*
Cześć Dreamwalker,
Mam pytanie odnośnie Twojego drugiego bloga – Sztuka bycia gejem. Google zablokowało do niego dostęp przez weryfikację wieku przy pomocy dowodu lub karty kredytowej.
Czy istniałaby inna możliwość dojścia do tych rewelacyjnych treści? Np. tak samo jak Homofascynacje.
Nie ukrywam, że Twój gejowski blog jest bardzo pomocny w odkrywaniu siebie jako geja i byłaby szkoda, żeby one zniknęły.
Pozdrawiam
Hej, przepraszam za zwłokę w odpisywaniu – problemy zdrowotne… Póki co mogę zdradzić, że Sztuka Bycia Gejem będzie dalej działać, ale pod innym adresem – także treści pojawią się wcześniej czy później. Jak zdrowie pozwoli – to wcześniej 🙂 :***
Zajebiste opowiadanie! Spuscilem sie dwa razy. Olaf i mi mógłby pokazać jak się dociska pedała do dechy 🙂 Uwielbiam takich samców alfa.